Sąsiadka chciała wprowadzić system dyżurów w kuchni, że niby każdy miałby równe prawa

Moja sąsiadka, ciocia Natalia, jest znacznie starsza ode mnie, ale świetnie się dogadujemy i regularnie pijemy herbatę wieczorami, wymieniając się nowinkami. Pewnego razu wpadła do mnie, i rozmawiałyśmy prawie półtorej godziny. Sąsiadka miała potrzebę wyżalenia się, więc nie przerywałam jej i słuchałam, jak oni czworo mieszkają pod jednym dachem, albo raczej jak się dogadują.

Zaczęli się dogadywać niedawno, od ślubu syna cioci Natalii minęło około czterech miesięcy. Młodej parze nie było gdzie mieszkać, a pieniędzy na wynajem też nie mieli, więc Aleksander podjął najprostsze rozwiązanie – zabrał żonę do mieszkania rodziców. Jego ojciec zmarł pięć lat temu, a mieszkanie było współwłasnością, w równej części, jego, jego siostry i matki. Dopóki nie było Anastazji, żony Aleksandra, wszystko układało się dobrze, nie było żadnych napięć w relacjach, choć wszyscy byli już dorosłymi ludźmi, każdy miał swoje nawyki i preferencje, ale w każdej kontrowersyjnej sprawie można było znaleźć jakieś kompromisowe rozwiązanie i uniknąć konfliktu. Tak postępowali.

I nagle pojawiła się jeszcze jedna pani domu. Pierwszą innowacją, którą Natalia wprowadziła w życie, było zmuszenie męża do zamontowania zamka w drzwiach pokoju, w którym mieszkali. Zrozumiałe, że każdy chce mieć swoje terytorium, na którym nie będzie go nikt niepokoił. Jeśli młoda żona obawiała się, że krewni męża mogą przyjść w nieodpowiednim momencie, można było ograniczyć się do wewnętrznego zamka, ale nie, dziewczyna zdecydowała, że drzwi powinny być zawsze zamknięte w ich nieobecność. Wyobraźcie sobie reakcję teściowej i szwagierki, gdy zaczęły chodzić obok drzwi z zamkiem. Oczywiście, było to nieprzyjemne i wyglądało jak bezpośrednie brak zaufania, kto wie czemu…

Potem przyszła kolej na ustanowienie dyżurów w kuchni, że niby każdy miałby równe prawa. Ale ten pomysł nie wypalił, kobiety pracowały na zmienne grafiki i ostatecznie przeszły na system gotowania „kto pierwszy przyjdzie”.

Z jakiegoś powodu „najmłodsza” od pierwszego dnia próbowała zdobyć pierwsze miejsce, jakby to nie ona, a teściowa i siostra Aleksandra wkraczały na jej terytorium. Anastazja nieustannie próbowała oddzielić siebie od męża i dwóch innych kobiet, demonstrując przy tym sporą pomysłowość. Jako jeden z przykładów jej „indywidualności” – mycie naczyń. Wyobraźcie sobie obraz, kobieta podchodzi do zlewu, z obrzydzeniem odsuwa w bok talerz, z którego jadła teściowa lub szwagierka, myje tylko za siebie i mężem, po czym dumnie odchodzi.

Na żadne prośby Anastazja nie reaguje, podobnie jak na próby teściowej złagodzenia zapału synowej i rozpoczęcia normalnej komunikacji. Jeśli mnie pytacie, już dawno zrzuciłabym jej koronę i postawiła przed wyborem – albo żyjemy jak ludzie, albo się rozstajemy.

Kolejnym problemem jest to, że Aleksander nawet nie chce słyszeć o winie swojej żony, miłość, jak mówią, jest ślepa, więc udaje się jej zatańczyć chochoła.

Taka właśnie trudna sytuacja wytworzyła się u moich sąsiadów. Myślę, że ciocia Natalia i jej córki powinny przejąć stery w swoje ręce i oswoić synową, jeśli jej mąż sam nie chce rozwiązać tego problemu.