Rodzice zawsze stawiali mnie na ostatnim miejscu. A teraz są źli, że nie chcę z nimi rozmawiać

Mam teraz trzydzieści dwa lata. Jestem dorosłym, świadomym człowiekiem. Prawie nie utrzymuję kontaktu z moją rodziną i oczywiście im się to nie podoba. Ostatnio zaczęli mi mówić, że w ogóle o nich nie pamiętam. Ale moi rodzice zawsze mnie marginalizowali. Dlaczego więc teraz są zdziwieni?

Dla moich rodziców idealnie było być samemu. Poza nimi nikt inny nie był potrzebny. W moim wychowaniu i edukacji zawsze pomagali mi dziadkowie, podczas gdy rodzice byli zajęci pracą, podróżami, spotkaniami ze swoimi przyjaciółmi. Nie brali mnie ze sobą w podróże:

Po co ona tam! U żadnego z przyjaciół nie ma więcej dzieci. Będzie się nudzić z nami…

Niech jeszcze trochę zostanie u ciebie. Jedziemy na delegację do innego miasta.

Chcemy teraz odpocząć. W pracy mieliśmy dużo pracy. Potrzebujemy tego odpoczynku!

Wychowywali mnie więc dziadkowie. Rodzice nigdy nie mieli dla mnie czasu, zawsze byli zajęci swoją pracą, podróżami po świecie i spotkaniami z przyjaciółmi. Nie zajmowali się moim wychowaniem, nie ucząc mnie liter i cyfr. Mogłoby się wydawać, że moi rodzice są bogaci, ale nie, mieliśmy średnie dochody, dwupokojowe mieszkanie, a samochód rodzice kupili dopiero zbliżając się do wieku emerytalnego.

To babcia odprowadzała mnie do szkoły, to babcia z dziadkiem przyszli na moją uroczystość zakończenia szkoły. Rodzice gratulowali mi tylko przez telefon, mówiąc, że są ciągle zajęci. Gdy próbowałam dostać się na uniwersytet, rodzice odpoczywali za granicą. Babcia zawsze mi mówiła, że rodzice mnie szczerze kochają i potrzebują mnie. Naprawdę chciałam wierzyć w te słowa. Ale widziałam coś zupełnie innego…

Nie mówili tego, tylko okazywali swoją miłość w wiadomościach w messengera czy telefonach. A ja oczekiwałam innych przejawów miłości i troski… Kiedy studiowałam na uniwersytecie, zmarli moi dziadkowie. To był dla mnie mocny cios, ciężko to przeżyłam. Na pogrzebie widziałam rodziców, którzy stali niezwykle spokojnie, a ja chciałam tylko wyć z bólu.

Wtedy po raz pierwszy powiedziałam im, że mam okropnych rodziców, a oni mi odpowiedzieli, że takie jest życie. Wtedy zrozumiałam, że rodzicom na mnie wszystko jedno, mają gdzieś wszystkich. Nawet gdyby mnie chowali, stali by tak samo i patrzyli chłodno. Potem wróciłam na studia i postanowiłam, że do rodziny więcej nie wrócę. Ale musiałam wrócić, bo babcia przepisała na mnie swoje mieszkania, co bardzo rozzłościło rodziców.

Wtedy podjęłam decyzję, że te mieszkania sprzedam, a sobie kupię mieszkanie w mieście, gdzie studiuję. Tak też zrobiłam. Mówiono mi, że jestem zobowiązana dać rodzicom część pieniędzy, ale byli dla mnie zupełnie obcymi ludźmi. Nie byłam im nic winna. Może rodzice trzymają na mnie urazę z tego powodu, tak nie rozmawialiśmy przez dw

anaście lat… Nie miałam wielkiego zapału do kontaktu z nimi, ale w duszy chciałam, aby przyjechali do mnie z wizytą. Ale nie przyjeżdżali, mówili, że są zajęci i mają problemy ze zdrowiem. A sami jeździli na wypoczynek z przyjaciółmi. Ale ja to zaakceptowałam i żyłam dalej.

Teraz mam własną rodzinę i dziecko. A moi rodzice chcieliby do mnie przyjechać z wizytą. Są źli, że nie chcę z nimi rozmawiać. Już odzwyczaiłam się od kontaktu z rodzicami i nie chcę do tego wracać. Rodzice mojego męża mówią mi, abym dała swoim rodzicom drugą szansę. Ale mieli nie jedną szansę, której nie wykorzystali.

A teraz, na starość, przypomnieli sobie o mnie… i to myślę, że ze względu na własną wygodę.