Odkąd usłyszeliśmy, że Piotr zostawił swoją żonę z pięciorgiem dzieci, wszyscy się ucieszyli. Sąsiedzi z uśmiechem szeptali między sobą. Potem jeszcze wiele razy spotykałam Piotra, ja też byłem tak szczęśliwy za niego

Niespodziewana wiadomość o tym, że Piotr odszedł od Marii, zostawiając ją samą z pięciorgiem dzieci, rozeszła się po wsi niewiarygodnie szybko. I u wielu, którzy ją usłyszeli, pierwszą myślą było: „Czyżby w końcu skończyła się jego cierpliwość i zdecydował się na wszystko rzucić i odejść?”. My też od razu o tym pomyśleliśmy, bo plotki o tej rodzinie były różne.

W wiosce trudno ukryć cokolwiek przed obcymi oczami i ludźmi, wszystko jest na widoku, a ta młoda rodzina mieszkała niedaleko nas i widzieliśmy, jak naprawdę układało się ich życie. Na początku wszystko było jak u wszystkich.

Pobrali się, urodziło się pierwsze dziecko, a małżeństwo mieszkało wtedy u rodziców męża. Potem urodziła się druga córka. Mąż cały czas pracował, a gdy uzbierał trochę pieniędzy, kupili osobny mały dom z dużą działką, żeby wszystko było swoje i prowadzić większe gospodarstwo. Mąż z dobrej, pracowitej rodziny, przyzwyczajony do ciągłej pracy, wszystko szło mu dobrze, robił wszystko z entuzjazmem i przyjemnością.

Zabrał się za remont domu, założył dużą werandę, sam uprawiał ogród i stopniowo go zasiewał.Rano wyjeżdżał pierwszym autobusem do pracy, a wieczorem wracał ostatnim, późno wracał do domu, a jeszcze musiał nakarmić spore gospodarstwo. Zawsze się uśmiechał, nigdy nie widziano go złego czy drażliwego, w jego oczach tylko radość.

W domu czekała na niego sterta pieluch, po pracy pomagał żonie we wszystkim. Jednym słowem, robił wszystko, aby jego rodzina nie potrzebowała niczego, Piotr bardzo kochał swoje dzieci.

Nagle wszyscy dowiedzieliśmy się, że Maria urodziła trzecią córkę. Właśnie nadszedł czas, aby oddać drugie dziecko do przedszkola, a sama mogła wrócić do pracy. Ale młoda żona naprawdę nie chciała pracować. W domu zawsze było brudno, nie lubiła gotować, nie chciała pracować w ogrodzie, nie dbała o gospodarstwo, karmić ptaki i prosiaki specjalnie przychodził teść, syna szkoda, widzieli rodzice, jak stara się dla wszystkich, a żona taka leniwa się trafiła, takie wrażenie, że to gospodarstwo nie jest jej potrzebne, ale czym dzieci karmić?

Rodzice Piotra widzieli, jaką synową dostali, chcieli coś powiedzieć, ale syn nie pozwalał im krytykować swojej Marii. Naprawdę ją szczerze kochał, cenił i troszczył się o nią, a ona tylko się z tego cieszyła.

Wszyscy patrzyli na Piotra, współczuli mu, widzieli, jak dosłownie wysycha na oczach. Żona tylko chwaliła się krewnym i sąsiadom, że jest dobrą gospodynią, że ma wszystko i nie musi się o nic martwić. Na wszystko ma męża. A dziewczynki uwielbiały ojca i był on w ich życiu najważniejszą, kochającą i niezawodną osobą, która nigdy nie zawiedzie.

Znowu jak w bajce, nadszedł czas, aby nasza piękność wróciła do pracy, a ona przynosi nowy prezent mężowi – znów spodziewa się dziecka. I tak Maria wkrótce urodziła bliźnięta. Patrzeć na Piotra było trudno, mężczyzna dosłownie poczerniał, rodzice z ciągłych zmartwień o syna zachorowali i nie mogli mu pomagać jak wcześniej. Matka ledwo porusza nogami, lekarze zabronili jej jakiejkolwiek pracy.

A Marii wszystko jedno, ma wszystko, jeszcze mąż robi całą pracę domową, ona tylko spaceruje z dziećmi po wsi. Najważniejsze dla niej, że państwo pomaga na dzieci, wypłacając spore pieniądze na nie, a ona uważa, że to jej pieniądze i może je wydawać tylko na siebie, przecież na nie zasłużyła. Kupuje wszystko, co wpadnie jej w oko, co jej się spodoba na te pieniądze.

My z sąsiadami patrzyliśmy na tego biednego mężczyznę i myśleliśmy, jakie niesprawiedliwe jest życie! Tak dobremu gospodarzowi taka leniwa żona się trafiła, jeszcze nie docenia go wcale. Piotr starzał się na oczach, tak już mu nie było łatwo ze wszystkim. I jednak jego cierpliwość nie była nieskończona – zebrał się i wyjechał z wsi.

Piotr nie opuścił swoich dzieci, nadal rozwiązuje z nimi wszystkie kwestie, pomaga swojej byłej żonie i w gospodarstwie, nie zostawia jej samej, ale już nie chce żyć w ciągłym bałaganie.

Jedynym pocieszeniem jest to, że dzieci dobrze rosną, wciąż bardziej ciągną do ojca i spędzają dużo czasu z babcią, która stara się nauczyć ich wszystkiego i wychować na pracowitych. Bardzo są podobni do swojego ojca.

Osobiście bardzo mi szkoda Piotra, znam go od dziecka. Bardzo mi szkoda, że jego życie tak się potoczyło, bo będzie mu trudno założyć nową rodzinę, bo która żona zgodzi się na to, by mąż utrzymywał piątkę dzieci. Nie wiem, czy jeszcze spotka swoje szczęście.