Mieszkaliśmy z mężem dobrze, dopóki nie dowiedziałam się, że ma inną rodzinę, w której dorasta dwoje dzieci. Okazuje się, że trwa to już pięć lat. Przyjaciółki uspokajają mnie, mówiąc, że skoro jeszcze mnie nie opuścił, to już nie odejdzie. A ja już nie potrafię adekwatnie ocenić sytuacji. Co dalej robić

Po piętnastu latach małżeństwa dowiaduję się, że mój mąż nie tylko ma inną kobietę, ale i inną rodzinę. W której, przy okazji, dorasta już dwoje dzieci. Nie wiem, jak do tego podejść, bo w naszej rodzinie też dorastają dwaj synowie. Rozstać się teraz z mężem, to oznacza – odebrać ojca swoim dzieciom i oddać obcym.

Pewnie takich historii jest wiele, ale osobista, zawsze odbierana jest ostrzej. Całkowicie przestałam rozumieć, jak żyć dalej. Chodziłam do psychologa, rozmawiałam z przyjaciółkami. Rozumiem, że decyzję i tak muszę podjąć sama. Ale, nie mogę!

Okazuje się, że trwa to już pięć lat. Ale ja niczego nie podejrzewałam. Żyliśmy dobrze. Oczywiście, bywało różnie, jak w większości rodzin. Ale, wciąż więcej dobrego.

Adam, mój mąż – biznesmen, ja ostatnie lata – gospodyni domowa. Początkowo poszłam na dwa urlopy macierzyńskie pod rząd, potem były małe dzieci, a potem już po prostu nie chciałam wracać do pracy. Mąż mnie w tym wspierał, zawsze mówił, że chce wracać do przytulnego domu, i żeby pachniało ciastami. Więc tak właśnie robiłam – poświęciłam się domowi, mężowi i dzieciom.

Pięć lat temu mąż poznał dziewczynę, o dziesięć lat młodszą od siebie. Bardzo się w niej zakochał. Jako że nie jest biednym człowiekiem, poszło szybko – od razu kupił jej mieszkanie, samochód. Ale z rodziny nie odszedł. Ona urodziła mu córkę.

Gdy przypadkowo się o tym dowiedziałam, byłam zszokowana. Adamm żałował przede mną i prosił o wybaczenie. Ledwo zmusiłam się, by go wybaczyć (raczej pogodziłam się z sytuacją, choć to było niełatwe).

I oto ostatnie kilka lat żyjemy całkiem nieźle, niemal odnowiliśmy nasze dawne relacje, podróżujemy, robimy piękne zakupy.

Zachowuje się świetnie w domu. Rano czasem nawet robi mi kawę i śniadanie. Kocha naszych synów, prawie wszystko zapomniałam i uspokoiłam się. I dowiaduję się, że od tej samej kobiety ma już rocznego syna. Znowu wyjaśnienia, znowu mąż prosi o przebaczenie. Byłam zszokowana. Mówię, idź do niej – nie idzie. Ta kobieta, naturalnie, zarzuca go zdjęciami dzieci, zawraca mu głowę ich problemami. On biega tam, próbuje to robić potajemnie.

Wszystkie święta, wakacje, weekendy spędza z nami. We mnie wszystko płonie. Życie jak zły sen. Młodszy syn nie rozmawia z ojcem od miesiąca.

Ale to nie życie. Myśl o jego dzieciach nie daje mi spokoju. Nadal jest wesoły, hojny dla nas. Planuje przyszłość, a ja mam dość. Nie wiem, co robić. Jak żyć dalej z tym? Przyjaciółki uspokajają mnie, mówiąc, że skoro jeszcze mnie nie opuścił, to już nie odejdzie. A ja już nie mogę adekwatnie ocenić sytuacji. Co dalej robić?