Nie potrzebuję już więcej żadnych gości!

Wczoraj gościli u nas znajomi mojej żony. Jej 30-letnia przyjaciółka z mężem i 5-letnim synem. Wszystko poszło tak “dobrze”, że mam nadzieję, iż w naszym domu nigdy więcej nie będzie gości. Lepiej gdzieś w kawiarni się spotkać, tak uważam.

Żona ostrzegła mnie w południe, że przyjdą jej przyjaciele. Mówiła, że nie widzieli się kilka lat, więc zaprosiła ich na kolację. Żona poprosiła mnie, abym kupił gotowe jedzenie, ponieważ po pracy nie zdąży niczego przygotować.

Przyjechałem do domu bez humoru i zmęczony. Nie dość, że w pracy zatrzymali mnie na dłużej, to jeszcze w sklepie kolejki kilometrowe. Od progu zacząłem słuchać wykładów, że zbyt długo się ociągałem.

— Oj, jedzenie z supermarketu. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Kuba jest głodny, a my mu takiego czegoś nie dajemy. A w ogóle u was wszystko jakoś nieprzystosowane dla dziecka: telewizor za nisko, kot agresywny, na podłodze brak dywaników, — zaczęła narzekać przyjaciółka żony.

Cały wieczór denerwowała mnie swoimi komentarzami. Przyszła w gości ze swoim regulaminem, a co z tego, że nie mamy dzieci i żyjemy tak, jak chcemy? Co więcej, kiedy gościmy u nich, też znajdują się jakieś pretensje: “A dlaczego nie wzięliście kapci?”, “Oj, tego wina nie pijemy, trzeba było kupić inne”, “Tu nie siadajcie, to miejsce głowy rodziny” itd.

Ogólnie tak się nagromadziło, że z żoną postanowiliśmy, że więcej nie będziemy przyjmować gości ani sami chodzić w gości. Lepiej posiedzieć w jakimś przyjemnym miejscu i nie słuchać nieuzasadnionych pretensji. Zatęskniliście – idźcie do kawiarni albo do parku, nie ma co z własnymi zasadami po cudzych mieszkaniach chodzić.