Niechcący podsłuchana rozmowa zmusiła Anastazję do przemyślenia wszystkiego

Narodziny dziecka to jednocześnie radość i wielka odpowiedzialność. Opowiadając z uśmiechem o wyczynach swoich pociech, mało kto wspomina o bezsennych nocach i dzikim zmęczeniu, przez które trzeba było przejść, zanim dzieciaki podrosły. I wielkie szczęście, jeśli te trudności dzielą między sobą oboje rodzice. Mąż wspiera i w miarę możliwości pomaga żonie. Ale to się zdarza nieczęsto. Zazwyczaj mężczyźni uważają, że opieka nad dziećmi to wyłącznie kobiecy obowiązek. Oni są zaopatrzeniowcami. Ale kobieta zawsze pragnie pomocy.

Na tym tle często pojawiają się spory. Tak było również u Anastazji. Wszystko tak zmęczyło dziewczynę, że po prostu uciekła od problemów. Wcześniej pokłóciła się z mężem. Krzyczała, że jest zmęczona, że nie może tak dalej. A on próbował ją uspokoić. Rozumiał, że żona jest zmęczona, on też. Ale rozwiązanie można było znaleźć. W końcu wszyscy przez to przechodzą, więc rozwiązanie istnieje.

Ale dziewczyna nie chciała słuchać niczego. Trzasnęła drzwiami i uciekła. Na moment w mieszkaniu zapanowała cisza, którą przebił krzyk dziecka. Obudził się i chciał jeść. Roman nie był gotów zająć się dzieckiem. Po prostu chciał kilka godzin pospać w ciszy. Miał wiele nocnych zmian, więc zmęczenie było ogromne. A maluch lubił budzić się w środku nocy i uspokajać, zasypiając tylko na czyichś rękach. Anastazja zawsze wstawała do niego, brała na ręce, siadała w fotelu i usypiała. Jeśli nie miała siły wstać, to tam zasypiała. Mąż wcześniej rzadko pomagał, a gdy zaczął chodzić na nocną zmianę, to w ogóle nie można było na nic liczyć. W ogóle przeszedł spać do salonu.

Teraz Roman znalazł się sam na sam z krzyczącym dziedzicem. Nie miał siły na nic. Dlatego po prostu zadzwonił do matki i poprosił, by przyjechała posiedzieć z wnukiem. Powiedział, że żona musiała pilnie wyjść, a on chce się wyspać.

Tymczasem Anastazja błąkała się po ulicach bez celu. Wypadając w pośpiechu nie zauważyła, że jest w lekkiej kurtce. Na ulicy rozpętał się silny wiatr i zdążyła zmarznąć. Jej wzrok co chwila padał na szczęśliwe mamy spacerujące z dziećmi i coś im z zapałem opowiadające. Spoglądała na nie z nadzieją i zastanawiała się, kiedy w jej życiu nadejdzie taki okres.

Przepływ myśli przerwał lodowaty deszcz, który nagle się rozpętał. Szukając schronienia, rzuciła okiem na okolicę i zauważyła, że jest na ulicy, na której mieszka jej stara przyjaciółka. Nogi same poniosły ją pod znany adres.

Przyjaciółka była bardzo zdziwiona, widząc na swoim progu przemokłą przyjaciółkę. Anastazja przeprosiła i powiedziała, że nie będzie sprawiać kłopotów, przejdzie deszcz i pójdzie. Po godzinie spała

głęboko. Budząc się, nie od razu zorientowała się, która jest godzina. Za oknem było ciemno.

Nagle usłyszała fragment rozmowy. Ktoś cicho szlochał w sąsiednim pokoju. Przysłuchując się, usłyszała głos przyjaciółki rozmawiającej z kimś przez telefon. Mówiła, że znów nic z tego nie wyszło. Lekarz już nie zaleca ryzykować, by nie zaszkodzić. I doradził wziąć dziecko z domu dziecka. Ale dziewczyna nie chciała obcego, chciała swojego, rodzimego. Za co jej takie męki?

Anastazja zastygła. Jej przyjaciółka zawsze mówiła, że nie chce się spieszyć z dziećmi, chce żyć dla siebie. A okazuje się, że nie może zajść w ciążę. Wtedy dziewczyna przypomniała sobie o swoim synu, którego zostawiła jeszcze rano. Szybko narzuciła wilgotną kurtkę i cicho wyszła z mieszkania. Na podwórku złapała taksówkę i pojechała do domu.

Wchodząc do pokoju syna, zobaczyła teściową z maluchem na rękach. Następnego dnia cały czas była z synem. Nosiła go na rękach i powtarzała, że nigdy go więcej nie zostawi i zrobi wszystko, by był szczęśliwy.

Dwa lata później przyjaciółka Anastazji była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W jej domu rozbrzmiewał dziecięcy śmiech. Sama mogła urodzić.