Rozwodzić się czy ratować małżeństwo?

Z mężem przechodzimy teraz trudny okres. On ma ogromne obciążenia związane z biznesem, ja mam dwoje małych dzieci, z których jedno nie ma jeszcze nawet roku, i ciągle chorują itd. Oboje mamy ciężko. Nasza rodzina przeżywa kryzys. Ale istnieje zasadnicza różnica: ja go wspieram, słucham, zapewniam byt, przejmuję na siebie niektóre obowiązki.

On z kolei nie tylko wylewa negatyw, ale także próbuje mnie poniżyć: jesteś złą matką, złą gospodynią, inni sobie radzą, a ty nie. Mamy ogromny dom, staram się sprzątać z dziećmi, ale co 10 dni sprząta jedna kobieta. On komentuje to tak: nic nie robisz, robi to ona.

Dom ma 500 metrów kwadratowych. Jeśli z dwójką dzieci sprzątać raz na 10 dni, dom zamieniłby się w melinę, u nas jest całkiem schludnie – nie widzi tego. Zaczął mi obcinać dochody. Wyrzuca mi byt, wygląd zewnętrzny, minę. Czyli w jego rozumieniu powinnam być promienna 24/7, zawsze uśmiechnięta itd.

To, że inne kobiety są zmęczone nawet przy jednym niemowlęciu, on odpowiada: “Co za bzdury opowiadasz?”. Jestem niemal bez przerwy… 3,5 roku na urlopie macierzyńskim, porody, choroby, codzienność, a teraz jeszcze obrażający mąż, który próbuje jeszcze bardziej mnie podburzyć. Chciałabym się czegoś pozbyć…

Wewnętrznie z każdym dniem czuję się coraz bardziej pusta. Obu nam jest ciężko: i mnie, i jemu. Ale po co dobijać swoją żonę? Nie rozumiem. Tak trwa już pół roku. W moim sercu wytworzyła się taka pustka wobec niego, że nawet nie chcę z nim sypiać, choć mam takie pragnienia. Jakby stał się obcym człowiekiem. Przed narodzinami dzieci byliśmy razem długo – siedem lat.

Zawsze wszystko opierało się na tym, że trzeba “dogadać się”. Nigdy nie było namiętności, iskry od pierwszego wejrzenia. Był równy ogień. Ale żeby tak mnie poniżać – to u niego pierwszy raz przez wszystkie 12 lat. To niekonstruktywne. Trudno mi go szanować przez takie zachowanie. W moim rozumieniu szacunek do mężczyzny jest znacznie trwalszy niż miłość. A tutaj widzę jakąś podłość i brud, kalkulację. Szacunek odszedł, a razem z nim i chęć dalszego trwania w jednym jarzmie…

Jeśli mówić o moich uczuciach – boję się go. Nie zmienię go – fakt. Takie sytuacje będą się powtarzać, a każde powtórzenie będzie gwoździem do trumny. Mówiłam mu o tym wielokrotnie. Póki co mam obojętność, która przy zaostrzeniach konfliktów przeradza się w nienawiść.

Kiedyś można było go kochać otwarcie, ufać, oddawać się – a teraz nie. Boję się z powodu tego, że ten człowiek w każdej sytuacji nie ustąpi i spróbuje wziąć swoje. Nie ma u niego empatii, szlachetności w takich momentach. Jest nikczemny w takich chwilach, kiedy wszystko się zaostrza. A rozwód to właśnie taki moment. Dlatego boję się nawet zacząć o nim mówić.

Nasza relacja dotarła do punktu, w którym lęk zaczyna dominować nad innymi emocjami. Moja obawa przed nim, przed jego reakcjami i brakiem empatii, sprawia, że trudno mi wyobrazić sobie dalsze wspólne życie. Konfrontacja z nim, zwłaszcza w kontekście rozwodu, wydaje mi się przerażająca, boję się jego reakcji i możliwych konsekwencji.

Decyzja o rozwodzie lub o ratowaniu małżeństwa jest niezwykle trudna i osobista. Warto rozważyć wsparcie z zewnątrz, takie jak mediacja małżeńska lub terapia, aby pomóc w rozwiązaniu konfliktów i podjęciu najlepszej dla obu stron decyzji. Ważne jest, aby pamiętać o swoim zdrowiu psychicznym i fizycznym oraz o dobru dzieci.

Czasami, mimo wszystkich starań, rozwód może okazać się najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy w związku brakuje wzajemnego szacunku, wsparcia i miłości. Ważne jest, aby podejść do tej decyzji z rozwagą, rozważając wszystkie możliwe konsekwencje i szukając profesjonalnej pomocy, aby proces ten przebiegł jak najłagodniej dla wszystkich zaangażowanych stron.

W tak trudnych momentach kluczowe może być też wsparcie bliskich i przyjaciół, którzy mogą zapewnić emocjonalne oparcie i perspektywę zewnętrzną, która pomoże zobaczyć sytuację w szerszym kontekście. Pamiętaj, że nie jesteś w tym sama i zawsze istnieją drogi, które mogą prowadzić do lepszego jutra, niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na walkę o związek, czy na nowy start.