Nie chciała widzieć teściowej przy wypisie ze szpitala i podała złą datę

— Syn powiedział, że mają wypis w środę. Wzięłam wolne w pracy, aby kupić produkty, przygotować coś, zadbać o siebie. Kupiłam mnóstwo prezentów, nawet balony zamówiłam. Zadzwoniłam do niego przed szpitalem, a on mi mówi, że zostali wypisani wczoraj, już są w domu, — skarży się 54-letnia Anna Piotrowska.

Dwa miesiące trwały dyskusje o wypisie. Sylwia prosiła, by nie urządzać zamieszania przed szpitalem. Chciała, by tylko mąż przywitał ją z maluszkiem. Dokładną datę porodu znały, bo planowane było cesarskie cięcie.

Pomimo życzenia synowej, teściowa planowała uroczyście świętować wypis wnuka. Choć nie raz Sylwia mówiła, że nie trzeba przyjeżdżać z balonami, kwiatami i udekorowanymi samochodami. Chciała spokoju i ciszy.

Młoda mama planowała uczcić to radosne wydarzenie nieco później, gdy dojdzie do siebie. Po narodzinach pierwszaka musieli przyzwyczaić się do nowego trybu życia, a potem można już organizować spotkanie z rodziną.

— Rozumiałam, że po cesarce będzie się źle czuła, dlatego wzięłam całe przygotowania na siebie. Przygotowałam tyle, że można było nakarmić całą gromadę gości. Ja przecież niczego od Sylwii nie wymagałam — wszystko przynosiłam sama. Czy tak trudno było nas uszanować?

Tak, faktycznie. Po porodzie kobieta czuje się zmęczona, a jeszcze hormony dają o sobie znać. Ale teściowa jest przekonana, że trzeba do wszystkiego podchodzić prościej, Sylwia przecież nie jest jedyną rodzącą na świecie. Tym bardziej, że Anna Piotrowska sama się tym zajęła, nowo upieczeni rodzice musieli tylko poświęcić trochę uwagi gościom.

— To przecież nie tylko jej dziecko, skoro ona wszystko decyduje. To członek naszej rodziny, i mamy pełne prawo go poznać, — skarży się starsza pani.

Trzy lata temu młodsza córka Anny Piotrowskiej urodziła wnuczkę. Od razu po szpitalu pojechali do dzieci do domu z gotowymi daniami i prezentami. Dobrze odpoczęli, porozmawiali, nikt nie udawał matki-bohaterki.

A tu bunt zorganizowali!

Anna Piotrowska bardzo się obraziła na syna i synową. Wszyscy wzięli wolne w pracy, szwagierka pomagała przygotować przekąski, a młodzi rodzice zrobili z nich głupców. Po prostu splunęli w twarz!

— A inaczej się nie da! Sto razy było powiedziane, że Sylwia jest przeciwna uroczystemu wypisowi. Nie słuchaliście, więc poszliśmy na podstęp, — broni się syn kobiety.

Jak byście postąpili na miejscu Anny Piotrowskiej? To oszustwo czy samozachowawczość? Kto powinien się obrażać: teściowa czy nowo upieczeni rodzice?