Podarowała mężowi rozwód na urodziny

Alicja obudziła się i otwierając oczy przypomniała sobie, że obok niej już nie ma Marka. Przypomniała sobie, że życie toczy się dalej, sięgnęła po telefon i wybrała numer swojego przyjaciela:

– Cześć, Damian! Co tam? Wszystko jeszcze aktualne na dzisiaj? Wyruszamy na łowy w poszukiwaniu nowych dziewczyn?

– Jasne! Tylko od razu mówię: bez szans. Z takim nastawieniem nikogo nie znajdziesz.

– Co jest nie tak?

– No jak ci powiedzieć, żeby cię nie urazić? Po pierwsze, na twoim czole napisane jest, że każdą nową dziewczynę porównujesz z Martą. Nawet mi to widać, a dziewczynom tym bardziej, mają przecież intuicję i tego nie lubią.

– A po drugie?

– Za bardzo wszystko przyspieszasz. Dziewczyny na pierwszych randkach chcą się bawić. A ty od razu o związkach i swoich poważnych zamiarach, nudziarz.

– Czas nagli. Kiedy Marta odchodziła, jeszcze nazwała mnie maminsynkiem, a ja jej powiedziałem, że zanim minie tydzień, już będzie miała zastępczynię.

– Zapomniałeś, że ten tydzień już dawno minął? I nie jeden.

– Dzięki, że przypomniałeś.

– Czyli wszystko jedno, z kim się poznasz?

– Tu się mylisz. To musi być taka dziewczyna, żeby Marta od razu zrozumiała, że do niej jej daleko.

– A co z kimś z jej przyjaciółek?

– Nie wyjdzie, mają kobiecą solidarność.

– Chcesz ją odzyskać czy się zemścić, zdecyduj się.

– Po prostu za nią tęsknię. Ok, dość tej liryki. Do zobaczenia…

…Gdzieś na drugim końcu miasta wychodziła ze spotkania ze swoim psychologiem Barbara. Rozmawiali o tym, jak znaleźć chłopaka i gdzie się z nim poznać.

– To proste: po prostu odwiedzaj miejsca, do których chodzą zamożni ludzie, pij kawę w luksusowych kawiarniach, chodź do drogich sklepów, spaceruj po parkach elitarnej dzielnicy naszego miasta – radził psycholog.

Okazało się to całkiem przyjemnym zajęciem. Spacerowanie stało się nawykiem, tylko trochę smuciło to, że nie udawało się znaleźć towarzyszki.

– Co ja tam robię w tej kawiarni, płacić trzy razy więcej tylko po to, by popatrzeć na snobów? – protestowała koleżanka, którą Barbara starała się przekonać.

– Zależy, co zamawiasz. Jeśli tylko małą filiżankę kawy, to różnica w cenie nie uderzy mocno po kieszeni.

– Dwa kroki dalej jest dokładnie taka sama kawa, wolę wypić większą filiżankę za te same pieniądze.

Wydaje się, że znów będę musiała spacerować w dumnej samotności.

Damian i Marek byli przyjaciółmi od dzieciństwa. Starali się spędzać każdą wolną chwilę na podwórku, aż do momentu, gdy rodzice Marka kupili mieszkanie w dobrej dzielnicy. Marek tak naprawdę nie zrozumiał, co było nie tak ze starym osiedlem, i od czasu do czasu odwiedzał przyjaciela i ulubione podwórko. Potem była matura, studia prawnicze, koleżanka z roku, Marta.

Damian już w szkole postanowił zostać mechanikiem samochodowym.

– Myślisz, że tylko prawnicy są mądrcy? Wiesz, jak skomplikowane urządzenia trzeba obsługiwać, żeby naprawić nowoczesny samochód? Sama diagnostyka ile kosztuje.

– Dokładnie. Zajrzałem pod maskę taty samochodu, a tam same mikroschemy.

– No widzisz, a ja o czym? Kiedy on ci kupi własny transport?

– Nie mnie, a sobie. A mi odda swoje stare, jeśli dostanę się na budżet. Mówi, że moje studia pochłaniają pół samochodu za semestr.

– Więc nie załamuj się, daj z siebie wszystko na egzaminach, jak należy, reszta w twoim życiu jest w porządku.

– Ostatnio w ogóle nie chce mi się chodzić na wykłady, tam ona…

– Jeszcze zdjęć nie rzuciłeś?

– Dorabiam od czasu do czasu, ale to epizodyczny dochód, sam rozumiesz.

– Nie chodzi o dochód, twoje zdjęcia są świetne. W ogóle po co ci dorabiać?

– A po co tobie?

– Bo pracuję w swoim fachu, dla podniesienia kwalifikacji, tak można powiedzieć. No i dodatkowa złotówka nigdy nie zaszkodzi.

– Nawet dzieci celebrytów po zajęciach myją naczynia w barach.

– Co im innego pozostaje, na nich natura odpoczywa. A z Darią coś wyszło?

– Nie udało się. I nie ten typ, za bardzo… zwykła, chyba.

– Za to Marta wyjątkowa, wszystkie mózgi ci wyjęła. Idziemy wieczorem podrywać dziewczyny?

– Dzisiaj sam spróbuję.

– No nieźle. Powodzenia w łowach!

Tego dnia drogi Barbary i Marka się przecięły. Nowo poznani wypili razem filiżankę kawy i wymienili się numerami telefonów. Barbara nie mogła zrozumieć, czym tak bardzo zainteresowała tego przystojnego, zamożnego chłopaka wyraźnie młodszego od siebie. Owszem, przedstawił się jako fotograf i zaproponował sesję zdjęciową, znalazł sobie modelkę. A jednak dziewczyna przyłapywała się na tym, że częściej niż zwykle zerka na ekran telefonu, w oczekiwaniu na jego telefon.

…Barbarze wydawało się, że dopiero co wprowadziła się do mieszkania Marka, a on już zaczął mówić o ślubie. Dziewczyna nie znalazła ani jednego powodu, by odmówić. Już nie pierwszej młodości, a Marek więcej niż odpowiednia partia.

Oprócz mamy, nie miała z kim podzielić się nowiną:

– Młodzi-nieciepliwi, nie spieszy się wam trochę? Znacie się ledwie rok. Nie jesteś w ciąży przypadkiem?

– Mam nadzieję, że na razie nie – zaśmiała się Barbara – Marek nalega na ślub.

– Świat stanął na głowie, studenta męczy kawalerska wolność. Naprawdę zamierza założyć rodzinę?

– Chyba boi się mnie stracić. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, możemy rozmawiać absolutnie o wszystkim.

Tutaj Barbara nieco przesadziła. Rzeczywiście zdążyła przywiązać się do Marka, a nawet trochę się w nim zakochać w tym tajemniczym chłopaku, który, mimo otwartego charakteru, zawsze jakby o czymś milczał. Ale niech będzie, pewna intryga dodawała relacji pikanterii, a każdy ma prawo do swojego nieprzekraczalnego zakątka duszy.

– Jak jego rodzice odnoszą się do waszej decyzji?

– Zaskakująco spokojnie. Nawet wydaje się, że są zadowoleni, choć może mi się tylko wydawało. Powiedzieli, że całe piętro górne jest nasze i to nie podlega dyskusji.

– Tak, mają tam pałac. Mieszkanie dwupoziomowe, niesamowite.

– I jeszcze z dwoma wejściami. Marek od dziecka zajmuje górne piętro, nawet się zmieszał, kiedy jego ojciec, Jurek, z przyzwyczajenia nazwał to terytorium “synowskim kątem”. On w ogóle lubi żartować.

– Nie gnębią cię?

– O takich teściach tylko marzyć. Pamiętasz, opowiadałam: on adwokat, ona szefowa firmy nieruchomości. Nigdy bym nie pomyślała, że takie poważne osoby w domu są takie proste. Katarzyna opowiada mi tyle o Marku: jak był małym, jak się fotografowaniem zainteresował… Chyba wraca z pracy, pójdę ją powitać. Tacie cześć!

Kiedy Barbara, pomagając Katarzynie kroić roladę i zaparzając jej herbatę, ta nagle powiedziała:

– Jak dobrze, że ty i Marek się spotkaliście. Na ciebie zdecydowanie dobrze wpływasz.

– Ja tu nic nie robię, on po prostu dorasta, – próbowała odwrócić Barbara, ale Katarzyna nie dawała za wygraną:

– Znowu stał się spokojny, towarzyski, częściej bywa w domu. Ty mi zwróciłaś mojego dawnego syna.

– Inne dziewczyny miały na niego zły wpływ?

– Czy Marek ci nie opowiadał?

– Opowiedział mi wszystko!

– Och, była ta koleżanka z kursu, od której same kłopoty. Nie chcę jej wspominać…

Marek zdecydował się urządzić imprezę z okazji zaręczyn i zapraszał przyjaciół. Damian znalazł się wśród pierwszych zaproszonych.

– Marek, na serio?

– Bardziej niż kiedykolwiek. Już złożyliśmy wnioski.

– Nie rozumiem, po co w ogóle te wszystkie śluby, zaręczyny…

– Żeby Marta zrozumiała, że dla niej nie ma drogi powrotu.

– Czyli nadal ją kochasz, ale żenisz się z inną?

– Nie do końca tak. Też kocham Barbarę, tylko inaczej, nie tak jak Martę. Czasami myślę, że znam ją całe życie. Nie wiem, jak wcześniej bez niej żyłem.

Okazało się, że krąg przyjaciół Barbary składał się z kolegów z pracy, którzy teraz, najwyraźniej, płynnie przechodzą w kastę podwładnych. Częściowo to ich wybór, nie jej. Rzadkie spotkania ze szkolnymi przyjaciółkami zamieniły się w ciągłe rozczarowanie i stopniowo zanikły.

Okazuje się, że przysłowie mówiące, iż starzy przyjaciele są lepsi od nowych, kłamie. To już zupełnie nie te pełne ognia dziewczyny, z którymi wyprawiały wszelkie figle, a wieczorem, wystrojone i po kieliszku dla lepszego samopoczucia, uciekały na tańce. Teraz to nudne, głęboko zamężne ciotki, które potrafią mówić tylko o domowych problemach. Nie, ona nigdy nie stanie się taką, ona i Marek na pewno będą mieli wszystko inaczej.

Niespodziewanie na imprezę przybyła nieproszona gość.

– Marta, po co przyszłaś? – zapytał zaskoczony Marek.

– Żeby cię pogratulować. Jestem nowoczesną kobietą i uważam, że rozstanie nie jest powodem do kłótni. Jako cywilizowani ludzie, możemy pozostać przyjaciółmi.

I dodała:

– W końcu, spędziliśmy razem ponad rok. Rozumiem twoją decyzję o ślubie z inną.

“Znaczy to ja jeszcze jestem winny”, – pomyślał Marek, ale nie odpowiedział, nie chcąc psuć uroczystości wyjaśnieniami.

– Tak więc to twoja wybranka. Przedstaw nas.

Marek przedstawił dziewczyny sobie nawzajem. Marta od razu zaczęła przyjaźnie i beztrosko wypytywać Barbarę o różne sprawy. Nie odstępowała jej na krok przez cały wieczór. Marek był zdenerwowany: co jeśli Marta coś wygada?

Przerywał im od czasu do czasu, demonstracyjnie okazując zainteresowanie wyłącznie Barbarze, ignorując byłą, a zarazem nasłuchiwał, o czym one rozmawiają. Wydawało się, że na razie wszystko wygląda niewinnie, rozmowa nie wychodziła poza zwykłą towarzyską pogawędkę.

Żegnając się, Marta powiedziała:

– Bardzo mi się spodobała Barbara.

– Mnie też, – mruknął Marek.

Kiedy goście się rozeszli, obserwował Barbarę, czy nie jest zła, czy nie podejrzewa czegoś, ale wyglądało na to, że dziwna wizyta jej nie zaniepokoiła. Barbara myślała o czymś zupełnie innym: jak bardzo brakuje jej swobodnych dziewczęcych rozmów. Nie ma przecież sensu dzielić się wszystkim z mamą, a więcej nie ma z kim szczerze porozmawiać. Zmęczona wrażeniami z imprezy Barbara szybko zasnęła, a Marek prawie do rana próbował rozwikłać własne emocje.

Barbara wyszła z biura prosto pod ulewny deszcz. “No właśnie, jak nie na czas zaczął. Jurek proponował swój parasol – nie wzięłam, do torebki się nie mieści, teraz moczyć się całą drogę”, – złościła się.

– Cześć, Barbara! – zawołał ją radosny, znajomy głos.

– Marta! Co za zbieg okoliczności.

Stała pod dużym, kolorowym parasolem i promiennie się uśmiechała.

– Dokąd idziesz? Pójdę z tobą.

Barbara z przyjemnością skryła się pod parasol i odpowiedziała:

– Do domu. Znasz adres.

– Będziesz wchodzić do sklepu?

W zasadzie warto byłoby coś kupić, ale nie chciała wyglądać na starą sknerę w oczach tej wyluzowanej studentki.

– Może tylko po lody. Częstuję.

– Witajcie, niepotrzebne kalorie!

– Tobie nie grozi, – roześmiała się Barbara, z lekką zazdrością mierząc smukłą sylwetkę towarzyszki.

Całą drogę Marta sypała historiami o studenckim życiu. Czy naprawdę znalazła się tu przypadkiem? Barbara przypomniała sobie, jak na imprezie, gawędząc o tym i owym, opowiedziała, gdzie pracuje i kiedy wraca do domu, ale nie przywiązywała do tego faktu większego znaczenia. Marta tymczasem kontynuowała:

– Jeden starszy rocznik poprosił Marka, żeby sfotografował bankiet, chyba z okazji obrony pracy dyplomowej. Marek tam przesadził z piciem, że nawet spać ze mną nie mógł, cały pokój pachniał od niego alkoholem i czyimiś perfumami, wyobraź sobie.

– No tak, niezły figlarz, – zażartowała Barbara, – przez to się pokłóciliście?

– Nie tylko to. Cały czas czułam się jak na obcej planecie. Jego matka wszystkim dyryguje. Łazienka wiecznie zajęta, do kuchni też nie można wejść, chodziłam głodna i nieumyta, a ona jeszcze narzeka, że wszystko jest nie tak. Ciebie też męczy?

– Na razie nie, może najgorsze jeszcze przede mną.

– Moja mama mówi, że jeszcze nie dorosłam do życia w rodzinie.

– Może ma rację?

– A ja wcale nie chcę dojrzewać. Dobrze mi sama, wolność, piękno.

– No to doszliśmy. Dzięki, że nie pozwoliłaś mi przemoknąć.

Przygotowania do ślubu szły swoim tempem. Sala bankietowa zarezerwowana, stroje ślubne wypożyczone, wodzirej znaleziony, zaproszenia drukowane. Zostało zdecydować, kto będzie świadkową. Wybór dla Barbary był ograniczony.

– Marek, nie masz nic przeciwko, żeby świadkową była Marta?

Marek zasępił się, propozycja Barbary wyraźnie go zaskoczyła.

– Rozumiesz, nie mam nikogo innego do zaproszenia, – kontynuowała.

– Zaproś, kogo chcesz, to prawo panny młodej.

Zanim zdążył się rozmyślić, Barbara pospiesznie wybrała numer Marty.

– Czyli będę wyprowadzać byłego za mąż? – zaśmiała się Marta.

– Wychodzę za mąż ja, a Marek się żeni.

– Gdzie on jutro się wybiera?

– Znowu na zlecenie. Robić sesję zdjęciową dla przyszłej modelki.

– Oho, ja bym tego nie zniosła.

– To tylko biznes, nic osobistego, – powtórzyła Barbara słowa Marka.

Marta, jakby podsłuchała jej myśli:

– To on ci tak powiedział? Nie, że chcę cię zmartwić, ale ryzykowne jest być tak ufającą.

Marek skończył wybierać najlepsze zdjęcia, pozostało tylko retuszowanie i gotowe. Ten proces stał się dla niego zbyt rutynowy, chciałoby się więcej kreatywności. Pewne urozmaicenie wprowadziła Barbara:

– Mogę zobaczyć?

– Jasne.

– Co to za zdjęcia? Przyzwoiciej byłoby pozować bez ubrania, niż w takiej odważnej sukience, – stwierdziła Barbara, kąśliwie spoglądając na wulgarnie wygiętą modelkę, – ciekawe, gdzie się z takim portfoliem aplikuje?

– To zależy od szczęścia, to już nie moja sprawa. Biorę pieniądze tylko za swoją pracę, za zatrudnienie nie odpowiadam.

Barbara uważała zazdrość za oznakę braku pewności siebie, a to na pewno nie o niej. Tak więc, odłożyć wątpliwości na bok! Przynajmniej nie wyrażać ich na głos, nie kompromitować się, nie psuć relacji.

Jednakże wątpliwości nie dawały spokoju, zaczęła bardziej uważnie obserwować zachowanie Marka i dokładniej analizować jego przeszłe działania, a nawet słowa. Bezpośrednich dowodów nie udało się znaleźć, ale intuicja wręcz krzyczała: coś tu jest nie tak.

Wesele wodzirej nie pozwalał gościom zbyt długo siedzieć przy kieliszkach.

– Taniec pana młodego i panny młodej! Taniec świadka i panny młodej! Taniec pana młodego i świadkowej! – nieustannie ogłaszał.

Czy Marta zbyt namiętnie obejmuje Marka podczas tańca? Od razu widać, że te dwoje byli kiedyś bliscy. Jeszcze przy końcu tańca Marta z jakiegoś powodu mocno go pocałowała. Barbara postanowiła zrzucić podejrzliwy incydent na konto obyczajów i tradycji, których nie do końca rozumiała. Może też powinna pocałować Damiana po tańcu?

Podróż poślubną zdecydowali się odłożyć na wakacje. Marek intensywnie przygotowywał się do sesji, Barbara otworzyła pocztę. Jedno z listów, adresowane bezpośrednio do niej, było od Damiana:

„Barbara, bardzo cię przepraszam. Trudno mi o tym mówić, dlatego postanowiłem napisać. Nie mogę dłużej oszukiwać tak wspaniałej dziewczyny, jak ty. Marek ożenił się z tobą, żeby zrobić na złość Marcie, którą nadal kocha. Przepraszam, od początku o tym wiedziałem, ale milczałem dla dobra przyjaciela, czego teraz żałuję.”

Oto co! Teraz układanka w głowie Barbary ułożyła się w całość. Barbara zdecydowała się ujawnić karty i pokazała Markowi otrzymany tekst. Ten nie zaprzeczył, tylko westchnął:

– Eh, taki z niego przyjaciel.

– Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś, że jesteś zakochany?

– Pannom młodym o takich rzeczach się nie mówi.

– Ale żony same wszystko odkrywają. Nic ode mnie nie chcesz, po prostu daruję ci rozwód. Żyj swoim życiem, marz o powrocie Marty. Nie chcę wyglądać na jej zamienniczkę ani na przeszkodę dla twojego szczęścia, choć nie widzę sensu w powrocie do kogoś, kto cię nie ceni, a teraz odchodzę.

– Poczekaj, wkrótce twoje urodziny, mam dla ciebie prezent, weź go.

– Nie ma takiej potrzeby, lepiej daj go Marcie, może zadziała.

– Źle mówię. Już nie chcę o niej marzyć, nie mogę się z tobą rozstać. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością, a ona po prostu sympatyczną, ale z niemożliwym charakterem. Obiecuję, postaram się o niej nie wspominać i więcej nie będę się nią rozpraszał podczas wykładów.

– Po prostu zrozum, że nie jesteś jej potrzebny, i wszystko wróci na swoje miejsce. Może rzeczywiście trochę się pospieszyłam. Jak teraz spojrzeć rodzicom w oczy, jeśli się rozwiedziemy tuż po ślubie. Zostawmy na razie wszystko tak, jak jest, a czas pokaże.

W międzyczasie, kiedy Barbara starała się ułożyć życie z Markiem, jej przyjaciółka, Olga, pojawiła się niespodziewanie. Wyglądała na zaniepokojoną i opowiedziała wstrząsającą historię o tym, jak jej teściowa zmusza całą rodzinę do życia pod jednym dachem, czytaj dalej…