Mam 47 lat, wszystko ze mną dobrze, jestem bogata, zabezpieczona, ale nie szczęśliwa. W życiu popełniłam błąd, którego bardzo żałuję, i gdybym mogła wszystko cofnąć, nigdy bym nie popełniła tych samych błędów. Można powiedzieć, że jedna fatalna decyzja przekreśliła całe moje życie

Nie mam dzieci, a teraz bardzo mnie to przytłacza. Ale sama jestem winna – powinnam była je urodzić, a nie słuchać męża.

Przez to, że jestem bezdzietna, teraz jest mi tak ciężko, że nawet słowami tego nie opiszę. Ale publicznie staram się nie pokazywać mojego bólu duszy, wielu nawet nie wyobraża sobie, jak mi ciężko, ponieważ nie przywykłam narzekać.

Teraz mam własny biznes. Jest też mąż. Ale czuję się nieszczęśliwa. I wszystko przez to, że nie mam dzieci.

Wychowałam się w bogatej rodzinie, rodzice całkowicie mnie utrzymywali, więc nie spieszyłam się za mąż.

W wieku 23 lat poznałam Roberta, zaczęliśmy się spotykać, a potem oświadczył mi się. Tak wyszłam za mąż po raz pierwszy.

Ale bardzo szybko zrozumieliśmy, że nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy wspólnych planów na przyszłość, więc po 3 latach się rozstaliśmy, ale nadal utrzymujemy wspaniałe relacje.

Robert po tym ożenił się ponownie i ma dzieci.

Ja po rozwodzie znów zaczęłam żyć dla siebie, miałam dobrą pracę, wielu przyjaciół, pieniądze. Wiele osób tylko marzy o takim życiu.

W wieku 33 lat poznałam Michała. Był młodszy ode mnie o kilka lat, ale różnica wieku mnie nie przeszkadzała. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i zrozumiałam, że to mój człowiek.

Pobraliśmy się, bo się kochaliśmy. Chciałam urodzić dziecko tego mężczyzny, ale Michał prosił o cierpliwość. Był za młody na ojcostwo.

– Chodźmy trochę pożyć dla siebie! – ciągle mówił.

Czas mijał, Michał miał już ponad 30 lat, ale nie spieszył się z dzieckiem.

Przyjaciółki radziły mi oszukać i urodzić dziecko, ale nie chciałam budować relacji na kłamstwie. O wiele przyjemniej jest, gdy małżeństwo opiera się na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu.

I oto mam 47 lat. Rozumiem, że już nie mogę urodzić dziecka. Zdecydowałam, że można adoptować dziecko, jeśli chodzi o to.

Gdy powiedziałam o tym mężowi, nie poparł mnie, powiedział, że taka opcja mu nie odpowiada.

A sama nie mogłam podjąć tak ważnej decyzji, choć finansowo nie jestem zależna od Michała, wręcz przeciwnie, to on żyje na mój koszt. Nie pracuje i siedzi na gotowym. Czasami wydaje mi się, że jestem jego matką.

Bardzo żałuję, że od razu nie urodziłam dziecka. Powinnam była dawno rozwieść się z Michałem i szukać mężczyzny, który podziela moje wartości rodzinne.

Teraz pozostaje mi tylko nocą płakać w poduszkę.

Bardzo chcę poczuć radość macierzyństwa. Ale jak? Jak mogę spełnić swoje marzenie?

Chyba nadszedł czas, aby pogodzić się z tym, że nigdy więcej tego nie będzie.

Relacje z moim mężem bardzo się pogorszyły, kłócimy się codziennie, nie zdziwię się, że wkrótce zamieni mnie na bardziej perspektywiczną towarzyszkę. A ja zostanę sama…

I jak żyć dalej? Nic mnie nie cieszy. Nie ma dzieci, a wnuków też nie będzie…

Zamiast tego mam kapryśnego męża, któremu potrzebne są tylko pieniądze. Złapałam się na myśli, że już go nie kocham.

Ze smutkiem zdaję sobie sprawę, że straciłam coś najcenniejszego w życiu przez egoistycznego męża. Nigdy nie usłyszę słowa „mama”, a to jest bardzo smutne i gorzkie.

Nie wiem, czy ktoś mnie zrozumie, ale po prostu musiałam wyznać komuś swoją duszę.