Po ślubie z mężem nie myśleliśmy o dzieciach, najpierw chcieliśmy żyć dla siebie. Gdy kupiliśmy mieszkanie, zrobiliśmy piękny remont, mieliśmy dobre auto i zastanawialiśmy się, że czas już na dzieci. Ale okazało się, że to nie takie proste. Od tego czasu zaczęliśmy odwiedzać różnych specjalistów. Tak minęło długich dziewięć lat, aż nie trafiłam do pewnego domu, który zmienił życie moje i mojego męża.

Z mężem pobraliśmy się, gdy miałam 18 lat. Na początku z dziećmi się nie spieszyliśmy, trzeba było najpierw zdobyć wykształcenie, znaleźć dobrą pracę, kupić własne mieszkanie. Studiowałam zaocznie i pracowałam. Mąż też pracował i zdecydowaliśmy się na kredyt mieszkaniowy. Gdy skończyliśmy remont w naszym nowym dwupokojowym mieszkaniu, zaczęliśmy myśleć o dzieciach.

Okazało się, że wszystko nie jest takie proste. Zaczęliśmy zwracać się do różnych specjalistów, chodzić do kościoła – ale wszystko na próżno. Tak minęło długich dziewięć lat. I gdy już zupełnie straciliśmy nadzieję, zaproponowałam mężowi, abyśmy wzięli dziecko ze sierocińca na wychowanie. Mąż natychmiast mnie poparł i zaczęliśmy załatwiać potrzebne papiery.

Bardzo spodobał nam się jeden mały chłopiec w wieku trzech lat. Siedział przy oknie i płakał, był bardzo smutny. Od razu poczułam do niego pewne przyciąganie. Okazało się jednak, że ma jeszcze siostrzyczkę, która ma pięć lat i bardzo nie chce się z nim rozstawać. Z mężem nie planowaliśmy dwójki dzieci, ale po krótkich przemyśleniach zdecydowaliśmy się adoptować ich oboje.

Byliśmy z mężem bardzo szczęśliwi, gdy przywieźliśmy tych dwójkę aniołków do domu, a jak byli szczęśliwi, nie mogę wam opisać. Ich oczy świeciły się tak, jak nic innego, nie mogę słowami wyrazić ich radości. Trzeba było to widzieć.

Minęły już dwa lata. Mamy bardzo szczęśliwą rodzinę, dzieci nas kochają, a my ich. Ale to jeszcze nie wszystko, trzy miesiące temu dowiedzieliśmy się, że spodziewam się dziecka, wyobrażacie sobie? Tak długo nie mieliśmy dzieci, a teraz wkrótce będzie nas troje. Myślę, że Bóg tak zadecydował, że te dwoje dzieci potrzebowało rodziców, a potem dał nam też dziecko.