Po tym, jak skończyłam 50 lat, postanowiłam, że niektóre rzeczy nie muszą być znane nikomu. Nawet z najbliższymi nie rozmawiam na ten temat. Dzielę się swoim doświadczeniem

Jak mówią, mądrość przychodzi z wiekiem. I to jest prawda. Gdy skończyłam 50 lat, przestałam mówić ludziom o niektórych rzeczach i moje życie stało się o wiele prostsze.

Przestałam opowiadać ludziom o swoich planach. Zauważyłam, że gdy komuś opowiem o tym, co planuję, wszystko zaczyna się walić. Zrozumiałam, że im mniej ludzi wie o moich planach, tym mniej będzie zazdrości i negatywu. Pamiętam, jak opowiedziałam przyjaciółkom, że polecę do Paryża (5 lat oszczędzałam pieniądze na tę podróż) i nagle w domu zepsuł się kocioł i pieniądze poszły na zakup nowego.

Nauczyłam się trzymać język za zębami i nikomu nie opowiadać o konfliktach rodzinnych i kłótniach. Pamiętam, jak opowiedziałam najlepszej przyjaciółce, że z mężem zdecydowaliśmy się na przerwę i postanowiliśmy żyć osobno. I co myślicie? Przyjaciółka od razu zaczęła do niego dzwonić i flirtować.

Z mężem się pogodziliśmy, to już 10 lat od tamtej historii, a u nas wszystko w porządku. A przyjaciółka rzuciła mojego męża, bo ja mu o wszystkim opowiedziałam.

I ogólnie nie należy wynosić “śmieci” z domu. Wszystkie konflikty nie powinny wychodzić poza mury waszego domu.

Przestałam opowiadać o wysokości swojej pensji. Wszystko przez zazdrość. Och, ta rzecz ma straszną moc. Mało kto może szczerze cieszyć się z twoich sukcesów, więc tutaj lepiej trzymać język za zębami.

Więc teraz, kiedy tylko w rozmowie pojawia się któryś z tych trzech tematów, staram się delikatnie “zejść” z tematu, co radzę również mojemu mężowi.