Matka bardzo martwiła się o swojego syna, właśnie dlatego nie dawała mu szansy być sobą

W moim domu na piętrze niżej mieszka kobieta, Sylwia, ze swoim czterdziestoletnim synem. Sylwia nigdy nie wyszła za mąż, a mężczyźni nie przychodzili do niej w odwiedziny. Nawet starsze panie na ławce nigdy nie wypowiedziały się źle o niej ani razu. Obecnie Sylwia jest na emeryturze, a jej syn nigdzie nie pracuje, czasami tylko wychodzi z nią do sklepu. Mieszkają w tym domu już bardzo długo i mamy z nimi dobre stosunki.

Pamiętam, jak kiedyś przyprowadził tutaj swoją dziewczynę, ale to było bardzo dawno temu. A potem nigdy nie widziałam go z żadną kobietą.

Syn Sylwii jest bardzo zamknięty i widać, że żyje nie własnym rozumem, ale matczynym. Chociaż jeśli porozmawiać z nim sam na sam, to jest bardzo inteligentnym i rozwiniętym mężczyzną. Sam może wyjść tylko do sklepu po chleb.

A jego matka zawsze mówi, że pracować mu jest zabronione, bo jest chory i ma depresję. I kiedy idą razem i zaczyna się z nimi rozmowa, to za syna zawsze odpowiada matka, nie dając mu możliwości samemu odpowiedzieć. Znam Aleksandra od dzieciństwa, rosliśmy razem, jego matka szalenie go opiekowała, ubierała tak, że ledwo chodził, my wszyscy biegaliśmy, a on tylko przechadzał się po podwórku. Dorósł, skończył naukę i nawet przez jakiś czas pracował, ale potem porzucił wszystko i teraz siedzi w domu.

Widać, że Sylwia szalenie się o niego martwi, dlatego opiekuje się nim i nie pozwala mu nic robić samemu. Odpowiada za jego myśli, słowa, czyny. Nie ma wolności! Kiedy sam rozmawia z kimś, widać, jak ciągle spogląda w okno, gdzie stoi matka. Bez niej długo nie wytrzymuje i od razu wraca do domu. Jakby mu zabraniano się komunikować.

Teraz młodzież przeciwnie, chce jak najszybciej uciec od swoich rodziców. Ale ten syn Sylwii tego nie ma, nie widzi świata ani postępów w nim.