Trzeba wspierać męża tak długo, jak będzie to potrzebne

Marta i Weronika siedziały na ławce na placu zabaw, dyskutując o swoich bieżących problemach. Mąż Marty stracił pracę i od czterech miesięcy szuka nowej. Dziewczynę to już zaczęło denerwować. A tu jeszcze teściowa dolewa oliwy do ognia. Prosi, by nie piłować jej syna, a wspierać go. Przecież on szuka pracy. Ale Marta uważa, że siedzenie przez czterdzieści minut na stronach z ofertami pracy to za mało. Rano poświęci trochę czasu na szukanie i to wszystko. Resztę dnia spędza grając w gry. Trzeba podjąć jakieś większe kroki.

Przyjaciółka próbuje ją uspokoić. Przecież mąż nie jest leniem. Ma dobre wykształcenie. Zawsze pracował sumiennie. I dziedzina, w której działa, nie jest zła, prawo. Ale Marta mówi, że teraz prawników jest pełno. Wysyła CV, ale nikt nie dzwoni, nie zaprasza na rozmowy kwalifikacyjne. Jeśli nawet dojdzie do rozmowy, kończy się zawsze tak samo. Obiecują oddzwonić i tyle.

Dziewczynie wydaje się, że mąż już nawet nie szuka, bo od kilku tygodni jest całkowita cisza. Trzeba się starać, odpowiednio odpowiadać, dostosowywać CV do każdej oferty pracy, dodać coś, co przyciągnie uwagę do jego osoby.

Ostatnio Marta rozmawiała z mamą. Ona też uważa, że zięć nie stara się znaleźć pracy. Jest mu wygodnie w obecnej sytuacji. Całe dni leży na kanapie z laptopem, rodzice w weekendy przynoszą jedzenie. Żona pracuje, zarabia na codzienne potrzeby. Wszystko jest w porządku. Dlatego proponuje, aby wysłać męża szukać pracy osobiście. Jak kiedyś, dzwonić do organizacji, chodzić po firmach i pytać, czy nie potrzebują pracownika. Tak ojciec znalazł pracę, kiedy w ogóle pracy nie było. I znalazł taką pracę, że wszyscy mu zazdrościli.

Weronika uważa, że to nonsens. To nie te czasy. Do przyzwoitych firm nie da się tak po prostu wejść. Wszędzie ochroniarze, bramki, wejście na karty. Bez zaproszenia nie wejdziesz. Marta zgadza się z przyjaciółką. Jej mąż też tak uważa i prosi o cierpliwość. Może trzeba poczekać, nie nakręcać się. Praca jest, ale płaca mała. Wystarcza tylko na minimum. Trudno tak żyć, zwłaszcza w stolicy.

Dziewczyna powoli traci cierpliwość. Chce poczekać jeszcze dwa tygodnie i wyrzucić męża za drzwi, jeśli nic nie znajdzie. I wpuszczy go z powrotem tylko wtedy, gdy znajdzie pracę. Nie ważne, jako kto i gdzie. Chociażby jako taksówkarz, sprzedawca czy tragarz.

Czy też uważacie, że cztery miesiące na szukanie pracy to za dużo? Moskwa to miasto możliwości. Zawsze coś można znaleźć. Szczególnie, gdy ma się dobre wykształcenie, doświadczenie i odpowiedni wiek. Czy jednak nie ma limitu czasu na szukanie pracy? Szukać tak długo, jak to będzie potrzebne? A żona powinna po prostu wspierać męża?