Przed nami był pierwszy urodzinowy dzień mojego męża jako żonatego mężczyzny. To oznaczało, że przyjdą do nas rodzice i przyjaciele, a ja będę musiała zdać egzamin na “dobrą gospodynię”

Spotykaliśmy się przez trzy lata. W myślach już wybierałam suknię ślubną, a on nową grę na komputer. Zmęczyło mnie czekanie i postanowiłam, że jeśli aluzje nie pomagają, trzeba mówić jak jest. Pewnego wieczoru zapytałam go, kiedy się pobierzemy? Mój chłopak zareagował dość spokojnie, okazało się, że myślał, iż te wszystkie ceremonie nie są dla mnie ważne. Ale skoro tak bardzo tego chcę, to z radością zostanie moim mężem. Odebrałam jego słowa jako propozycję, więc zaczęłam sporządzać listę gości.

Dni mijały bardzo szybko. Przez trzy lata mieszkaliśmy osobno, więc początek wspólnego życia był dla mnie dość ekscytujący. Często wyobrażałam sobie, jak będziemy razem oglądać filmy, zasypiać i budzić się. Marzyłam, jak będę przygotowywać mu śniadania i prasować koszule. Jakże byłam śmieszna i naiwna.

Zagraliśmy wesele: biała suknia, długa welon i czarny, elegancki garnitur mojego narzeczonego.

Pierwszy dzień po ślubie: obudziliśmy się razem. Byłam szczęśliwa. Natychmiast pobiegłam przygotować śniadanie mojemu nowożeńcowi. Po tygodniu bardzo chciałam, aby śniadanie przygotował on. Ale jak się później okazało, mój mąż nie umie nawet kroić kiełbasy. Co się nie zdarza, poradzę sobie, bo go bardzo kocham. Śniadania stały się teraz tylko moim obowiązkiem.

Po cotygodniowym prasowaniu jego koszul, chciałam kupić mu koszulki, które się nie gniotą. Jeszcze miesiąc później powiedziałam mu wprost, że czasami powinien sam coś dla siebie zrobić. Ale czekała mnie nowina – on też nie umie prasować.

Sprzątanie i mycie naczyń spadło na moje barki. Nie zdziwiłam się, gdy powiedział, że nie umie i nie lubi sprzątać. Tym razem – nie wytrzymałam. Powiedziałam mu wszystko, co myślę. Na szczęście, mój mąż szybko zrozumiał i powiedział, że będzie się uczyć i zacznie mi pomagać.

Za tydzień mój mąż będzie miał pierwsze urodziny jako żonaty mężczyzna. To oznaczało, że przyjdą do nas rodzice i przyjaciele, a ja będę musiała zdać egzamin na “dobrą gospodynię”. Martwiłam się, zadzwoniłam do męża i poprosiłam o pomoc w nakryciu do stołu, ale zatrzymał się w pracy, więc cały dzień spędziłam w kuchni samodzielnie.

Byłam bardzo zła, miał szczęście, że pozostał cały po powrocie do domu. Nawiasem mówiąc, wszyscy goście docenili moje dania. Teściowa rzuciła oceniające spojrzenie na stół, ale nie powiedziała ani słowa. Jeśli nie krytykuje – to już małe zwycięstwo.

Takie jest nasze życie. Jak zmusić go, by mi pomagał? Moja cierpliwość już się kończy. W ogóle mi nie pomaga. Naprawdę zmęczyłam się robiąc wszystko sama. Po ślubie minęło tylko pół roku, a ja już myślę o rozwodzie. Wyjaśnijcie mi, może nie mam racji? Zgubiłam się w swoich relacjach i ciągle płaczę.