Mąż nie chciał naprawić kranu, więc przestałam mu gotować

Niedawno zrozumiałam jedną prostą prawdę – zanim wyjdziesz za mąż i zbudujesz swoje relacje, musisz najpierw wszystko omówić. Zaczynając od tego, kto będzie płacił za usługi komunalne, a kończąc na tym, kto będzie wyrzucał śmieci. Niestety, nikt mnie tego nie nauczył – instytucja małżeństwa teraz i wtedy to różne planety. Dlatego rozwiązywałam problemy swojego małżeństwa, jak umiałam.

Analizując całe swoje życie rodzinne, nagle uświadomiłam sobie, że z mężem całkiem nieźle trzymamy się przez 15 lat wspólnego życia. Ludzie mają gorzej. Jednak pomimo całkiem niezłych sukcesów w naszych relacjach, wciąż udawało nam się kłócić i grać w milczenie.

A wszystko przez jakiś absurdalny kran. Tak, codzienność i gospodarstwo domowe mogą zachwiać twoim małżeństwem, jeśli nie byłeś na to wcześniej przygotowany. A ja nie byłam gotowa. I mąż również.

Mój mąż nie jest najgorszy na świecie, ale żeby go do czegoś zmusić – trzeba być uzbrojonym w stalowe nerwy i niewiarygodną cierpliwość.

Ostatnim razem, kiedy poprosiłam go, by po prostu wkręcił żarówkę w łazience, wykonał moją prośbę dopiero po miesiącu. I tylko wtedy, gdy zrobiłam nieprzyjemną awanturę.

Kilka tygodni temu odkryłam, że w naszej kuchni cieknie kran. To nie było zaskoczenie, bo był stary i dawno służył swoje. Już myślałam o jego wymianie, a tu wszystko się złożyło. Poszłam do sklepu hydraulicznego, wybrałam nowy, ładny kran, kupiłam.

Przyniosłam do domu i poprosiłam męża, by wymienił stary na nowy. On, jak zwykle, skinął głową, ale do roboty się nie zabierał. To było przewidywalne. Dlatego już moralnie przygotowałam się do tego, że będę prosić tego kanapowego eksperta o wymianę hydrauliki. Ale oto minął miesiąc od mojej prośby do męża, a on wciąż nic nie zrobił.

Przypomniałam mu o mojej prośbie, znów skinął głową. Ale kran nadal nie został wymieniony. Wtedy oświadczyłam: “Nie zamontujesz nowego kranu – nie dostaniesz ode mnie jedzenia!”. On nie potraktował tego poważnie i tylko machnął ręką. No cóż, pomyślałam, nie chcesz po dobroci – będzie po złemu. Od tego momentu nie dotknęłam ani jednego garnka, nie ugotowałam ani jednego barszczu i w zasadzie nie gotowałam żadnego jedzenia.

Oczywiście, gotowałam, ale tak, niewiele, tylko dla siebie na jednorazowy posiłek. Mąż, zauważywszy, że lodówka jest pusta, zapytał, gdzie są wszystkie produkty i dlaczego nie ma nawet zupy z chlebem. Przypomniałam mu o zepsutym kranie.

Zaczął się oburzać, krytykować, jaką to ja jestem okropną żoną. A ja mu odpowiedziałam: “Jaki mąż, taka mu żona!”. To go oburzyło, ale milczał.

Przez około tydzień żywił się byle czym. Raz zrobi sobie szybko przygotowywaną zupę, raz jakieś kasze. Ogólnie, nie jedzenie, a bzdura. Chyba go to tak zmęczyło, że się poddał.

Ogólnie, mój radykalny sposób zadziałał. Nie wytrzymując głodówki i tęskniąc za normalnym jedzeniem, mąż podszedł i powiedział, że naprawi kran, jeśli ugotuję puree z mięsem. Zgodziłam się na takie warunki.

W rezultacie już po godzinie w naszej kuchni był nowy kran i pożądany obiad. Przygotowałam smaczny posiłek, mąż z przyjemnością zjadł.

Jednak na tym się nie skończyło. Bo nowy kran z jakiegoś niezrozumiałego powodu zaczął cieknąć. Zwróciłam się ponownie do męża, zgłaszając problem. Natychmiast wstał z kanapy ze słowami: „Dobrze, zaraz zobaczę co się dzieje, bo znów normalnego jedzenia pozbawisz”. Oto taki efekt!

Cieszyłam się, że niespodziewanie znalazłam dla siebie naprawdę skuteczną metodę. W domu w końcu pojawił się gospodarz, który dotrzymywał słowa! Znowu coś tam dokręcał. Bawił się pół godziny. A ja postanowiłam, skoro już tak, to poczęstuję męża jeszcze i gęstym żurkiem.

Przygotowałam, nalałam do talerza, położyłam kawałek chleba, trochę smalcu i przyniosłam mu. Był bardzo zaskoczony, ale podziękował. Widziałam, jak było mu miło. Okazuje się, że nie tak trudno jest robić sobie nawzajem coś dobrego.