“Drugie ja” mojego mężczyzny

Od dwóch dni nie mogę znaleźć sobie miejsca po scenie, której musiałam być świadkiem. A przestraszyło mnie to.

Spotykam się z Nikołajem od trzech miesięcy. Jest ode mnie starszy o dwa lata i do swoich 35 lat dosłużył się stanowiska zastępcy dyrektora w dużym przedsiębiorstwie. Zawsze wygląda solidnie, jeździ dobrym autem, ze mną zachowuje się uprzejmie i kulturalnie. Poznaliśmy się na wspólnym wydarzeniu. Nasze firmy zajmują się sprzedażą tych samych produktów. Nikołaj zaprosił mnie na randkę, poszliśmy do restauracji, podarował mi piękny bukiet kwiatów. Przegadaliśmy cały wieczór i jedyne, co mnie zaniepokoiło, to fakt, że taki udany mężczyzna wciąż mieszka z mamą.

Nie spieszę się z zamieszkaniem z Nikołajem, miałam już nieudane małżeństwo, wyszłam za mąż, a potem dopiero zrozumiałam, że to zupełnie nie mój człowiek. Mój obecny mężczyzna ciągle pyta, kiedy wreszcie zamieszkamy razem, ale odpowiadam, że jest jeszcze za wcześnie, że chcę poczuć romantykę okresu bukietowo-czekoladowego.

A niedawno usłyszałam coś, co teraz nawet nie wiem, jak postąpić. Wszedłam w przerwie obiadowej do kawiarni, do której chodzą na lunch pracownicy z firmy Nikołaja. Do stolika usiadło kilka dziewczyn, które pracują pod kierownictwem mężczyzny, z którym się spotykam. To, co od nich usłyszałam, wprowadziło mnie w szok. Okazuje się, że Kola regularnie poniża i obraża swoich podwładnych. Jedna skarżyła się, że nazwał ją “idiotką”, inna mówi, że ciągle nazywa ją “głupią”. Jeszcze jedna dziewczyna w ogóle nie wytrzymuje ciągłych zarzutów i grubiaństw i zamierza zmienić miejsce pracy.

Nie mogłam uwierzyć, że ten szef-kozioł i mój uprzejmy i grzeczny Nikołaj, który wciąż mieszka z mamą, to ta sama osoba. Nie wiem, jak z nim o tym porozmawiać, ale przeraża mnie ta jego strona. Zaczęłam myśleć o tym, że może lepiej się rozstać, zanim nasze relacje staną się bardziej poważne. Możliwe, że jego uprzejmość i grzeczność to tylko maska.