– Matka zabrania ci rodzić! Mówi, że jesteśmy jeszcze za młodzi na dzieci. – Michał, masz 30 lat! Jaka matka?!

Już na drugim roku studiów na uniwersytecie zakochałam się w starszym mężczyźnie, uczucie było wzajemne, więc po pewnym czasie postanowiliśmy się pobrać. Rodzice byli oczywiście przeciwni temu małżeństwu, ponieważ miałam wtedy zaledwie osiemnaście lat.

Poza tym nie przypadłam do gustu mojej przyszłej teściowej, wielokrotnie dawała do zrozumienia, że nie jestem godna jej syna. Dlaczego? Mój przyszły narzeczony mieszkał z rodzicami w stolicy, a ja przyjechałam na studia z wsi. Teściowa myślała, że potrzebna mi była tylko rejestracja zameldowania w stolicy jej syna, a miłości między nami w ogóle nie ma. Jednak starałam się nie zwracać uwagi na te słowa, ponieważ wtedy sens życia stał się dla mnie jasny – wyjść za mąż za ukochanego.

Gdybym tylko wiedziała, ile nieszczęścia i cierpienia przyniesie mi ta rodzina, nawet nie przypuszczałam, że ludzie mogą być tak podli.


Minęło trochę czasu, a test ciążowy pokazał wynik pozytywny. Byłam w siódmym niebie z radości, a mąż również był bardzo szczęśliwy. Jednak nie na długo.

– Mama powiedziała, że lepiej będzie dokonać aborcji, jest jeszcze za wcześnie… Nadal się uczysz, a ja nie zarabiam dużo – nie dam rady utrzymać dziecka – powiedział.

– Nie żartuj sobie ze mnie, nigdy nie zrezygnuję z tego dziecka.

Zamilkł, opuścił głowę i wyszedł z pokoju. Na ten temat więcej nie rozmawialiśmy, a teściowa, Irena, zaczęła mnie całkowicie ignorować. Moja ciąża stała się dla niej niepodważalnym dowodem na to, że chcę maksymalnie przywiązać do siebie jej syna, aby zdobyć mieszkanie.

Nie wiem, skąd miałam cierpliwość nie reagować na te jej słowa wtedy. Myślałam, że kiedy zobaczy tę malutką istotę, wreszcie uspokoi się. Ciąża i poród były trudne, a co więcej, nie miałam żadnego wsparcia. W momencie narodzin, byłem tylko ja i starsza pielęgniarka w pokoju. Moi rodzice również zdawali się nie przejmować moją sytuacją – po moim ślubie, jakby zapomnieli o tym, że mają jeszcze córkę.

W sumie po dobie urodziłam dwójkę wspaniałych bliźniaków.

Mój mąż i jego matka pojawili się dopiero trzy lata później. W ciągu tego krótkiego okresu wiele się zmieniło, wydawało się, że mąż bardzo się zestarzał, miał opuchniętą twarz – wydawało się, że nadużywa alkoholu. Prosił mnie, żebym wróciła do niego, ale ja po prostu wyrzuciłam go za zdradnika.

Kiedy bliźniakom skończyło się pięć lat, poznałam Krzysztofa, przystojnego młodego agronoma, któremu nie przeszkadzało, że mam dzieci. Po pół roku pobraliśmy się, a Krzysztof zastąpił dzieciom prawdziwego tatę. Teraz jestem w ciąży i czekamy na pojawienie się na świecie jeszcze jednej małej księżniczki.

Podzielam tę historię, abyście w trudnych sytuacjach nie tracili nadziei, wszystko będzie dobrze!

Co myślisz na ten temat?