– Dziękujemy, mamo, ale nie będziemy mieszkać w mieszkaniu, które nam podarowałaś – powiedział Roman swojej matce i oddał klucze. Maria tego zupełnie się nie spodziewała, w końcu to mieszkanie wzięli na kredyt dla syna. To był ich prezent ślubny.

Zachowanie syna zaskoczyło Marię, delikatnie mówiąc:

– On nie potrzebuje tego mieszkania, a my z ojcem będziemy teraz spłacać kredyt przez wiele lat. Ja też nie potrzebuję tego mieszkania! Starałam się dla syna! – narzeka kobieta.

Syn Marii, Roman, ma dwadzieścia osiem lat, dwa lata temu się ożenił, a jako prezent ślubny rodzice dali mu klucze do mieszkania. Mieszkanie zostało wzięte na kredyt przez ojca tuż przed ślubem Romana, oczywiście na siebie, ponieważ zamierzali sami spłacać kredyt.

– I tak nikt by nam nie pozwolił inaczej uregulować nieruchomości! – tłumaczy Maria.

Ostatecznie nowożeńcy mieszkali w mieszkaniu nieco ponad rok i wyprowadzili się. Przeprowadzili się tymczasowo do wynajętego lokalu. Wszystko dlatego, że rodzice, według syna, po prostu ich męczyli zarzutami: oto, mówią, kupiliśmy wam mieszkanie, za ostatnie pieniądze, kredyt płacimy, a wy – nie dzwonicie codziennie, nie prosicie o pozwolenie, nie informujecie. Lista zarzutów jest nieskończona. Młodzi tego nie wytrzymali.

Maria miała klucze do mieszkania, ciągle „przychodziła w odwiedziny”, a potem opowiadała synowej wszystko, co o niej myśli, z powodu nieumytej zastawy, brudnej toalety i pustej lodówki.

– Nic nie szkodzi, nie zgubi się mieszkanie! – pocieszają Marię znajomi. – Spłacicie kredyt, wynajmiecie je – na starość ta nieruchomość jeszcze was wyżywi.

Chociaż tak, ale kobiecie jest bardzo przykro, chciała jak najlepiej. Maria teraz czuje się urażona. Syn oddał swój zestaw kluczy ze słowami – dobrzy rodzice pomogą cicho i nie będą przez lata wymagać wdzięczności.

– A ja pewnie jestem złą matką! – ledwie nie płacze Maria. – Jesteś u mnie jedyny, i wszystko, co robiliśmy z ojcem, robiliśmy dla ciebie.

Roman powiedział matce, że jest jej bardzo wdzięczny, ale nie pozwoli jej ingerować w swoje życie. Teraz będą mieszkać z żoną jeszcze kilka lat w wynajętych mieszkaniach, ograniczać się we wszystkim i oszczędzać na własne mieszkanie. Spokój dla nich z żoną okazał się ważniejszy, nawet niż mieszkanie.

Maria nie zrozumiała wyczynu syna, szczerze uważa, że ​​tacy „dobrzy rodzice”, którzy dadzą pieniądze na mieszkanie i cicho odejdą, nie istnieją. Będą też zarządzać, komenderować, wszędzie wsadzać nos i dawać cenne rady. Przecież robiła to nie ze złości, ale dla dobra syna. Szkoda, że ​​nie docenił jej starań.