Głównym tematem rozmowy, jak się okazało, było wszechstronne dyskutowanie mnie. Czy sprzątnęłam w mieszkaniu, co przygotowałam do jedzenia, kiedy robię pranie, ile czasu spędzam na spacerach z dzieckiem…

Od pierwszego dnia naszego życia rodzinnego z Władysławem uważałam za swoją rodzinę właśnie jego, a krewni, nawet rodzice, stali się dla mnie rodzinnym “szerszym kręgiem”, jakby mniej ważnym, chociaż bardzo kocham zarówno swoich rodziców, jak i brata. Rok po ślubie urodziłam syna, i moja rodzina zaczęła składać się już z trzech osób – męża, syna i mnie.

Szczerze mówiąc, do niedawna myślałam, że mąż ma takie same życiowe zasady. Nie, w żadnym wypadku nie myślę, że rodzice powinni odejść na drugi plan, z przyjemnością utrzymujemy kontakty zarówno z jego, jak i moimi rodzicami, ale mimo wszystko, priorytetowe powinny być relacje między mężem, żoną i dziećmi.

I oto niedawno te nasze, według mnie, priorytetowe relacje uległy poważnemu pęknięciu. Stało się to do pewnego stopnia z powodu mojej ciekawości, ale to właśnie ona rozdzieliła wszystko na czynniki pierwsze.

Mąż zaspał i spieszył się do pracy. W rezultacie – zapomniał swojego telefonu, który po jego wyjściu zaczął grać melodię wiadomości. Kiedy urządzenie zagrało natrętne nuty po raz trzeci, postanowiłam sprawdzić, kto tak natarczywie dąży do mojego męża. I zobaczyłam, że to właśnie “Rodzinny czat” dzwoni, w którym teściowa pyta o to, jak spał wnuk, a szwagierka – czym karmiłam siostrzeńca.

Interesują się, oczywiście, nie u mnie, ale u Władysława, ode mnie nie mogli tak zgodnie i w tym samym czasie zapytać, bo nie byłam dodana do tego ich “rodzinnego czatu”. I tutaj zwyciężyła moja ciekawość – zaczęłam przewijać ekran w dół, czytając poprzednie wiadomości. Było tam bardzo dużo interesujących rzeczy!

Głównym tematem czatu, jak się okazało, było wszechstronne dyskutowanie mnie. Czy sprzątnęłam w mieszkaniu, co przygotowałam do jedzenia, kiedy robię pranie, ile czasu spędzam na spacerach z dzieckiem…

Czytałam i uświadamiałam sobie – rodzina mojego męża tak dokładnie “obrabiała” mnie, a mój mężczyzna ani razu nie powiedział, by trzymali języki za zębami i nie odpierali się od zarzutów w moją stronę. Mąż albo zachowywał pełną neutralność, albo, czasami, przytakiwał.

Całej “historii choroby” nie zdołałam przeczytać, wrócił po telefon mąż. Nie zwlekając, wyraziłam mu wszystko, co myślę na temat tego “rodzinnego czatu” i o nim samym. Oczywiście, pokłóciliśmy się. Mąż krzyczał, że całkowicie zuchwałam, weszłam tam, gdzie mnie nie proszono. Ja w odpowiedzi zaproponowałam mu przeglądanie mojego telefonu i przekonanie się, że tam nie ma nic podobnego do tego, co znalazło się w jego urządzeniu.

Nieporozumienie trwa już kilka dni, i m

ąż nie chce się przeprosić i jakoś załagodzić sytuację, prawda, i ja z mojej strony kilka razy dolałam oliwy do ognia, zapytawszy, co tam w tym czacie piszą, może lepiej zapytają u mnie, kiedy gotowałam barszcz?

Nawet nie wiem, czym to wszystko się skończy. Wrócę do początku, powtórzę, że moim głębokim przekonaniem jest, że mąż-żona-dziecko powinni być najważniejsi, tym bardziej dla głowy rodziny. A jeśli on taki nie jest i jeszcze nie wyrosł z krótkich spodenek, oglądając się na swojego tatę, mamę i siostrę, to może trzeba zrezygnować z pełnionych funkcji i szczerze powiedzieć, że jestem dla niego drugorzędna.

Oczywiście, nie chciałabym, aby dziecko rosło bez ojca, ale opcja rozwodu jest całkiem realna w naszej sytuacji.