“Skoro nie chcesz spotykać się z moimi krewnymi, to po prostu przygotuj dania i nakryj do stołu, a potem możesz iść sobie, gdzie chcesz!” – oznajmił mąż.

Nie utrzymuję kontaktów z rodziną męża, wszystko dlatego, że pokłóciłam się z nimi sześć miesięcy temu. I nie chcę nawet z nimi rozmawiać, a mój mąż o tym wie. Mąż mnie wysłuchał, sam widział, jak jego matka z siostrą się ze mną obchodzą. Nawet mnie wspierał, powiedział, że to najlepszy wybór w tej sytuacji. Ja mu powiedziałam, że dla niego są to bliscy krewni, a dla mnie obcy ludzie.

Jeśli zatęsknisz za mamą lub siostrą, spokojnie możesz pojechać do nich w odwiedziny. Ale u siebie w domu nie chcę ich widzieć.

Dla mnie, jak i dla mojego męża, to drugie małżeństwo. Z poprzedniego małżeństwa mam syna, który ma teraz dziesięć lat. W drugim małżeństwie jestem już trzy lata, wspólnych dzieci z mężem nie mamy. I mój mąż też nie ma dzieci z pierwszego małżeństwa. A jego matka z córką są na mnie złe, tylko dlatego, że na razie nie chcę mieć więcej dzieci. Zresztą, wszystko zaczęło się banalnie, od pytań, kiedy planuję mieć dziecko, potem pytali, jak się czuję. A potem poszły bezpośrednie pretensje: “Jeśli nie teraz będziesz mieć dziecko, to potem w ogóle nie będziesz mogła urodzić, z wiekiem szanse na dziecko stają się coraz mniejsze i mniejsze”. I właśnie z tego powodu pokłóciłam się z nimi definitywnie.

Sześć miesięcy temu na chrzcinach drugiego dziecka siostry męża, matka męża zaczęła mówić, że mój mąż nie będzie miał swoich dzieci. Wtedy jej ostro odpowiedziałam, a ona mi jeszcze gorzej.

Dlaczego mój syn miałby utrzymywać twoje dziecko? Chce mieć swoje dziecko. Zajmować się swoim, a nie obcym! Rozumiesz, co jest dobre, zawiesiłaś swojego syna na moim mężu i wszystko jest świetnie!

Po tym nie wytrzymałam, zebrałam się i pojechałam do domu. Mój mąż też pojechał za mną. Pracuję, sama utrzymuję swojego syna, a do tego były mąż płaci alimenty, mieszkamy w moim mieszkaniu! Na czyjej szyi się ułożyłam? Nie zniosłam obrażania mojego dziecka. Wtedy powiedziałam mężowi, że teraz będzie tylko tak. Mężowi też nie spodobało się takie zachowanie jego matki.

My z mężem chcemy mieć swoje dziecko, ale kiedy indziej. Teraz planujemy kupić większe mieszkanie, żeby każde z dzieci miało swoje oddzielne pokoje. I teściowa o tym wiedziała od początku, ale jej to było obojętne.

I takie spokojne życie mi się podobało. Nie trzeba było wydawać pieniędzy na prezenty dla krewnych męża, znosić ich wypowiedzi, nikomu niczego nie opowiadać.

A teraz mój mąż wkrótce ma urodziny i planuje świętować ze swoją rodziną. Ja mu powiedziałam, że niech świętuje u mamy w domu lub w restauracji.

A co z tobą?

A ja ci już dawno powiedziałam, że więcej nie będę się spotykać z twoimi krewn

ymi. I gdzie tu problem? Świętuj najpierw z nimi, a potem świętujemy razem.

Po czym mąż przez kilka dni nic nie mówił na ten temat. Zrozumiałam, że w tym czasie omawiał wszystko ze swoją matką i siostrą. Wynikiem ich negocjacji byłam oczywiście mocno zaskoczona. Trzeba być tak bezczelnymi!

Moja matka oświadczyła, że planuje świętować u nas w domu!

I co?

No, możesz wszystko przygotować, nakryć do stołu. A potem sama możesz pojechać z dzieckiem do mamy lub gdzie chcesz. Skoro nie chcesz się spotykać z moimi krewnymi.

Mój mąż sam by na to nie wpadł. Taką bezczelnością dysponuje tylko jego matka i córka. Rozumiem, że to ja przygotuję wszystko, wyjdę z domu, a teściowa będzie mnie obgadywać i poniżać?! Aha, teraz!

Przekaż matce. Że ja też mam wkrótce urodziny. Oni przygotują stół, a potem wyjdą ze swojego mieszkania.

To nie tak. Przecież nie mieszkasz w domu mojej matki. A ja mieszkam w twoim mieszkaniu.

No tak!!! Mieszkanie moje, a ty zmuszasz mnie wyjść z mojego mieszkania, żebyś mógł tu świętować ze swoją matką i jej córką.

Po czym mąż bardzo się na mnie obraził, że wyrzuciłam mu moje mieszkanie w twarz. Ale po tej kłótni zrozumiałam, że mieszkania nie kupimy i dzieci też nie będziemy mieć. Bo z wspólnego mieszkania jego matka mnie wygoni jeszcze szybciej niż z mojego.