“Mamo, przecież jesteś mądrzejsza! Jesteś starsza, więc powinnaś milczeć, żeby nie prowokować konfliktu”

Około roku temu syn postanowił mnie zaskoczyć, mówiąc – żenię się. No, myślę, w końcu, bo już 30 lat, a cały czas na kawalerskim poziomie. Powiem szczerze, synowa specjalnie mi się nie spodobała, młodsza o 9 lat, dopiero co skończyła uniwersytet, nigdzie jeszcze nie pracowała. Wtedy pomyślałam sobie, jakie tylko małżeństwa się dzisiaj nie zdarzają, jeśli synowi z nią dobrze, to niech się żeni.

Przed ślubem Jarosław poprosił mnie o wspólne mieszkanie. Dotąd wynajmował mieszkanie, a teraz chciał szybciej zebrać na własne lokum, planują przecież dziecko. Nie sprzeciwiałam się, niech mieszka u mnie przez parę lat, mój syn dobrze zarabia, może wcześniej kupi mieszkanie. I oto nadszedł ten szczęśliwy dzień – wesele świętowaliśmy. Młodzi polecili w podróż poślubną, a potem przyszli mieszkać do mnie. Prawie od pierwszego dnia napotkałam problem, zwany “synową”. Ona dosłownie nic nie umie robić. A raczej, coś robi, ale nie tak jak trzeba.

Początkowo zastanawiałam się, jak to się stało? Przecież pochodzi z dobrej rodziny, a takich podstawowych umiejętności jej nie wpajano. Nie umie myć naczyń, wyobrażacie to sobie? Pierwszy raz ją zawołałam, po prostu powiedziałam, że trzeba lepiej zmywać zaschnięte jedzenie. Ona kiwnęła głową, zgodziła się bez słowa. Za drugim razem historia się powtórzyła – Julia coś mamrotała pod nosem i odeszła. No, nadszedł trzeci raz – nie umiałam milczeć, powiedziałam wszystko, co o tym myślę. Chwyciła talerz, żeby go umyć, ale zamiast tego rzuciła i rozbiła. Wieczorem przyszedł syn z pracy, zaczął się u mnie wyżalać.

– Mamo, przecież jesteś mądrzejsza! Jesteś starsza, a to oznacza, że powinnaś milczeć, aby nie prowokować konfliktu.

– Nic takiego jej nie powiedziałam. Całe dnie siedzi w pokoju, nie chodzi do pracy. Chciałam jej po prostu pokazać, jak prowadzić gospodarstwo domowe.

– Dziękuję, sami sobie poradzimy. Po prostu, nie bądź taka zła.

Od tego dnia mam ciągłe kłótnie z synem. Ta nieznośna synowa cały czas mu narzeka, jaką jestem złą, jak biedną dziewczynę zamęczyłam. Między nami zaczęła się cicha wojna. Julia demonstracyjnie odkurza, ale kurz i tak zostaje. Macha szmatką po powierzchni mebli, ale nie wyciera. Z naczyniami wszystko pozostało bez zmian. Pytanie, po co mi to? Udawanie sprzątania, nic więcej. Chodzę za nią i sprzątam.

Syn stoi murem za swoją żoną. Nie wiem, co tam mu naopowiadała, ale prawie ze mną nie rozmawia. W moim własnym domu już nie mam prawa głosu. Ostatnio powiedział mi, że wyprowadzają się do wynajętego mieszkania, nie możemy mieszkać razem. No, niech, niech będzie. Chcę zobaczyć, jak długo jeszcze będzie mógł wytrzymać z tą bałaganiarą.

Tak więc, decyzja zapadła. Szczerze mówiąc, choć serce mi pęka na myśl o oddaleniu się od syna, czuję również pewną ulgę. Może teraz, gdy będą mieszkać sami, doceni to, co dla nich robiłam. Może Julia, stając przed koniecznością zajęcia się domem, w końcu nauczy się podstawowych obowiązków domowych. A może… Może w końcu zrozumieją, ile trudu kosztuje utrzymanie domu w czystości i porządku.

Niemniej jednak, zamiast skupiać się na tym, co będzie, postanowiłam skupić się na teraźniejszości. Mam więcej czasu dla siebie, mogę zająć się swoimi zainteresowaniami, których od dawna nie pielęgnowałam. Może nawet znajdę czas, by spotkać się ze starymi przyjaciółmi, z którymi kontakt ograniczał się ostatnio do sporadycznych rozmów telefonicznych.

Tęsknota za synem i może nawet za Julią będzie, to nieuniknione. Jednak życie to nie tylko opieka nad innymi. To także dbanie o siebie, o swoje pasje i potrzeby. Mam nadzieję, że i oni to zrozumieją. Życie pod jednym dachem nie było łatwe, ale życie pod różnymi dachami też będzie miało swoje wyzwania. Najważniejsze, byśmy nie tracili ze sobą kontaktu, byli dla siebie wsparciem, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.

A co do mojego domu… Zawsze będzie otwarty dla syna i Julii. Bez względu na wszystko, rodzina to rodzina. Mam nadzieję, że z czasem wszystko ułoży się najlepiej, jak tylko może. Może nawet Julia kiedyś wróci do mnie po rady dotyczące prowadzenia domu. Kto wie? Życie pisze różne scenariusze, a ja jestem gotowa na każdy z nich.