Mam 45 lat. Marzę o rozwodzie. W małżeństwie jestem już 18 lat. Trudno mi się zdecydować, ale już nie mogę znieść nawet głosu żony.

Marzę o rozwodzie, nie chcę już dłużej być z moją żoną. W ciągu ostatniego roku ciągle o tym myślę. Jesteśmy małżeństwem od osiemnastu lat, pobraliśmy się będąc bardzo młodymi. Bardzo się kochaliśmy, ale miłość dawno ulotniła się. Teraz razem trzyma nas tylko wspólne dziecko.

Moja żona nie chciała mieć dzieci. Mówiła, że zarabiam za mało. W telewizji często pokazują historie rodzinne, w których żony dosłownie trują swoich mężów za niskie zarobki. Nie rozumiałem, że to moja historia. Ale ostatnio zacząłem coś zauważać. Jakby nabrałem rozumu.

Niedawno na naszej ulicy pojawiły się trzy rodziny, którzy zaczęli odwiedzać nas w domu. Szybko się zaprzyjaźniliśmy.

Zauważyłem jedną interesującą rzecz w ich domach. Żony nigdy nie mówiły złego słowa o swoich mężach, przynajmniej publicznie.

Moja żona zawsze mogła krytykować mnie przed kimkolwiek. Nawet czasami krzyczała. Nie, żeby to miało ogromne znaczenie, ale poczucie było dziwne. Jakimś cudem przez osiemnaście lat niczego takiego nie zauważyłem. Dobrze, możemy kłócić się w domu. Ale nie publicznie…

Obcy ludzie patrzą, jak ona na mnie krzyczy. Czy to normalne? Może dramatyzuję? Żona zawsze mówiła wszystkim, że jestem żebrakiem, że rodzina jest utrzymywana niemal wyłącznie przez nią. Mówiła, że nic nie osiągnąłem w życiu, nawet nie udało mi się uzbierać pieniędzy na dobry uniwersytet dla syna.

Ogłaszała, że to ona odnowiła nasze mieszkanie. Słuchając jej, można by pomyśleć, że w ogóle wszystko dla naszej rodziny robi tylko ona. Moje zasługi w ogóle nie były wymieniane. Może nie zauważyłem takiego podejścia wcześniej, ponieważ praktycznie nie rozmawialiśmy z nikim.

W rzeczywistości zarabiam całkiem nieźle, przy czym całą wypłatę oddaję żonie, niczego nie ukrywam. Ona zajmuje się podziałem naszych finansów. Latem dostaję urlop w wysokości około trzech pensji. Wychodzi niezła suma. Od dawna oszczędzamy na naukę i ślub naszego syna.

Mieszkanie zostało kupione przeze mnie. Spłacałem kredyt hipoteczny przez dziewięć lat. I remont był na mnie. Pieniądze na to zostały wzięte na kredyt, ale już dawno go spłaciłem.

Ale mimo to codziennie kłócimy się. Głównie o pieniądze. Wypłata żony nie jest wysoka, ale nie mam pojęcia, co ona robi z tymi pieniędzmi, nie informuje mnie.

Wygląda na to, że teraz jej głos się zmienił, stał się zupełnie inny niż kiedy się poznaliśmy. Nie lubię go słuchać. Nie chcę z nią rozmawiać, dotykać jej. Cokolwiek by się nie działo, jestem winny. Zawsze mnie za wszystko gani. Wszystko robię źle, okazuje się. A ona zawsze ma rację. Takie jest prawo.

Kiedyś byliśmy najbliższymi i najdroższymi ludźmi, ale teraz… Nic nie mogę zrobić ze swoimi uczuciami. A ona wcale mi nie pomaga, ciągle zaczyna kłótnie. Jak tu czuć coś innego niż złość?

Wszystkie moje znajome kobiety – głównie z pracy – zachowują się zupełnie inaczej. Mówią uprzejmie, zachowują się grzecznie, po prostu nie ma porównania. Dlaczego moja żona nie robi tego samego. Czy ona mnie nie kocha? Czasami nawet wydaje mi się, że żyję nie swoim życiem, ale czyimś obcym. I to bardzo dziwne, nieprzyjemne uczucie.