Pozwoliłam synowi z rodziną zamieszkać w swoim mieszkaniu. Lepiej byłoby je komuś wynająć

Przed Nowym Rokiem zadzwoniła do mnie stara znajoma. Dawno się nie kontaktowałyśmy. Długo jej nie było w naszym towarzystwie, była zamężna. Ale coś poszło nie tak i wróciła do siebie.

Gdy wymieniłyśmy uprzejmości, nagle zaczęła płakać. Potem wzięła się w garść i opowiedziała historię. Dwa lata temu, gdy wyszła za mąż i wyjeżdżała do męża do stolicy na stałe, syn poprosił, by zamieszkać u niej. Wtedy był żonaty. Młodzi mieli swoje mieszkanie, ale postanowili je wynająć, żeby mieć dodatkowe pieniądze.

Kobieta zgodziła się, ale ostrzegła, że może wrócić w każdej chwili, nawet bez uprzedzenia. Nie wiadomo było, jaki okaże się jej mąż. Może będzie musiała uciekać od niego bez oglądania się za siebie. Syn zapewnił, że wszystko będzie w porządku. W każdej chwili będą gotowi przyjąć mamę z powrotem. Mogą się wyprowadzić praktycznie od razu, potrzebują tylko kilka dni. Będą mieć znajomego, który na pierwsze żądanie zwolni mieszkanie.

Na tym się zgodzili. Kobieta z przeczuciem, że czas wracać do domu, zadzwoniła do syna, ustalili odpowiedni dzień. Potem, gdy szła po bilety, też się ze sobą skontaktowali.

Wróciła do swojego mieszkania. Wszystko na miejscu, posprzątane, schludnie. Ale potem zaczęły się niespodzianki. Po kilku dniach przyszły rachunki za media, a wraz z nimi wezwanie o zapłacenie sporej sumy zaległości.

Potem okazało się, że za wodę płacili grosze. W administracji budynku zaczęli wątpić w rozmiar korzystania z usług. Przyszli sprawdzić liczniki. Zostali ostrzeżeni, dług został zrestrukturyzowany. Ale nikt nie zamierzał go spłacać. Więc teraz przyszły służby, by zablokować dostęp do wody. Kobieta tłumaczyła sytuację, płakała, błagała, ale nic nie pomogło. Już tydzień żyje bez wody. Planowała jechać na działkę, tam są warunki do stałego mieszkania.

Dług jest ogromny. Trzeba go jakoś spłacić. Znajoma próbowała zwrócić się do syna. Początkowo unikał tematu, a potem oświadczył, że ma dość własnych problemów. Kobieta była zszokowana reakcją. Był normalnym mężczyzną, dobrym mężem, ojcem. Zarabiał pieniądze. Nigdy nie narzekała na niego. I nagle coś takiego.

Z synową też miała dobre relacje. Wnuczka zawsze odwiedzała babcię. Nie było żadnych nieporozumień w tej kwestii.

Dzieci narobiły bałaganu, co tu dużo mówić. Jak teraz to wszystko rozwiązać? Przykro, że nikomu nic nie jest winne.