Poznała rodziców narzeczonego. I już nie ma ochoty wyjść za niego za mąż

Sobie planowała Ania wyjść za mąż za Mateusza. Złożył jej oświadczyny, klękając na kolano i wręczając złote obrączki.

– Droga Aniu – powiedział jej Mateusz – jesteśmy już blisko rok w stosunkach, zdałem sobie sprawę, że chcę cię uczynić swoją żoną. Czy zgadzasz się na to?

Ale Ania czekała na coś takiego od dawna.

– Pomyślę – odpowiedziała – muszę porządnie zastanowić się nad tą przełomową propozycją.

Ale sama była przeraźliwie szczęśliwa. Skakała do sufitu, wrzeszczała radośnie, rzuciła się na szyję Mateusza z objęciami. I już mentalnie przyjęła nazwisko narzeczonego. Ania Kowalska! Brzmi pięknie, zgodzisz się.

Zdecydowali, że w maju będą planować ślub, z tradycyjnym odbiorem panny młodej. I planują zaprosić sto gości. Albo nawet dwieście. Ale przed tym szczęśliwym momentem postanowili odwiedzić rodziców, poznać się z nimi, nawiązać rodzinne kontakty.

Najpierw ruszyli do rodziny Ani. Spędzili bardzo miło czas w odwiedzinach.

Z rodzicami panny młodej zwiedzali muzea, teatry, wystawy współczesnych awangardystów, wykłady, koncerty organowe i różnego rodzaju planetaria. Odbyli nawet krótki pieszy wypad. Spędzili dwa dni pod namiotami – komary, ogniska, pieśni przy gitarze. Rozmawiali na różne tematy aż do świtu. Zarówno o Nietzsche, jak i o Schopenhauerze. Ojciec Ani bronił doktoratu na temat Schopenhauera. Opowiedział wiele ciekawego o intelektualnej naturze Mateusza. Rodzice Ani bardzo cenią taki sposób spędzania czasu. I sama Ania poszła w ich ślady charakterem.

Następnie udali się do rodziców Mateusza, do niewielkiego polskiego miasteczka.

A gdy Ania odwiedziła rodzinę narzeczonego, zaczęła poważnie się zastanawiać. Czy powinna się z nim żenić w maju, czy może lepiej zatrzymać się przed tym przełomowym wyborem? A może lepiej się wzajemnie dokładnie przyjrzeć. Bardzo ją zaniepokoiła wizyta w polskim miasteczku.

Rodzice Mateusza są dość młodzi, mają około pięćdziesięciu lat, ale są bardzo przyziemni. Po pracy lubią oglądać telewizję. Obejrzą cokolwiek – zarówno melodramat o lokalnych gąskach, jak i polityczne debaty, czy nawet film o zombie. Brak ciekawych książek na półkach – same bzdury.

A jak są bierni! Nigdy nie wyjechali poza swoje miasteczko w swoim życiu. Jakby mieli średniowiecze pod własnym progiem. A wyjście poza obręb to już prawdziwa wyprawa. Nawet nie byli nigdy nad morzem! I jeszcze kręcą nosem: “A po co nam to morze – kręcą nosem – co my tam nie widzieliśmy. Mamy rzekę, a w niej – ryby.”

Ale jak tylko Ania wspomniała o wycieczce – od razu zaczęli szczegółowo opowiadać o przepuklinie ojca Mateusza. I nawet obrażali się na nią. Na muzeum nawet machali rękami. “Co, mówią, my tam nie widzieliśmy. Jedyne ciekawe w muzeum to wabik do kaczek. Kiedyś jedliśmy kaczkę, była pyszna. Lepiej obejrzymy film o zombie spokojnie.”

A z mieszkania w ogóle odmawiają wyjścia. Wrócą z pracy – i natychmiast pochłania ich telewizja, z obiadem i bułką. Takie jest ich życie. Siedzą jak sowy senni, przytykają dodatkowe kilogramy, szeroko ziewają. A Mateusz siedzi obok nich – bardzo do nich podobny. Również ziewa i ogląda zombiaki. Przekąszając bułkę.

Wrócili do domu. Narzeczony gorączkowo przygotowuje się do ślubu. Ale Ania już nie bardzo uczestniczy w przygotowaniach – przygląda się uważnie Mateuszowi. Czy jest bardziej podobny do swoich rodziców, czy niezbyt?

I specjalnie stawia mu różne trudne pytania. Raz chce latać natychmiast do Tajlandii, a nawet ruszyć na Bora Bora. Czy spędzać całe weekendy na nartach. A potem biec do teatru. I po teatrze skakać ze spadochronem. I potem czytać głośno Schopenhauera do rana. A rano skakać z palmami na wystawę rzemiosła. A Mateusz zgadza się na wszystko – i na spadochrony, i na rzemiosła. I filozofię głośno czyta. Czyta, czyta, a potem zaczyna chrapać. A Ania wtedy bardzo się martwi.

A jeśli odziedziczą swoje geny? To po swojemu się podpiszą. A Mateusz zamknie się w czterech ścianach. Będzie oglądać telewizję każdego wiecz

oru i spożywać kaloryczne jedzenie przed telewizorem? A Ania zapadnie w to nudne bagno. A za dziesięć lat stanie się ospała i przyziemna.

Ania spogląda na narzeczonego z podejrzliwością. A on bardzo przypomina swoją mamę. I też swojego tatę. Chociaż jeszcze nie nabrał tylu kilogramów, ale z zewnątrz bardzo na nich przypomina. A co z dziećmi? A jeśli będą podobne do Kowalskich? Jak sobie z tym poradzi? Przecież geny nie zostały stworzone na darmo, odgrywają ważną rolę w życiu ludzi.

Ania poważnie myśli o ślubie. Maj już za pasem. I jest nad czym pomyśleć. Być Kowalską, czy nie być.