Moja mama od kilku lat, jak tylko zaczyna chorować, od razu przyjeżdża do mnie, żeby nie siedzieć w domu samotnie i chorować

Mama mówi mi, że boi się zostawać sama w domu i dlatego chce być ze mną, swoją jedyną córką. Tylko nie bierze pod uwagę, że mam w domu małe dziecko, a mama jest chora i istnieje ryzyko zarażenia malucha. Nawet fakt, że kiedy jest chora, siedzi w swoim pokoju, nie gwarantuje, że nikt nie zarazi się jej chorobą, bo przecież chodzi do łazienki, toalety, na kuchnię, i właśnie tam rozprzestrzenia swoje wirusy.

A kiedy jest chora, staje się bardzo kapryśna i wymaga dużo uwagi. A ja mam małe dziecko, które ma teraz tylko roczek, i nie mogę mu wytłumaczyć, że jego babcia zachorowała i trzeba się nią opiekować i za nią oglądać.

I przecież wcześniej wszystko było w porządku. Mieliśmy z mężem własną rodzinę i do mamy przyjeżdżaliśmy raz na kilka miesięcy. Przy tym ona spokojnie zajmowała się domem sama, nie potrzebowała naszej z mężem pomocy, a nawet kiedy była chora, mogliśmy jej tylko przynieść lekarstwa. A potem z czasem zaczęła nam mówić, że jeśli jej się coś stanie, a my będziemy daleko i zanim dojedziemy, to może jej już nie być wśród żywych, że jest sama. Próbowałam ją przekonać, że to wszystko sobie wymyśliła i że tak się nie stanie, bo przecież rozmawiam z nią każdego dnia przez telefon i wiem, jak się czuje. Tylko mama mi nie wierzyła, trwała przy swoich absurdalnych wymysłach.

I tak się stało, że pewnego razu zadzwoniła do mnie, mówiąc, że poczuła się tak źle, że musiała wezwać karetkę i postawić kroplówkę. A ponieważ mój mąż wtedy był w pracy i nie mógł do niej przyjechać, musieliśmy mamę zabrać do nas i się nią zajmować. I dokładnie od tego dnia wszystko się zaczęło. Jak tylko czuła, że zaczyna chorować, od razu przyjeżdżała do nas, leczyła się i wracała do siebie. Mogło to trwać od kilku dni do kilku tygodni. Bywały przypadki, kiedy miała wysoką gorączkę, kaszel, katar, przy tym jeszcze wymagała dużo uwagi.

Chciała, żebym w tej samej minucie przynosiła wszystko, czego chciała, czy to ugotować jej zupę, czy przynieść herbatę, to zbyt gorące, to zbyt zimne, i tak dalej. Przy tym jeszcze musiałam słuchać, że moje dziecko za bardzo płacze i krzyczy, a ona chce spać. Nawet mój mąż był przez nią irytowany, zbyt głośno się poruszał, drzwi zbyt głośno zamykał. Oczywiście trudno jest znosić takie zachowanie matki w moim domu. Martwię się zarówno o dziecko, żeby nie zaraziło się, jak i o mamę, żeby nie wpadała w szał, bo bywało, że w złym stanie zdrowia pakowała rzeczy, żeby jechać do domu.

I mój mąż już ma dość teściowej, wcześniej dobrze do niej podchodził, ale po tych jej fochach zaczęła go bardzo denerwować. Ja mówię mamie, że może chorować u siebie w dom

u, a my będziemy do niej jeździć w odwiedziny, dbać o nią. Ona od razu mówi, że jakoby nikomu nie jest potrzebna. Mój mąż mówi, że czas już mamie wszystko wyjaśnić, bo już usiadła nam na głowie. Jeśli jej coś powiem, boję się, że pokłócimy się i więcej już nigdy nie będziemy się komunikować. I mój mąż tego długo nie zniesie, a i ja mam nerwy na wyczerpaniu.

I co teraz robić, jak rozwiązać taki problem, żeby nikogo nie urazić?