Myślałem, że spełnię swoje marzenie o dobrobycie w rodzinie, ale ostatecznie wszystko zrujnowałem i nie wiem, co robić.

Bardzo długo starałem się przekonać żonę, że warto wziąć kredyt, opowiadałem, ile to nam wszystko da po pewnym czasie. Ona nie ustępowała, mówiąc, że to nieuzasadnione ryzyko i że to zniszczy naszą rodzinę. Ale ja również nie zamierzałem ustępować, przekonywałem ją i gwarantowałem swój sukces. Ostatecznie osiągnąłem swój cel, tylko jeśli przegram, to ona odejdzie z dziećmi.

Zawsze wszystko mi się udawało i tym razem byłem pewien, że będzie tak samo.

Kiedy złożyłem dokumenty na kredyt, czas jakby się zatrzymał, czekałem całą wieczność. Ale oczywiście doczekałem się i dostałem to, czego chciałem. Teraz pojawiła się u mnie możliwość dużego zarobku, spełnienia marzenia i ogólnie dobrobytu rodziny.

Zacząłem znikać w pracy. Na początku wszystko było dobrze. Ale tylko pół roku później wszystko się zmieniło. Zamówień było coraz mniej, znacznie mniej. I odpowiednio mniej pieniędzy. Zostałem bankrutem, nawet nie zdążywszy niczego zrobić.

W rodzinie zaczęła się ruina. Ona obwinia mnie za wszystkie nieszczęścia i mówi, że postąpiłem zupełnie źle i źle oceniłem swoje możliwości. Codzienne kłótnie nie ustawały. Nie było nawet pieniędzy na spłatę rat. Windykatorzy zaczęli dzwonić i grozić. Mieszkanie jest pod zastawem, nie możemy go sprzedać, nie mamy innego mieszkania. Słyszę od niej groźby, że odejdzie i zabierze dzieci, że się rozwiedziemy. Jej nerwy są na granicy.

Oczywiście nie mam jej za co obwiniać. Deklarowałem coś zupełnie innego. To była moja odpowiedzialność i nie poradziłem sobie z nią. Ale nie zamierzam tak po prostu tego zostawić, naprawię to, co narobiłem. Zajmie to dużo czasu, ale już coś robię.

Mam już dobrze płatną pracę, w końcu jestem doświadczonym pracownikiem, więc za kilka miesięcy zaczną wpływać dobre wynagrodzenia. Miałem szczęście z tym. Ale żona już bardzo się zmęczyła i coraz częściej myśli o odejściu, bardzo przerażają ją groźby z banku. Jak do niej dotrzeć i udowodnić, że wszystko się ułoży, nie chcę jej stracić. Ale prób jej odzyskania i przywrócenia naszego normalnego życia nie porzucę.

Moje słowa już jej nie interesują. Zalewa się łzami i zbiera rzeczy. Chcę jej udowodnić, że wszystko naprawię, staram się. Jest mi strasznie przykro obserwować, jak moja żona cierpi. I włożę wszystkie wysiłki, aby wszystko się ułożyło. Bardzo bym chciał wsparcia od żony, ale ona nie chce mnie znać. Już nie wiem, co robić z nią.