Jestem kobietą, a nie służącą! Chcesz jeść – przygotuj sobie sam.

– To co, uważasz mnie za służącą, czy jak? – z niezadowoleniem zapytała Katarzyna.

W rozumieniu Pawła kobieta powinna zajmować się domem, i inaczej być nie może. Przynajmniej jego matka od dziecka dawała mu taki przykład.

W domu zawsze było posprzątane, a na kuchence codziennie stało świeżo przygotowane jedzenie.

Jego ojciec był dość wybredny i nie lubił jeść nawet tego, co jeszcze można było zjeść, ale było przygotowane wczoraj. Kochał tylko świeże jedzenie. Przecież jest o wiele smaczniejsze.

A matka zawsze się dostosowywała. Przy tym nie była gospodynią domową, tak jak inne kobiety, też chodziła do pracy. Jednak nigdy nie zapominała o domu.

Kiedy Paweł się ożenił, był pewien, że wszystkie kobiety są takie i podzielają podobną ideologię. Ale jak bardzo się mylił.

Katarzyna była całkowitym przeciwieństwem jego matki i nie akceptowała poglądów ich rodziny. Co więcej, to nie było zaskakujące. W końcu była późnym i jedynym dzieckiem w rodzinie, nad którym ciągle dmuchano i chuchano.

W wieku 7 lat, kiedy inne dziewczynki już były zmuszane do mycia naczyń i pomagania w domu, ona tylko się bawiła i żyła dla własnej przyjemności.

– Katarzyna, jak długo to będzie trwało? – oburzał się Paweł.

– O czym mówisz?

– O tym, że w domu do tej pory nic nie jest przygotowane.

– Zaraz, dostawa już niedługo przyjedzie. Kurier się opóźnia.

Katarzyna zamawiała jedzenie z dostawą do domu raz za razem. Początkowo nawet próbowała oszukiwać Pawła, próbując podawać jedzenie z restauracji za swoje.

Ale on nie był głupi i szybko ją przejrzał. Dlatego musiała szczerze przyznać, że w wieku 25 lat nie umie i nie lubi gotować.

Paweł w żaden sposób nie chciał się z tym pogodzić, jednak zmusić jej również nie mógł. Żadne rozmowy i zarzuty pod jej adresem kompletnie nie działały.

– Nie zrozumiałaś mnie. Miałem na myśli, jak długo jeszcze będziemy zamawiać jedzenie z zewnątrz, zamiast jeść domowe?

Wtedy Katarzyna zerwała się z kanapy, rozumiejąc, że zarzuty już lecą w jej stronę.

– To teraz kolejne zarzuty pod moim adresem?

– To rozmowa o faktach, Katarzyna. Nie rozumiem, dlaczego nie gotujesz.

– Bo nie umiem i nie lubię.

– Dobrze, ale przecież lubisz jeść smacznie – stwierdził mąż.

– Smacznie jeść lubią wszyscy, a gotować nie.

Tak, argument. Ale Pawła on zupełnie nie satysfakcjonował.

– Słuchaj, teraz w internecie jest tyle smacznych i prostych przepisów. Nawet nie musisz nic wymyślać. Otwierasz, patrzysz i robisz wszystko według instrukcji.

W odpowiedzi dziewczyna tylko przewróciła oczami i ciężko westchnęła.

– Paweł, skąd wziąłeś, że w ogóle jestem zobowiązana gotować dla ciebie?

– Przecież jesteś moją żoną i to jest oczywiste.

– Tak? Nie zauważyłam, by w kode

ksie rodzinnym były takie zasady zapisane.

Paweł był bardzo zaskoczony jej odpowiedzią. Jasne, że nikt nie będzie tam zapisywał takich rzeczy. I mimo wszystko. Zawsze to było oczywiste.

Tak było w rodzinie jego rodziców, dziadków i babć. Nawet u znajomych wszystko było podobnie. I oto po raz pierwszy zetknął się z taką sytuacją. Dlatego nawet nie wiedział, jak się zachować.

Normalnie mógł jeść tylko w pracy. I to nie zawsze, bo miał bardzo napięty grafik.

Nawet zwykłego śniadania nie mógł zjeść. Ponieważ Katarzyna nic nie przygotowywała i musiał zadowolić się suchymi bułkami.

Pewnego razu nawet żołądek go skręciło i Paweł ledwie dojechał do swojej matki.

– Pawle, co się z tobą dzieje? – zdziwiła się Krystyna Władimirowna.

– Mam, nic nie pytaj. Jest zupa?

– Tak, oczywiście. Twoja ulubiona kurczak z makaronem.

– Poproszę.

Wreszcie Paweł zjadł z wielką przyjemnością i poczuł się o wiele lepiej.

– Synku, ty jak z głodnego kraju. Może podgrzać ci jeszcze drugie? Sałatkę zrobić?

– Nie odmówię, mam.

Oczywiście, Krystyna Władimirowna z wielką przyjemnością nakarmiła syna i podziwiała go, gdy jadł. Pewnie wiele matek zna to uczucie.

– Powiedz mi, Katarzyna w ogóle cię nie karmi?

Paweł milczał.

– Tak myślałam, że do tej pory się nie nauczyła gotować. No dobrze, pomogę i nauczę ją.

– Nie trzeba – odciął się Paweł.

– Dlaczego?

– Bo to nie ma sensu. I tak nie chce.

Oczywiście, Krystyna Władimirowna nie rozumiała, co to znaczy “nie chce”. W końcu to nie mała dziewczynka, a zamężna kobieta, która powinna gotować dla swojego męża.

– I jak długo będziesz to znosić?

– Ani chwili dłużej. Już wiem, jak ją nauczyć.

– Opowiesz?

– Dowiesz się później.

W rzeczywistości ten plan w głowie Pawła dojrzewał już dawno. Doskonale rozumiał, że z taką osobą nie będzie można mieć dzieci. Czy co, dziecku też będzie zamawiać jedzenie z dostawą?

Przed realizacją swojego planu zakupił pełny lodówkę produktów i poszedł do pracy.

Około południa dzwoni żona.

– Paweł, wydaje mi się, że mam problem.

– Co się stało?

– Moja karta nie działa – zaczęła nerwowo tłumaczyć Katarzyna.

– Idź do banku i wyjaśnij.

– Już byłam. Powiedzieli mi, że właściciel jej zablokował.

– I co?

– Nie chcesz mi nic wyjaśnić?

– A powinienem?

Wtedy Katarzyna zaczęła podnosić głos.

– Nie rozumiem, dlaczego nagle zablokowałeś kartę? Czy chcesz, żebym z głodu zwariowała? Nawet nie mogę sobie zamówić jedzenia.

Paweł nie wytrzymał i zaczął się śmiać do słuchawki.

– Nie martw się, na pewno nie zostaniesz głodna. Masz pełną lodówkę produktów.

– Ahahah, bardzo śmieszne! Tylko gotować nie umiem!

– Nic strasznego. Będziesz miała czas nauczyć się. Wszystko, do widzenia.

Mam teraz zebranie.

Katarzyna jeszcze chciała coś powiedzieć, ale Paweł już jej nie słuchał i nie chciał. Bo wiedział, że zacznie się kolejne jęczenie i granie na emocjach.

Wieczorem, gdy wrócił, w domu unosił się zapach czegoś spalonego. Katarzyna wszystkim siłami próbowała przygotować kurczaka.

Pomimo że nic jej się nie udało, początek został zrobiony. Przynajmniej spróbowała. Nie bez powodu mówią, że głód nie ciocia.

– To według ciebie śmieszne? – z urazą powiedziała.

– Nie, ale i mnie nie śmieszy zarabianie wrzodów żołądka. Więc ucz się gotować. Internet ci pomoże.

– Ty mnie za służącą masz, czy co? – z niezadowoleniem zapytała Katarzyna.

– A ty mnie za bankiera?

Cały wieczór małżonkowie nie rozmawiali. Katarzyna siedziała, gryzła ogórek i próbowała coś jeszcze ugotować. Ostatecznie udało jej się zrobić całkiem niezłe smażone ziemniaki. Szczególnie jak na pierwszy raz.

– No, trochę podpalone, ale generalnie dobrze ci poszło. Jeśli chcesz, moja mama może cię nauczyć.

– Nie trzeba, sama się nauczę.

– Dobrze.

– Zwłaszcza że, jak powiedziałeś, jest Internet.

– Świetnie! Śmiało.

Paweł był dumny z siebie, że tym razem nie dał się namówić żonie i postanowił postąpić zupełnie inaczej. Widział postęp i to go szczególnie cieszyło. Może niedługo nawet cukiernictwo opanuje. Szczególnie jeśli znów będzie chciała uzyskać dostęp do bankowej karty męża.