— Agnieszka, przecież można im kupić mleko i chleb, jaki jest problem? Po co wspierasz takie dziwne zachowania?

W naszej przyjaźni z Agnieszką można było dostrzec historię przypominającą nieprzerwaną nić splecioną ze śmiechu, sekretów i wzajemnego zrozumienia. Jednak z biegiem czasu, jakby magiczna ręka, mieszała nasze karty w tej talii życia. Agnieszka wyszła za mąż, rozpoczynając nowy etap swojego życia, a nasza przyjaźń zaczęła tracić na intensywności.

Po wielu latach nasze spotkania stały się rzadkim wydarzeniem, a komunikacja ograniczała się do epizodów w mediach społecznościowych. Pięć lat minęło niepostrzeżenie, a w tym czasie Agnieszka została matką, co dodało jej życiu radości i nowych trosk. Potem, jakby tajemniczy powrót, Agnieszka napisała do mnie, wyrażając nostalgię i zaproponowała spotkanie. Pomysł zorganizowania wieczoru panieńskiego na mojej działce wydał się atrakcyjny, więc zebrałam wesołą grupę przyjaciółek.

Agnieszka przyjechała pierwsza, podczas gdy ja przygotowywałam wszystko na nasz wieczór. Nagle jej propozycja wyjazdu po zakupy przyniosła nieoczekiwany zwrot w naszej rozmowie.

— Czujesz się dobrze, idąc na zakupy? — zapytała nagle Agnieszka.

Początkowo nie zrozumiałam, o co chodzi.

— O co ci chodzi? — zdziwiłam się.

— Oto stojąca za nami kobieta tak na nas patrzyła…

— I?

— Zbił mnie z tropu jej wzrok. Gdybym mogła, robiłabym zakupy nocą, kiedy nikogo nie ma w supermarkecie. Nic z tego nie rozumiem.

Ta niespodziewana rozmowa zmusiła mnie do zastanowienia. Podczas ładowania toreb do samochodu Agnieszka zaczęła mówić o swojej córce.

— Tak mi przykro…

— Nad kim? Dzisiaj jesteś taka tajemnicza! — zauważyłam.

— Szkoda mi biednych…

— A ty co, bogata? Dlaczego się krępujesz, kupując zwykłe produkty?

— Nie wiem. Moja córka jest taka sama jak ja. Nie zjada swojej porcji i prosi, abym zanieśli resztę jedzenia na śmietnik dla bezdomnych.

Ten moment zmusił mnie do zwolnienia biegu myśli.

— Co robisz? — zawołałam, zauważywszy, że Agnieszka wyrzuca jedzenie.

— Nic, przepraszam…

Ta hojność mnie zaskoczyła. Wcześniej nie zauważyłam takiego zachowania u Agnieszki i jej córki.

— Pewnego razu zobaczyła bezdomnych koło śmietników. Grzebali w kontenerach w poszukiwaniu jedzenia.

— Agnieszka, przecież można im kupić mleko i chleb, jaki jest problem? Po co wspierasz takie dziwne zachowania? Chcesz nakarmić — rób to normalnie, a nie serwuj resztki. Jeśli teraz nie zatrzymasz tego, później może się to zemścić poważniejszym problemem.

— A co złego powiedziała moja córka?

Starałam się wytłumaczyć, że biedni ludzie nie są psami. To też ludzie, po prostu nie mają wystarczających dochodów. Jeśli nie nauczysz swojej córki odpowiedniego podejścia, może to stać się poważ

nym problemem.

— Dlaczego przekręcone? — zapytała Agnieszka.

Ale wszystkie moje próby przekazania jej sensu okazały się daremne. Nie zrozumiała mnie, poczuła się urażona i odjechała. Postanowiłam nie opowiadać o tym innym przyjaciółkom, bo sytuacja wydawała się dziwna.

Po pewnym czasie dowiedziałam się, że córka Agnieszki stała się nieznośna. Jej rodzice nawet zwrócili się o pomoc do psychiatry, ponieważ nie mogli sobie poradzić z jej zachowaniem. Nie chciałam snuć domysłów, ale fakty mówiły same za siebie.

Po prostu my, dorośli, musimy prawidłowo interpretować pojęcia, aby nasze dzieci kształtowały adekwatne postrzeganie świata wokół. Wychowanie musi być poprawne, inaczej nasze dzieci mogą mieć przekłamane wyobrażenia o rzeczywistości.

Nieważne, jak ona to nazywa — to nie przejaw miłosierdzia. To coś mrocznego i przerażającego. Zdecydowanie nie pozytywne. Ważne jest nauczyć dzieci prawidłowo widzieć i rozumieć świat, aby wyrosły na troskliwych i tolerancyjnych ludzi.