Historia o tym, jak znajoma przyszła do mnie w odwiedziny ze swoim dzieckiem. Skutki ich pobytu w moim domu były przerażające… A najgorsze, że to ja zostałam winna!

Pewnego dnia byłam w domu, zajmowałam się sprawami, i nagle dzwoni do mnie stara znajoma:

Cześć, Olu, a ty jesteś teraz w domu?

Tak. A co się stało?

A my z synem byliśmy tu niedaleko, przy twoim domu. Masz coś przeciwko, jeśli wpadniemy do ciebie?

Tak, wpadajcie, tylko u mnie nie jest zbyt posprzątane.

Mija około piętnaście minut, dzwonią do drzwi, wpuszczam ich do domu, idziemy wszyscy na kuchnię. Syn Kasi to dopiero aktywny chłopiec, w ogóle nie siedzi na miejscu, wszystko musi dotknąć, potrząsnąć, rzucić. Ma pięć lat.

I siedzimy z jego mamą w kuchni, pijemy herbatę i rozmawiamy. Tymczasem Kamil siedział w salonie i oglądał bajki. Kasia od razu mu powiedziała, żeby niczego nie dotykał.

I po około piętnastu minutach słyszę ogromny hałas z pokoju, gdzie siedział Kamil. Wyrwaliśmy się z Kasią z miejsc i pobiegliśmy do salonu. Docieram i oniemiałam z tego, co zobaczyłam. Na środku pokoju stał sam Kamil z zakłopotaną miną, a obok na podłodze leżał rozbity akwarium na drobne kawałki, a rybki pluskały się w małych kałużach.

Tak, mieliśmy małe akwarium. Lubię z mężem hodować rybki.

Kasia od razu podbiegła do swojego syna, obejrzała go, spytała, czy się nie zranił. A ja poszłam po ścierkę, aby wytrzeć wodę z podłogi. Wycieram tę wodę z podłogi. A przyjaciółka właśnie skończyła oglądać swojego syna. A potem mówi mi:

Olu, przepraszam, że tak wyszło. Chyba będziemy z Kamilem iść. Już czas, musimy zdążyć na autobus.

A pomożesz mi posprzątać? – zdziwiona pytam ją.

Przepraszam, ale nie. Musimy już biec do domu. Dziecko bardzo się przestraszyło, trzeba go uspokoić, – odpowiada mi.

Wtedy zaczęłam pytać dziecko, dlaczego zdecydowało się dostać do tego akwarium. Wtedy odpowiedział mi, że bawił się samolotem, a ten wpadł w kąt za akwarium, i wszedł, aby go wyjąć. I wtedy właśnie zahaczył o akwarium.

A z czego zrobiłeś samolot? – pytam go, wiedząc, że w tym pokoju nie było papieru.

Znalazłem jakiś kartek w waszej szafie i z niego zrobiłem! – odpowiada mi dziecko przyjaciółki.

I wtedy zrozumiałam, że to nasze świadectwo małżeństwa! Zalał mnie pot. Ale starałam się jak najbardziej opanować. A przyjaciółka tymczasem wzięła dziecko za rękę i zaczęła iść do wyjścia.

Olu, jeszcze raz przepraszam, że tak wyszło. Nie chciał tego. A świadectwo możesz przecież wymienić, nie powinno być żadnych problemów, – mówiła mi przyjaciółka.

No trudno, nie ma co się martwić. Trzeba wymienić świadectwo, kupić nowe akwarium i zapłacić za remont u sąsiadki z dołu, – odpowiadam jej.

No cóż, to nic takiego… Kamil jest jeszcze mały, to dziecko. Z powodu strachu mogą zacząć się problemy ze zdrowiem, trzeba znowu wydawać pieniądze na wizytę u lekarza. A poza tym, po co tam akwarium postawiłaś? No ale dobra, potem jeszcze do ciebie zadzwonię, – odpowiedziała mi przyjaciółka i wyszła z mieszkania.

Po tym posprzątałam w pokoju, poszłam do sąsiadki, spytałam, czy do niej nie przeciekła woda. Na szczęście wszystko było w porządku i nie musiałam płacić za remont u sąsiadki z dołu.

Tego samego dnia Kasia wysłała mi wiadomość:

Byliśmy u lekarza. Powiedziano nam, że dziecko może zacząć jąkać się po strachu. Zapłaciliśmy sześć tysięcy za wizytę!

A ja siedziałam i nie wiedziałam, co jej takiego odpowiedzieć. Ostatecznie po prostu zignorowałam wiadomości.