Babcia nie przychodzi do wnuków, ponieważ mają rozrzucone zabawki, a sama nie lubi spotykać się u nich – potem nie wszystko leży na swoim miejscu.

Teściowa rzadko pojawia się u nas w domu, nie dlatego że mamy napięte stosunki, utrzymujemy, można powiedzieć, koleżeńskie kontakty. Po tym, jak moja droga mama przekonała się, że przekształcanie dorosłej dziewczyny (mówię o sobie) jest bezcelowe, porzuciła to zajęcie, i jestem jej nawet wdzięczna za taką reakcję, że nie wtrąciła się w naszą rodzinę, dziękuję.

Do wnuków teściowa nie przychodzi, jak to robią inne babcie, niemal codziennie (na szczęście mieszka w sąsiednim domu), z dwóch powodów. Pierwszy, i główny, to mój stosunek do porządku w mieszkaniu. Jego dwoma słowami można wyrazić jako – bez przesady. A po drugie, teściowej nie podoba się, jak nasze dzieci bawią się i znajdują sobie zajęcie – mogą rozstawić swoje samochody-ciągniki-samoloty-parowce gdziekolwiek, organizując kolejną budowę, lotnisko lub jeszcze inny obiekt. Technika uzupełniana jest klockami, domekami z “lego”, i czymkolwiek jeszcze, co tylko może wymyślić dziecięca wyobraźnia. Ja i mój mąż już przyzwyczailiśmy się, że jeśli korytarz jest zagrany zabawkami, trzeba ostrożnie się między nimi przemieszczać, a jeszcze lepiej – wziąć udział w budowie, bitwie lub innym poważnym wydarzeniu. Jeśli bracia zaczynają rysować, muszą mieć rozłożone po pokoju wszystkie warianty do sztuki – ołówki, flamastry, farby, kredki i tak dalej. Odpowiednio, nasze poruszanie się po mieszkaniu znowu jest ograniczone. Taki rozmach dziecięcej twórczości dlaczegoś irytuje teściową:

– Co za dziwactwa, siadli przy stoliku i namalowali, posprzątali ołówki – wzięli farby, skończyli malować – można wyciągnąć samochody…

I tak w nieskończoność. Chłopcy zawsze słuchają takich babciowych rad z prawdziwym zdziwieniem na twarzy, jak gdyby mówiła, że to nie jest zabawa, jeśli trzeba zmieścić się na powierzchni stołu?

Na początku naszego życia rodzinnego, teściowa też dawała mi wskazówki, jak właściwie składać ubrania, bieliznę, że wszystko musi być posortowane, wyprasowane (nawet skarpetki), buty powinny być przechowywane w torebkach, opakowaniach, a te, które są w codziennym użytkowaniu – wystawione na półkę, każdy na swoim miejscu, ładnie, “na wzrost”, aby cieszyć oko wojskową równą linią obcasów lub skarpetek (tu teściowa pozwalała na wybór). To samo dotyczyło łazienki – szampony według rangi, kremy – podobnie, grzebienie – każdy w osobnym kubeczku. Porządek według teściowej powinien obejmować wszystko – proszek do prania, papier toaletowy, łyżki-widelce, garnki-patelnie, i nie tylko zalecała przestrzegać tego, ale i sama próbowała pokazać, co i jak, dopóki ja grzecznie jej nie poprosiłam o nieinterweniowanie.

U siebie w domu teściowa prowadzi dokładnie taki sam ład – każda rzecz wie, gdzie jest jej miejsce, leży (stoi) dokładnie tak, jak powinna to robić (można odnieść wrażenie, że rzeczy u teściowej były ożywionymi przedmiotami i bały się znaleźć się nie tam, gdzie powinny być). Pewnego razu żartowałam, że brakuje tylko spisu rzeczy w każdym pokoju i inwentarzowych numerów. Teściowa obraziła się i odpowiedziała, że lepiej zapis niż taki bałagan, jaki u nas.

Dlaczego uważa za bałagan normalny stan mieszkania, nie wiem. Kiedy przyjmujemy gości, naturalnie, przygotowujemy się, robimy generalne porządki, usuwamy wszystko zbędne spod nóg, staramy się uporządkować maksymalnie, nawet zmuszamy dzieci do zapełnienia półek zabawkami, a nie wsadzania ich, jak zwykle, pod łóżka i w inne tajne miejsca. Ale żyć każdego dnia w takim tempie, przepraszam, to można zwariować!

Kiedy odwiedzamy teściową, to gołym okiem widać jej paniczny, niemal przedzawałowy stan – jak to możliwe, wnuki porzuciły buty u progu, biegają tam i z powrotem, zaglądają do szkatułek, używają niewłaściwego ręcznika itd. Lekko przesunięte zasłony i lekko zsunąte pokrowce na kanapie rzucą babcię w szok: “Co wy tutaj robicie ?!”

Kiedy nasze małe wulkany były jeszcze bardzo małe, kilka razy, podczas wizyt u teściowej, była konieczność zmienienia im pieluszek. To była po prostu katastrofa! Jak to możliwe – w “muzeum

” i taka profanacja! Wtedy nawet pokłóciliśmy się z teściową, choć każda z nas pozostała przy swoim zdaniu.

Pewnie teściowa nigdy nie zrezygnuje ze swojej obsesji na punkcie idealnego porządku. Dzięki Bogu, że druga babcia, moja mama, patrzy na świat zupełnie inaczej. W jej domu wnuki czują się jak ryby w wodzie – mogą się rozwinąć. Po ich odejściu babcia dostaje “wielopiętrowe” z drabiny i stołki, “wieże” z garnków i inne kreatywne wynalazki, ale mama nigdy nie nerwuje się, wręcz przeciwnie, z zainteresowaniem pytają o “cechy” konstrukcji i do czego co służy. Fotografuje konstrukcje i chwali się przyjaciółkom, jakie ma wnuki. Po naszym wyjściu znów układa wszystko na swoje miejsca, aby przy następnym najściu szanse na to, że “części” znów znajdą się pośrodku pokoju.

Uważam to za normalne zjawisko, a teściowa, gdy teściowa pokazała jej kilka zdjęć, przestraszyła się:

– Jak wy pozwolicie im takie rzeczy robić u siebie w domu ?!

Tak, pozwalamy. A czemu nie?