Zaskakująca przypowieść o podejściu do życia. Przeczytajcie, a wiele zrozumiecie dla siebie!

7 lat temu zdecydowałam się rozwieść z moim mężem. Tak, mamy dwoje dzieci, ale już dawno dorosły i zaczęły budować własne życie, a my z mężem dawno straciliśmy wspólne szczęście i przestaliśmy się rozwijać.

Rozstaliśmy się spokojnie i pokojowo. On zabrał samochód, a mi zostawił mieszkanie. Starszy syn już dawno wyjechał za granicę do pracy, a młodsza córka wyszła za mąż. Tak, dość wcześnie, w wieku 18 lat, ale jest szczęśliwa. Oni z mężem zarabiają pieniądze, z dziećmi się nie spieszą, bo “trzeba zobaczyć świat” i ja ich rozumiem.

Po rozwodzie było mi dość trudno zrozumieć mój nowy status, bo musiałam zacząć wszystko od początku. Ale wiecie, już po miesiącu znalazłam drugi oddech, zaczęłam realizować te marzenia, na które wcześniej nie miałam odwagi.

Już dawno z przyjaciółką chciałyśmy otworzyć własne biuro podróży i wreszcie znalazłyśmy na to czas. Tak, zainwestowałyśmy sporo pieniędzy, ale przez te lata udało nam się zorganizować tyle wycieczek po naszej Ojczyźnie, że wszystkie zainwestowane środki szybko się zwróciły. W tym czasie odwiedziłyśmy najczarowniejsze zakątki Polski i podczas jednej z podróży spotkałam Mirosława.

Mieszkał na Podkarpaciu i to była miłość od pierwszego wejrzenia! Oczywiście, większość z was będzie mnie potępiać, ale absolutnie nie żałuję tych relacji.

Tak, Mirosław miał żonę, ale nawet ten fakt nie powstrzymał naszych szalonych uczuć. Spotykaliśmy się potajemnie i wiecie, nadal go kocham, nawet po naszym rozstaniu. A jeszcze, pod moim sercem jest jego dziecko.

Nie myślcie sobie, nawet nie miałam nadziei, że porzuci żonę dla mnie i on nie dawał żadnych obietnic. Oni z żoną mają wspólny biznes i już dorosłego syna. Ponadto, razem wychowują siostrzeńca Mirosława, którego rodzice zginęli w straszliwym wypadku samochodowym.

Dlatego, gdy dowiedziałam się o swojej ciąży, postanowiłam od razu zakończyć nasz związek. Wydaje mi się, że nie warto niszczyć ich rodziny dla własnego szczęścia. Zawsze będę miała jego część – nasze dziecko. Ale jemu o tym nie powiedziałam.

Gdy o tym powiedziałam swojej córce i synowi, nie usłyszałam radości w ich głosie. Mam nadzieję, że zmienią zdanie i mnie zrozumieją, a jeśli nie, to sama dam radę wychować dziecko.

A wy mnie potępiać czy wspierać?