Zbierałam pieniądze, chciałam kupić sobie mieszkanie i przepisać je na mamę, żeby mąż nie wiedział. Ale mama jest przeciw. Po prostu jej nie rozumiem

Maria jest zamężna od wielu lat, mieszka oddzielnie od rodziców w mieszkaniu, które odziedziczył po mężu. Mają dziecko w wieku szkolnym, oboje pracują. Maria wyszła z urlopu macierzyńskiego, gdy dziecko miało dwa i pół roku, do pracy u przyjaciółki, która niedawno odeszła z pracy i otworzyła “własną firmę”.

Wtedy to wszystko wyglądało jak przygoda, ale nikt specjalnie nie oczekiwał od pracy Marii dużych dochodów. Dobrze, że kwestia finansowa w ich rodzinie nigdy nie stała na ostrzu noża: mąż zawsze nieźle zarabiał i nie skąpił. Maria poszła do pracy nie dla pieniędzy, ale dlatego, że miała dosyć siedzenia w domu.

Od tamtej pory tak u nich zostało: pensja męża – to budżet rodziny, pensja żony – to jej osobisty dochód.

Mąż nigdy nie interesował się i nie pytał, ile tam, raz na zawsze przyjmując za aksjomat, że to jakieś śmieszne grosze. Natomiast na Marii przez te wszystkie lata spoczywał cały dom i dziecko. Odbierała syna z przedszkola i szkoły, chodziła na zajęcia dodatkowe, pilnowała lekcji, kupowała produkty, gotowała, sprzątała i prała.

Mąż pracował, wracał późno, wychodził wcześnie i prawie nie dotykał gospodarstwa.

Tymczasem biznes przyjaciółki nie tylko się nie spalił, jak przewidywali wielu, ale całkiem nieźle się rozwinął i zaczął przynosić dochód. Wraz z tym wzrósł również dochód Marii. Całą swoją pensję od razu wpłacała na konto z oprocentowaniem, i tam przez dziesięć lat zgromadziła sumę wystarczającą na zakup mieszkania. Mąż nawet nie domyśla się o tej sumie.

– Zawsze pamiętałam, że żyjemy w mieszkaniu męża, – mówi Maria. – Doskonale rozumiem: jeśli nagle coś się stanie, będę musiała wstać i wyjść, w czym stanę.

Teraz żyjemy dobrze, nikt nie myśli o rozwodzie, ale różnie bywa! Nie chcę wracać do matki, tym bardziej z nastoletnim synem, nie chcę! Postanowiłam kupić sobie mieszkanie, póki wszystko w porządku, będę wynajmować, a jeśli coś, będę miała dach nad głową.

Problem tylko w tym, że w małżeństwie mieszkania “tylko dla siebie” nie kupisz.

– Zwróciłam się do matki. Mówię, zróbmy tak – kupię nieruchomość na twoje nazwisko, a ty potem mi ją podarujesz. Mężowi powiemy potem, że sama uzbierałaś i kupiłaś mi. Po prostu prezent od matki dla córki.

Ale matka nagle odmówiła, wyobrażasz sobie? Nie chcę, mówi, brać udziału w twoich machinacjach, kłamać i wykręcać się! W rodzinie tak się nie postępuje! Chcesz, mówi, kłamać – kłam, ale beze mnie!

Maria jest zaskoczona takimi wypowiedziami i obrażona na matkę.

– W zasadzie nic od niej nie trzeba – tylko podpisać papierki w interesie córki i wnuka. Nie chce oszukiwać zięcia? Czyżby obca zasadniczo osoba była jej bliższa niż jej własna krew?

Teraz wszyscy tak robią. Małżeństwa rozpadają się naokoło tylko tak, nic stałego już dawno nie ma, ludzie, po piętnastu-dwudziestu latach razem, rozwodzą się i zostają z niczym, rozkładając ręce – nic, mówią, nie zapowiadało tego.

– Dlatego mądrzy i przewidujący ludzie się zabezpieczają, i to jest słuszne, uważa Maria.

I nie widzę tu żadnego oszustwa! – twierdzi Maria. – Pieniądze sama zarobiłam, sama uzbierałam. Nie jeździłam taksówkami, nie chodziłam po restauracjach, prowadziłam gospodarstwo oszczędnie, na wszelkie bzdury nie wydawałam. Mąż nie był w niczym ograniczony!

Ale matka to człowiek starej daty. Nawet takie małe kłamstwo nazywa głośnym słowem “machinacja” i nie chce w tym uczestniczyć.

Człowiek ma prawie siedemdziesiąt lat, a w głowie ma jakiś młodzieńczy maksymalizm! – smuci się Maria. – Uważam to za zdradę! Nigdy mi w życiu nie pomogła, nigdy nie dała ani grosza. Zwróciłam się do niej z prośbą tylko raz. I to – odmówiła.