Ostatnio moja córka zadzwoniła do mnie i poprosiła o pożyczkę. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ Anna ma męża i nigdy nie miała problemów finansowych

Kiedy moja córka niedawno zadzwoniła do mnie i poprosiła o pożyczkę, byłam bardzo zdziwiona. Anna zawsze była niezależna, od razu po ukończeniu uniwersytetu zaczęła zarabiać na siebie.

Moja córka wie, że mam pieniądze, więc odważyła się poprosić, mówi, że teraz jest trudny czas, a ona ma trudną sytuację finansową. Nie miałam powodu, aby nie wierzyć córce, więc bez problemu wysłałam jej kwotę, którą prosiła.

Jestem za granicą, pracuję w Wielkiej Brytanii od czterech lat, wyjechałam, gdy straciłam męża. Myślałam, że zarobię trochę na starość, dopóki jeszcze mam siłę, aby potem nie prosić córki.

Anna wreszcie, mając 30 lat, zdecydowała się na partnera życiowego i wyszła za mąż. Andrzej – niby niezły chłopak, trochę starszy od córki.

Nigdy nie zagłębiałam się w życie rodziny córki, ale niedawno chciała porozmawiać ze mną na duszy i wyznała mi, że jej mąż jej nie utrzymuje. Żyją razem, ale finanse są oddzielne dla każdego z nich. Teraz potrzebuje pieniędzy, a wstydzi się prosić męża, więc zwróciła się do mnie o pomoc.

To, co usłyszałam od córki, bardzo mnie zdziwiło, ponieważ żyłam z mężem przez 35 lat, a zawsze mieliśmy wspólne pieniądze – mąż przynosił pensję, a ja prowadziłam budżet. Nie było żadnych problemów, wszystkie zakupy omawialiśmy razem. Dlatego sytuacja, którą opisała córka, była dla mnie trochę niezrozumiała.

Kiedy młodzi ludzie zawierają związek małżeński i prowadzą swój budżet w taki sposób, że wszystkie wydatki dzielą na pół, to ja tego nie rozumiem. W naszym czasie wszystko było wspólne. Mój mąż przynosił mi całą pensję, z wyjątkiem niewielkiej kieszonkowego, oczywiście. Rozumiałam, że i jemu potrzebne są pieniądze na drobne wydatki.

Pracowałam też i swoją pensję równomiernie wydawałam na nasze wspólne wydatki, albo wkładałam do wspólnej skarbonki. Żadnych “twoje-moje”, wszystko w jedną kupkę. Nawet jeśli chciałam kupić sobie jakąś deficytową, drogą rzecz, to było to omawiane z mężem.

W rodzinie mojej córki widzę, że teraz wszystko jest zupełnie inaczej. Córka i zięć się dzielą: ona płaci rachunki za media, a on – ratę za samochód. Mają wspólne dziecko, więc ubranie dla niego kupują naprzemiennie: buty tato, kurtkę mama! Ale jedzenie kupują razem, dzieląc na nie równo koszty.

Byłam zdumiona takim układem, i od razu powiedziałam córce, że to nieprawidłowe, a ona mi odpowiedziała, że nic nie rozumiem współczesnego życia.

Mam 60 lat, może rzeczywiście nic nie rozumiem? Ale dla mnie dziwne jest, dlaczego teraz rodziny nie mogą żyć tak samo, jak my kiedyś? A może naprawdę nadeszły inne czasy, i czegoś nie rozumiem?