Święta się zbliżały, a moja synowa od razu mnie ostrzegła, że w Nowy Rok przyjdą do nich przyjaciele, a ja będę musiała gdzieś wyjść z domu, żeby im nie przeszkadzać

Byłam naprawdę szczęśliwa ze swoją rodziną, ale niedawno zmarł mój mąż i czuję się niepotrzebna. Bardzo go kochałam, był on wybitnym pedagogiem, inteligentnym, obok niego czułam się kochaną żoną. Całe życie poświęcił swojej pracy i rodzinie, za swoje starania nawet otrzymał mieszkanie od państwa. To mieszkanie podarowaliśmy synowi Olegowi na ślub. A my nadal mieszkaliśmy w małym, starym mieszkaniu, które odziedziczyłam po rodzicach.

Synowi od dziecka staraliśmy się dać wszystko co najlepsze, wychowaliśmy go, wykształciliśmy na prestiżowym uniwersytecie. Po studiach nawet pomogliśmy mu znaleźć pracę. Potem Oleg się zakochał i ożenił dwa lata przed śmiercią męża. Ten okres w moim życiu był prawdziwym wyzwaniem. Budziłam się w łzach i z niepokojem zasypiałam. Nie mogłam pogodzić się z tym, że jestem wdową. Dobrze, że urodziła się moja wnuczka, trochę odwracała moją uwagę od złych i smutnych myśli.

Syn złożył mi dobrą propozycję: sprzedać moje i ich mieszkanie i za uzyskane środki kupić dom, w którym wszyscy będziemy mieszkać razem. Dla mnie wtedy to była szansa na nowe życie. Tak zrobiliśmy, kupiliśmy wspaniały, przestronny dom, ale teraz bardzo tego żałuję.

Synowa od razu zaczęła zachowywać się jak gospodyni, ustalała różne zasady wspólnego życia i zawsze mnie uczyła, jak powinnam się zachowywać w jej domu. Zaczęliśmy często kłócić się, ponieważ uważałam ten dom również za swój. Synowa ciągle miała do mnie zastrzeżenia: to za głośno włączyłam telewizor, to źle umyłam garnek, nieprawidłowo kołysałam wnuczkę. Odnieśliśmy wrażenie, że jestem ciągle pod presją.

W końcu doszło do tego, że prawie nie wychodziłam z mojego pokoju. Wszystko ją drażniło, więc nawet kupiłam sobie mały telewizor, żeby nie przeszkadzać w salonie. Oczywiście, nie mogłam się tu czuć jak w domu. Nawet syn, pod wpływem żony, zaczął do mnie źle się odnosić.

Dzieci były dla mnie normalne tylko wtedy, gdy chciały, żebym została z wnuczką. A później dziewczynka poszła do przedszkola i stałam się zupełnie niepotrzebna. Przed Nowym Rokiem synowa „poprosiła” mnie, żebym gdzieś poszła, bo na świętowanie przyjadą do nich przyjaciele, a ja będę im przeszkadzać. Tak rozczarowana swoimi dziećmi jeszcze nigdy nie byłam. Pojechałam na święta do siostry, która mieszka 200 kilometrów od naszego miasta.

Wróciłam do domu, ale nie czuję się tu jak w domu. Jem osobno, także płacę synowi za rachunki za media. Z wnuczką nie chcą, żebym się widywała, bo mam nieaktualne metody wychowania. Bardzo żałuję swojej decyzji o sprzedaży mieszkania. Jeśli dzieci mają możliwość mieszkania osobno, tak powinno być. Teraz z obawą oczekuję starości.

Co mi Pan/Pani poradzi w tej sytuacji?