Co to znaczy, że wyjeżdżasz? A kto z dziećmi zostanie?

Odmówiłam wzięcia wnuków na czas letnich wakacji, dzieci nazwały mnie złą babcią. Mam dość tego, że traktują mnie jak darmową opiekunkę. Dlatego w tym roku zaplanowałam wyjazd do krewnych. Siostra długo mnie zapraszała, ale ciągle nie mogłam się zdecydować. I oto w końcu postanowiłam spędzić lato nad morzem.

Wychowałam swoje dzieci, dorosły. Oboje mają już po 30. Każde założyło rodzinę i ma dzieci. Syna widuję częściej, córkę tylko od święta i latem. Kiedyś gratulowała mi urodzin, odwiedzała, a teraz raz w roku przywozi wnuczkę na lato, a potem po wakacjach zabiera. To wszystko!

Mam troje wnuków w podobnym wieku. Od 7 do 10 lat. Mam dom na przedmieściach, jestem emerytką, więc ciągle w domu. Dlatego z radością przyjmowałam u siebie wnuki. Rozbawiają mnie przez całe ciepłe pory roku. Dobrze się z nimi czuję, ale z wiekiem męczy mnie ich hałas. Bardzo aktywna młodzież.

Dzieci przywożą wnuki i rozjeżdżają się do domów. Nie spodziewaj się pomocy w ogrodzie czy w domu. Są ciągle zajęci i w biegu. Wnuki są rozpieszczone, więc trudno mi nimi zarządzać – kapryszą, domagają się czegoś, kłócą się ze mną. Około miesiąca zajmuje mi przywrócenie ich do porządku.

Gdy są czymś niezadowoleni, od razu dzwonią do rodziców z skargami. A potem kłócą się ze mną. Muszę im gotować różne dania i dużo. Każdy wyraża swoje życzenia, a ja muszę wszystkim dogodzić. Dokąd to zmierza. Ostrzegałam dzieci, że to dla mnie trudne, ale one nie zwracają uwagi na moje słowa. Wnuki nie słuchają ani trochę. Przez kilka lat żyłam w stresie, a teraz mam dość dostosowywania się do każdego, dogadzania wszystkim. Lepiej by wychowywali dzieci, bo sami nie potrafią, a mi nie pozwalają. Próbują usprawiedliwiać ich niedopuszczalne zachowanie.

Dlaczego przed nimi tańczysz? Synową od razu ostrzegłam, że w swoim domu będę ustanawiać własne zasady. Nie tak? Zabierajcie dzieci i dogadzajcie im sami. Ile będziesz znosić takie traktowanie?

Ona wyróżnia się sprawiedliwością i surowością, nie pozwala nikomu usiąść sobie na głowie. Kiedy wiosną zaprosiła mnie ponownie do siebie, od razu się zgodziłam. Ile tej życia zostało? Dzieciom z góry powiedziałam o swojej decyzji, że w tym roku poświęcam czas sobie. Ale oni mi nie uwierzyli. Zimą z góry zamówiłam bilet na pociąg. Wiosną syn i córka zaczęli dzwonić i oburzać się, że nie mają gdzie zostawić dzieci.

Może weźmiesz wnuczkę? Gdy sami z nią wyjedziemy nad morze. – prosiła mnie córka.

Ale odmówiłam. Chcę odpocząć, a nie rozpraszać się i brać na siebie odpowiedzialność. Syn również błagał mnie, bym zabrała jego dzieci ze

sobą. Chociaż są bardziej wychowane u nich, spokojniejsze, tylko od synowej zawsze tyle pouczeń! Ależ nie. To też kłopotliwe. Dzieci szantażowały mnie, groziły. Podobno tak na mnie liczyły, a ja je zawiodłam. W ogóle to dawno ich o wszystkim uprzedziłam.

I oto już przyjechałam nad morze, odpoczywam, cieszę się życiem. Wystawiam zdjęcia w mediach społecznościowych. Córka postanowiła skomentować zdjęcie: “Babcia nad morzem, a wnuczka w mieście się męczy”. Nic nie odpowiedziałam, nie chcę się kompromitować. Synowa nawet wszędzie mnie zablokowała – to im gorzej.