Maria zdecydowała się wyjechać do pracy za granicę, aby jej bliscy nie potrzebowali niczego. Gdy wróciła, zdała sobie sprawę, że została bez rodziny

W rodzinnej wsi Marii było niewielu chłopców. Poznała Andrzeja, który dużo mówił o tym, jak szczerze ją kocha. Dziewczyna pomyślała: “A czemu nie”. Tak się pobrali. I życie kobiety z obiecującej bajki zamieniło się w piekło.

Andrzej nigdzie nie pracował, a całe dni chodził po sąsiadach i oferował swoje usługi. Gdzieś orać ziemię, gdzieś zrobić płot, gdzieś naprawić dach. I częściej ludzie rozliczali się z nim nie pieniędzmi, a butelką: Andrzej nie miał nic przeciwko.

Maria urodziła troje dzieci: chłopca i dwie dziewczynki. Ale dzieci całe dzieciństwo spędziły u babci: Maria cały czas znikała w pracy, a na męża nie można było liczyć. Z czasem mąż w ogóle opuścił rodzinę, ale Maria nie była zbyt zasmucona, raczej przeciwnie.

Ale im dzieci stawały się starsze – tym rosły wydatki. Pensji kobiety katastrofalnie brakowało. I wtedy akurat sąsiadka wyjechała do pracy i zaproponowała Marii wyjazd razem. Ta długo się nie zastanawiała, rozumiała, że to jedyna szansa, by dać dzieciom wszystko, czego potrzebują.

I Maria wyjechała do Londynu. Początkowo myślała tylko trochę zarobić i wrócić, ale jej powrót był ciągle odkładany. Tak spędziła za granicą długich 15 lat. W tym czasie wszystko się zmieniło.

Maria ograniczała się we wszystkim, każdy grosz odkładała i wysyłała do domu, ale te pieniądze tylko psuły dzieci. Babcia nie mogła na nich znaleźć sposobu i dorastały rozpieszczone i rozkapryszone. Im starsze się stawały, tym bardziej hulaszczy stawał się ich tryb życia.

Życie osobiste dzieci się nie układało: średnia córka w ogóle urodziła dziecko w wieku 18 lat, nawet nie wiadomo od kogo. Maria, gdy się o tym dowiedziała, zaczęła jeszcze intensywniej pracować i kupiła jej mieszkanie. Później jeszcze dwa, bo jak nie kupić im, każdy musi mieć mieszkanie. Z czasem dzieci zaczęły żądać samochodów, ale z tym postanowiła nie spieszyć.

Kobieta nigdy nie usłyszała słów podziękowania. Gdy Maria dzwoniła do dzieci i starała się je pouczyć, te tylko odgryzały się i mówiły, że to nie ona ich wychowywała, więc nie ma prawa nic od nich wymagać.

To sprawiło, że Maria zdecydowała się wrócić, tym bardziej że zdrowie jej mamy po wybrykach dzieci bardzo się pogorszyło.

Rodzinny dom przywitał ją pustką. Dzieci tylko się przywitały i rozjechały w swoje strony. Gdy dowiedziały się, że ich matka nie planuje więcej wyjeżdżać do pracy, zaczęły histeryzować.

– I co tu będziesz robić? Komu jesteś potrzebna w tej wsi? – rozczarowana pytała młodsza córka.

– Jakoś to będzie… – smutno odpowiedziała Maria.

Z czasem staruszka mama Marii zmarła. Maria siedziała i rozumiała: została samotna mając troje dzieci. Przepracowała się. Jedynym, co ogrzewało jej duszę, było to, że jednak dała im wszystko, o czym sama nawet nie marzyła.