Teściowa stara się zachować wszystkie produkty, nawet jeśli termin przydatności do spożycia już minął. Sama dojada, a jeszcze próbuje wcisnąć resztę innym!

Właśnie dlatego nie lubię chodzić do teściowej w gości. Bo zawsze próbuje coś wcisnąć z jedzenia, rzekomo żeby nas poczęstować czymś smacznym. Ale to, co podaje, wywołuje mdłości…

Teściowa stara się zachować wszystkie produkty, nawet jeśli termin przydatności do spożycia już minął. Oczywiście, jeśli produkty są już zupełnie zepsute, to ich nie je.

Barszcz się skwaśnił… nic strasznego! Można przegotować i dojeść. Najważniejsze to zdążyć. Ale to, że od barszczu strasznie śmierdzi i powinno się go wyrzucić do toalety, to dla teściowej nie problem.

To samo robi z kiełbasą, kiedy zaczyna lepić. Po prostu ją gotuje i dojada. Przecież nic złego się nie stanie według teściowej.

To samo robi z sałatkami. Stoją w lodówce kilka tygodni, a ona dodaje do nich nowy sos i dojada. Przy tym obcina pleśń z chleba, je przeterminowane słodycze (które powinno się było wyrzucić rok czy dwa lata temu).

I mój mąż był taki sam! Musiałam go długo i mozolnie oduczać takiego nawyku.

Przy tym chcę powiedzieć, że Oksana Wiktorywna ma ogromne problemy z przewodem pokarmowym, ciągle pije mnóstwo tabletek i leków. No tak, trawić takie produkty! I dobrze by było, gdyby Oksana Wiktorywna miała problemy finansowe, nie stać jej na zakup świeżych produktów, ale nie, ma porządne zarobki i możliwości na zdrowe odżywianie. Ale problem w tym, że gotuje zbyt dużo, a zjeść wszystko nie zdąża. I dlatego potem musi dojadać, nawet gdy produkty już należy wyrzucić.

Ja nie raz proponowałam teściowej pomoc finansową, byleby tylko kupowała sobie świeże produkty i nie jadła przeterminowanych.

Ale tu nie chodzi o brak środków finansowych. To kwestia światopoglądu Oksany Wiktorywny. Przyzwyczaiła się całe życie oszczędzać i jeść wszystko do końca, nawet zepsute.

Przy tym wszystkim jeszcze się na mnie złości, że odmawiam jej zostawiania u niej dziecka. A wszystko dlatego, że obawiam się o zdrowie swojego syna. Już było tak, że Oksana Wiktorywna go nakarmiła, a my potem jeździliśmy z nim po szpitalach. Dość!

Ostatnio zaprosiła nas z mężem do siebie na Nowy Rok. Ale ja nie mogę wymyślić, co by jej powiedzieć, żeby nie iść do niej. Przecież nas nakarmi przeterminowanym jedzeniem! A nie jeść się nie da. Oksana Wiktorywna będzie nas zasypywać tymi sałatkami i pytać, dlaczego nie chcemy jeść.

I wszystko byłoby świetnie, ona jest cudowną osobą, doskonałą teściową. Ale co zrobić z takim nawykiem? Ma możliwość kupowania normalnych świeżych produktów i nie wydawać pieniędzy na lekarstwa i lekarzy. Ale nie – i tak woli jeść przeterminowane! Nie sądzę, że jej organizm będzie długo to tolerować.