Nie chcę dzieci. I tak jest nam dobrze. Tyle lat żyjemy bez nich i tak dalej będziemy żyć

Alicja wyszła za mąż za Leona. Już miał mieszkanie, i razem, będąc małżeństwem, zaczęli je urządzać.

– Oj, Leonku, chcę włoski zestaw mebli do salonu, skórzany.

– Alicjo, ale to drogie.

– Przecież nie kupujemy na jeden rok. Bierzemy, tak zdecydowałam.

– Dobrze, kochana. Ale za miesiąc. Dostanę wypłatę. Nie będziemy brać kredytu.

– No, Leonku, ja chcę teraz, – Alicja nadąsała się.

– Chciej, kochana. Moja decyzja jest niezmienna.

– W takim razie, jeśli bierzemy skórzany zestaw, to widziałam tam też włoskie łóżko, też nam dadzą dużą zniżkę.

Leon postarał się, pożyczył pieniądze od rodziców i kupili.

– Leon, może jesienią jeszcze raz nad morze?

– Nie. Dopóki nie oddam pieniędzy rodzicom, żadnych zakupów ani podróży. Byliśmy latem dwa tygodnie nad morzem? Byliśmy. Teraz tylko po oddaniu długów za wszystkie zestawy.

– Oddasz później.

– Alicjo, to rodzice. Nie spadają im pieniądze z nieba.

– Dokładnie. To rodzice, a nie bank, mogą poczekać.

– Albo do banku, płacić odsetki. I zestawy od razu stają się o jedną czwartą droższe. Plus nerwy. Rodzice dają bez odsetek, ale liczą, że oddam, jak obiecałem. Więc nawet nie dyskutujemy na ten temat.

– No widzisz, wszystko przez twoje długi nigdzie nie jedziemy.

– Nie, to przez twoje pragnienie kupienia drogiej mebli, wszystkie na raz, nie jedziemy.

Z długami się uporali. Dalej kupowali drobnostki. W końcu mieszkanie zostało urządzone, zamieszkane tak, jak chciała Alicja.

Życie płynęło w spokojnym rytmie.

Dla Alicji jak nieustające święto. Mąż ma być mądry, a ona piękna. I wszystko robić po domu. Trzeba przyznać, była doskonałą gospodynią. Dom zawsze czysty, ubrania w porządku, jedzenie różnorodne i zdrowe. Przy tym przygotowane bardzo smacznie. Alicja “prowadziła” dom z przyjemnością.

Razem z Leonem chodzili na siłownię. Wyglądali wspaniale: sportowo, zdrowo. Ale jedno zaczęło martwić Leona:

– Alicjo, może pomyślimy o dziecku.

– Leon, ja jeszcze nie jestem gotowa. Właściwie, chcę dziecko, ale nie chcę psuć figury. Patrz, ile ludzi korzysta z usług matek zastępczych. Może skorzystamy?

– Nie, Alicjo. Jestem przeciwny. Jesteś zdrową kobietą i jestem przeciwko macierzyństwu zastępczemu w tym przypadku. Dalej będziesz nie chciała siedzieć z maluchem ze względu na kolor skóry – trzeba się wysypiać, inaczej będą zmarszczki i wygląd nie taki promienny. Potem z powodu nerwów oddasz go do internatu. Żeby nie robić lekcji i być zawsze spokojną. Jeśli będę przeciwny, zaczniesz mnie szantażować i wywoływać kłótnie. Będę musiał płacić za usługi matki zastępczej, niań i tak dalej. Ale

to przecież nie zabawka.

– Ty… tak ty… retrogad, oto co.

– Może i mam staromodne poglądy, ale ty po prostu powiedz, że nie chcesz być mamą.

– W najbliższym czasie – nie.

– Dobrze, poczekajmy kilka lat.

Po latach, na 30. urodziny Alicji, Leon kupił jej samochód. Drogi, dobry. I powiedział:

– Mam nadzieję, że wkrótce zgodzisz się zostać mamą i wozić w nim nasze dzieci.

Alicja zgodziła się. Tak, będzie mamą. Ale minął rok, drugi, trzeci. Wszystko pozostało bez zmian. Małżonkowie przeszli badania – wszystko było w porządku. Po prawie czterech latach Leon poszedł do lekarza.

– Chcę się poradzić. Jesteśmy zdrowi, dzieci się nie udają. Może lepiej zastanowić się nad macierzyństwem zastępczym, naprawdę. Może po prostu jesteśmy niekompatybilni?

– Nie widzę żadnych przeciwwskazań. Żona już przestała brać tabletki?

– Cztery lata temu.

– Tak? Dziwne. No dobrze.

– Co dziwnego?

– Nic. Po prostu z analiz jeszcze rok temu brała.

Leon milczał. Przyjechał do domu i po raz pierwszy od wielu lat przeszukał szufladę Alicji. Tabletki były, rozpoczęta paczka. Wyłożył je na stół przed Alicją.

– Jak to wytłumaczysz?

Ona postanowiła, że najlepsza obrona to atak:

– Tak, zabezpieczam się. Tak, nie chcę dzieci, nie chcę psuć figury. I w ogóle nie chcę się babrać z zasmarkanymi nosami. Nigdy!

– Mogłaś mi to od razu powiedzieć, nie oszukując.

– Początkowo nie byłam zachwycona, ale ty i twoja rodzina cały czas mówiliście o dzieciach. Więc trochę skłamałam. Leonku, po co nam to wszystko? I tak jest nam dobrze!

– Pomyślę.

Leon poszedł do swojego gabinetu, zamknął się tam. Chciał dzieci. Bardzo. I nie tylko kontynuatorów rodu. Czuł się duszno w tej idealnie czystej, kameralnej atmosferze. Przychodził do siostry i cieszył się piskiem i krzykiem dzieci, rozrzuconymi zabawkami. Dom z dziećmi był dla niego pełen ciepła. I jeszcze – wiek. Dziecko trzeba było wychować, wykształcić. Póki był pełen sił – było to łatwiejsze.

Nocował w gabinecie, a rano powiedział:

– Alicjo, nie możemy być razem. Tobie ważne są tylko twoje pragnienia, a ja chcę dzieci, pełną, tradycyjną rodzinę. Dlatego lepiej się rozstać.

– Będę dzielić wszystko: mieszkanie, wszystkie rzeczy.

– Już o tym pomyślałem. Mieszkanie moje, przedmałżeńskie, nie dzieli się. Główny remont też zrobiłem przed ślubem.

– Nie dam ci tak łatwo rozwodu.

– Pójdę do sądu.

Rozwiedli się przez sąd, a Alicja wniosła pozew o podział majątku wspólnie nabytego. Wymieniła całe wyposażenie, telewizor, mikrofalówkę, odkurzacz i nowy komputer, wszystkie drobiazgi, z cenami ze stron internetowych na dzień złożenia pozwu. Samochód początkowo nie wspomniała, zadzwonił prawnik Leona:

– Alicjo, proszę uści

ślić pozew, bo zgłosimy sprawę o samochód.

– Mąż go mi kupił.

– Tak jak i komputer kupiłaś mężowi, ale go włączyłaś do listy.

– Nie będę dotykać jego samochodu.

– Oczywiście, on jeździ na ojcowskim. Swój sprzedał, żeby kupić ci lepszą markę.

Alicja uściśliła pozew. I teraz zamiast pieniędzy za połowę majątku proponowała zostawić wszystko Leonowi, a sobie – tylko samochód i trochę pieniędzy. Jemu i tak więcej zostaje.

– Możemy przeprowadzić wycenę i obniżyć kwotę odszkodowania, – zaproponował prawnik.

– Nie, zgadzam się z pozwem, niech zabiera samochód, i pieniądze jej dam. W podziękowaniu za lata małżeństwa. I nie będę się poniżać, kłócąc o każdą tysiąc złotych. Ja jeszcze zarobię, a ona wiele lat nie pracowała, trudniej jej będzie w życiu. Po prostu jeszcze tego nie zrozumiała. Trochę ją rozpieszczałem.

Alicja mieszkała u matki, dostała pieniądze, samochód i narzekała:

– Znajdę sobie lepszego. Co za głupota – chciał dzieci.

Po miesiącu mama zapytała:

– Córko, oczywiście, cieszę się z twojego towarzystwa, ale nie zamierzam cię dalej utrzymywać. Pieniądze, które dostałaś od męża, wydajesz. Wkrótce się skończą. Za pół roku musisz zapłacić podatek za samochód. Sprawdziłam tę markę i moc – prawie 200 euro. Jak zamierzasz żyć?

Alicja jak w ścianę. Rzeczywiście. Skąd wziąć pieniądze? Przez wiele lat przyzwyczaiła się, że wszystkie te sprawy załatwiał Leon, a jej zadaniem był dom i jego dobrobyt, spokój.

– Znajdę innego.

– Nie widzę kolejki, nawet nikt do ciebie nie dzwoni. No znajdziesz. A gdzie gwarancja, że będzie cię utrzymywał? I w ogóle? Gotujesz wspaniale, sprzątasz dobrze. Znajomym w ich mieszkaniu potrzebna jest gospodyni: przychodzić trzy razy w tygodniu. Posprzątać wszystko, ugotować na dwa-trzy dni. Pranie i prasowanie biorą na siebie. Rodzina trzyosobowa. Rodzice i dziecko. Ugotować, rozłożyć w pojemnikach, żeby tylko podgrzewali.

– Mama, ja – gospodyni?

– A co jeszcze umiesz? Masz oprócz ładnej buźki ani umiejętności, ani wykształcenia. Myć podłogi? Administratorką w salonach lub klubach? Co potrafisz? A tam oferują dobrą pensję.

I Alicja zgodziła się.

Leon po roku ożenił się ponownie, ma dwoje dzieci – blisko rok po roku, i jest szczęśliwy.

Nie, Alicja nie została sama. Spotyka się z mężczyzną, sprzedała drogi samochód, kupując sobie znacznie tańszy, wybierając tak, aby mogła utrzymać i płacić podatki, i bardzo żałuje przeszłości:

– Urodziłabym Leonowi dziecko, doprowadziła się do porządku. Patrz, ile środków. Upierałam się, głupia.