Chciałam pomóc krewniaczce, ale ostatecznie wszyscy się na mnie obrócili

Paweł był moją pierwszą miłością. Uczęszczaliśmy do tej samej szkoły, był ode mnie starszy o 3 lata. Zawsze uważałam się za szarą myszkę, a on był szkolnym przystojniakiem. Mimo licznych dziewcząt, które za nim biegały, wybrał mnie. Wyszłam za niego za mąż w wieku 18 lat, od razu zaszłam w ciążę. Przeprowadziliśmy się do rodziców męża. Oboje byli lekarzami, dobrze zarabiali, utrzymywali duży dom, niczego nam nie brakowało. Zajmowałam się synem i prowadzeniem domu, Paweł studiował, chciał iść w ślady rodziców i zostać lekarzem. Pierwszy rok żyliśmy idealnie, teściowie troszczyli się o nas, traktowali mnie dobrze, Paweł mnie kochał.

Pierwsze pęknięcie w naszych relacjach pojawiło się po słowach teściowej. Nie spodobało jej się, że na kuchni były brudne naczynia. Tak, nie umyłam ich od razu, odwróciłam się do syna, ale to nie było krytyczne, rzadko mi się to zdarzało. Potem rodziców męża zaczęło denerwować, że siedzę w domu i nic nie robię. Przy tym, chcieli być sami, a ja im przeszkadzałam. Co miałam robić? Brać piersiowego dziecka i uciekać z domu? Moi rodzice mieszkają na wsi, do nich daleko się dostawać.

Najbardziej bolało, gdy mąż zaczął do mnie stygnąć. Zatrzymywał się po zajęciach na uniwersytecie, a będąc w domu, grał w gry komputerowe. Mógł siedzieć z przyjaciółmi w barze do rana. Innymi słowy, robił wszystko, by mnie i syna nie widział. Cierpiałam, bo nie miałam dokąd iść, dziecko było zbyt małe, finansowo byliśmy całkowicie zależni od teściowej. Przypomniałam sobie, że zawsze marzyłam o szyciu i dzierganiu, postanowiłam, że to dobry czas, by zająć się czymś pożytecznym. Teściowa nie doceniła moich starań.

– Po całym domu lata kurz od twoich koców. Komu one potrzebne? Tylko brud rozsiewasz. Zajmij się synem, a nie głupotami.

Stopniowo moje emocjonalne samopoczucie pogarszało się, trudno mi było oddychać tym samym powietrzem. Również zewnętrznie zaszły we mnie zmiany. Po porodzie zostały mi rozstępy, kolor skóry stał się ciemny i niezdrowy, czułam ciągłe zmęczenie. Pewnego wieczoru teść wrócił do domu w złym humorze i zaczął na mnie krzyczeć od progu.

– Nadal się męczysz z kąta w kąt? Jaki sens ma twoje szycie i dzierganie? Idź lepiej na siłownię, doprowadź się do porządku! Strach patrzeć na ciebie! Do tej pory nie mogę zrozumieć, co Paweł w tobie widział! Nie masz nic!

Po tych słowach zamknęłam się w pokoju i płakałam, a kiedy podzieliłam się tym z mężem, tylko się uśmiechnął, nie odpowiadając nic. Nie spałam tej nocy, myśląc, że nie mogę dłuże

j znosić takiego traktowania i nie zamierzam. Rano postanowiłam, że spakuję rzeczy i wyjadę do rodziców na wieś. Tak też zrobiłam. Rodzina męża i on sam próbowali mnie odwieść od tego zamiaru, prosili o wybaczenie, ale już nie czułam, że są moimi bliskimi. Potem zaczęli mi grozić, że zabiorą syna, jeśli nie opamiętam się i nie wrócę.

Od półtora roku żyję szczęśliwie bez nich. W tym czasie udało mi się otworzyć małe atelier, przeprowadziłam się z synem do miasta, wynajmuję mieszkanie. Dobrze zarabiam, mogę utrzymać siebie i dziecko. Doprowadziłam się do porządku, znów poczułam smak życia. Jestem szczęśliwa! Były mąż po 4 miesiącach od mojego odejścia przyprowadził do domu nową, ładną dziewczynę, teściowie o mnie zapomnieli.