Pół roku mieszkałem na dwie rodziny. Potem znudziło mi się to i opowiedziałem wszystko mojej żonie, i się z nią rozwiedliśmy

Jestem Jarosław, niedawno obchodziłem swoje trzydzieste piąte urodziny. Przed spotkaniem z Julią, mieszkałem z żoną i dwójką dzieci. Pasja w związku wygasła, żyliśmy dobrze, nie kłóciliśmy się, ale było mi bardzo nudno. Chciałem ostrej ekscytacji, tak jak na początku naszego związku. Wszystko w życiu nudzi. I właśnie w tym okresie pojawiła się w moim życiu koleżanka z pracy – młoda dziewczyna, miała wtedy zaledwie 23 lata. Zakochałem się praktycznie od razu, opowiedziałem jej wszystko i złożyłem wniosek o rozwód. Wkrótce potem stałem z walizką w ręku w korytarzu mieszkania Julii.

Nie wyobrażałem sobie życia bez niej, miłość przyćmiła mi rozum! Byłem na siódmym niebie z szczęścia, nawet jakoś pomłodniałem obok Julii, planowaliśmy wspólną przyszłość, chcieliśmy mieć więcej dzieci, ale los miał swoje plany.

Minął rok wspólnego życia, a namiętność znowu osłabła, wydawało się, że już jej nie tak bardzo kocham, zacząłem znów rozglądać się za innymi dziewczynami. Romantyzm po prostu ulotnił się, a z naszej miłości pozostały tylko problemy i konflikty. Z żoną było łatwiej, bo nie mieliśmy z nią nieporozumień, a tutaj wszystko było inaczej.

Przez kolejne dwa tygodnie mieliśmy bardzo poważny kłótnię z Julią, w końcu wyrzuciła mnie ze swojego mieszkania. Ja, oczywiście, nie chciałem wracać do żony, więc poprosiłem o schronienie u przyjaciela. Z dnia na dzień zaczęły do mnie dochodzić różne informacje, a na końcu okazało się, że moja ukochana mnie przez ten cały czas zdradzała! Byłem w szoku, rozumiałem, że nadal ją kocham, a ona po prostu wykorzystała mnie. Nigdy wcześniej nikogo tak bardzo nie kochałem, jak można było być tak okrutnym?

Teraz zastanawiam się, jak mam żyć dalej… Wybaczyć Julii i dać jej jeszcze jedną szansę… może wrócić do żony, ale prawda jest taka, że nie jest pewne, czy ona będzie chciała zaczynać wszystko od nowa.

Albo w ogóle zapomnieć o tych kobietach i zacząć wszystko od nowa, po co wracać tam, gdzie nie znalazłem szczęścia.

Rozumiem, że zdradziłem moją żonę i dzieci, i raczej nie wybaczą mi tego. I w ogóle jej nie kocham, niech znajdzie sobie mężczyznę, który będzie w stanie jej dać szczere i wzajemne uczucia, a ja po prostu wszystko zepsuwałem. Takie jest życie: najpierw zdradziłem, a potem zdradzono mnie.

Mówią, że wszystko wraca jak bumerang… Ale jakie jest właściwe rozwiązanie w mojej sytuacji, tego nie wiem.

Co mi doradzisz?