Po roku związku dowiedziałam się, że jest żonaty

Po rozwodzie zaczęłam spotykać się z mężczyzną. Byliśmy razem około roku, nie nosił obrączki. Mam małe dziecko, więc nasze spotkania były dostosowane do mojego wolnego czasu. Nie planowałam jeszcze przedstawiać go córce, obserwowałam go.

Po roku zostawił dokumenty na stole w kawiarni po zapłaceniu za kolację i poszedł do toalety. Zerknęłam do jego paszportu, a tam pieczątka – 11 lat małżeństwa. Byłam w szoku. Od razu z nim zerwałam. Co ciekawe, przed rozpoczęciem związku przejrzałam jego wszystkie profile społecznościowe, które są bardzo stare i nadal je prowadzi – ani jednego zdjęcia rodzinnego, tylko hobby, praca, absolutnie nic, co wskazywałoby na jego rodzinę.

Jestem na szczycie oburzenia. To tak przykre i bolesne: tydzień mija, chodzę po ścianach, kocham i nienawidzę. Kiedy to się skończy, ten koszmar? Naprawdę, nie przypuszczałam, że może być żonaty: kontaktowaliśmy się i pisaliśmy do siebie o każdej porze dnia i nocy, w weekendy, święta. Teraz cisza, ja do niego nie dzwonię, on też nie, jak zadzwoni – nie odbiorę. Nie chcę słyszeć żadnych wyjaśnień. Jest mi tak ciężko! W dni robocze łatwiej, zatapiam się w pracy. Ale teraz, 3 dni świąteczne – ciężki czas, myśli wirują w głowie.

Wiedział o dziecku. Nie planowałam obarczać nim swojego dziecka, finansowo wszystko u mnie w porządku, mam własne duże mieszkanie, samochód. Oboje mamy wysoki status społeczny. Jesteśmy kierownikami w dużych firmach, on trochę wyżej. Dochód jest normalny. Mieszkanie i samochód nie na kredyt.

Oszukał mnie, to mnie zabiło. Gdy zrozumiałam, że już nie kocham byłego męża i nie mogę znieść jego zachowań, rozwiodłam się. Nie odeszłam do kogoś innego, tylko po prostu zaczęłam żyć własnym życiem. A tu taka absurdalność. Nie żyjesz, nie kochasz, to się rozwiedź, po co formalna pieczęć w paszporcie.

Ale jest też inna możliwość, że siedzi tam bezprawna żona, która znosi wszystkie jego wybryki, może go kocha, a może nie ma dokąd iść, bo on jest bardzo zamożny. Ale w moim świecie ludzie w związku tak się nie zachowują. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że osoba będąca w związku może wejść w inny związek.

Czuję się taka głupia. Wygląda na to, że moje zranione ego nie daje mi spokoju. Jak można było tak oszukać mnie, taką wspaniałą? I jak sprytnie to zrobił?! Byłam u niego w domu nie raz, znałam jego matkę pobieżnie, nawet raz przekazałam jej słoik dżemu. Ale teraz rozumiem, że prawdopodobnie prowadził mnie do innego mieszkania, na pewno miał ich więcej niż jedno. Tak właśnie rzucił mi piasek w oczy…