Jak pozbyłam się natrętnej teściowej. I przy tym zachowałam wspaniałe relacje z mężem

– Damian! Będziesz wkrótce w domu?

– Już jadę, za jakieś dwadzieścia minut.

– Wpadnij do sklepu, kup butelkę wina i dobrego sera.

I Damian zrozumiał, że przyjechała jego mama, a żona stara się z całego serca. Swoich rodziców Lena przyjmowała prościej, przyjeżdżali głównie, gdy młodzi potrzebowali pomocy.

Lena była idealną żoną. Damian nigdy nie znalazłby kobiety bardziej oddanej i niezawodnej. Kochała delikatnie, gorąco, namiętnie i wiernie. Dla męża Lena była gotowa na wszystko. A już pięknie przywitać teściową było dla niej świętym obowiązkiem.

Lena dorastała w rodzinie otoczonej miłością i uwagą. Damian wydawał się jej dorosłym, ustatkowanym mężczyzną, szalenie przystojnym, cały taki wysportowany, zawsze wesoły, duszą każdego towarzystwa.

Jego rówieśnicy jeszcze siedzieli na karku u krewnych i wcale nie spieszyli się z zarabianiem pieniędzy, podczas gdy on już miał solidne stanowisko w dużej firmie i własne mieszkanie, choć na kredyt.

Damian zabiegał o nią pięknie. Drogie prezenty i bukiety wzbudzały zachwyt i zazdrość przyjaciółek. Na propozycję wyjścia za mąż, naturalnie, nie mogła być innej odpowiedzi.

Ale w bonusie do ukochanego męża dostała teściową, Irenę Siergiejewną, która sama wychowała syna i poświęciła mu swoje życie.

Mama Leny zawsze mówiła córce.

– Wyjść za mąż to nie problem, ale żyć z mężem długie szczęśliwe życie udaje się nie zawsze, trzeba mieć mądrość i cierpliwość. I bardzo ważne jest dobre stosunki z teściową, szczególnie jeśli twój mąż jest jej jedynym synem. Nie zapominaj, że to ona wychowała i wychowała dla ciebie takiego mężczyznę.

Lena starała się być dobrą synową, witała teściową jak ukochanego drogiego gościa. Tylko trochę przesadziła, a mąż ostrzegał.

– Oj, zobaczysz, spodoba się matce u nas, wprowadzi się do nas na stałe. – Żartował Damian. – A potem będziecie mi narzekać na siebie. Ona jest kobietą kapryśną.

I mimo że mieszkanie jej było na drugim końcu miasta, Irena Siergiejewna przyjeżdżała coraz częściej, otwierała drzwi własnym kluczem, panoszyła się w kuchni. I im dalej, tym bardziej natarczywie teściowa wkraczała do domu syna.

Od jej stałych wizyt zaczęli męczyć się. Wróciwszy z pracy, chcieli się zrelaksować i odpocząć. Praca Leny była trudna, cały dzień z ludźmi i wieczorem po prostu męczyła się od komunikacji. A tu jeszcze trzeba było wysłuchiwać teściową z jej radami i zaleceniami.

Zostawić teściową na mężu się nie udawało, Irena Siergiejewna lubiła rozmawiać tylko z synową.

W weekendy teściowa przyjeżdżała wcześnie rano, żeby przygotować młodym śniadanie.

– Przecież to ty ją zaprosiłaś, czemu się denerwujesz i biegniesz ją witać. Sama przygotuje śniadanie i nas jeszcze nakarmi, mama smacznie gotuje. Zrelaksuj się, odpocznij, masz wolne.

Kilka razy już kupowali mamie wycieczkę do sanatorium. To był odpoczynek dla młodych, ale nie długi. Po powrocie mama przyjeżdżała z prezentami, opowiadała, jak za nimi tęskniła, i zasiedziała się jeszcze dłużej.

I to tak męczyło, że czasami nawet nie chciało się być w domu, a na weekendy Lena starała się planować sobie wizytę u fryzjera, wizyty w salonie, masaż. Czasami po prostu iść na zakupy lub usiąść w kawiarni z przyjaciółką.

– Lenoczko, no dokąd ty całe weekendy odchodzisz? Weekendy trzeba spędzać w rodzinie. – Zauważała teściowa.

Tak, i Lena zaczęła zauważać, po rozmowach teściowej z synem, Damian zaczął wyrażać niezadowolenie. To zupa była tłusta, dużo cholesterolu, to koszule w szafie wiszą nieprawidłowo. Wskazywał na niedociągnięcia, których sam by nigdy nie zauważył.

I Lena zrozumiała, że przesadziła ze staraniami, trzeba poprawić sytuację. Przy porannej kawie zaproponowała mężowi.

– Swietłana z Michałem wyjeżdżają na weekend do pensjonatu, są dwa miejsca, zapraszają nas. Jedziemy?

– Jeśli dobry pensjonat, to czemu by nie spędzić weekendu poza miastem.

– Oni tam nie pierwszy raz, bardzo się podoba. Nowy budynek, uprzejmy personel, plus sauna i ryby. Postaraj się wyjść z pracy godzinę wcześniej, przyjadą po nas w piątek.

Odpoczęli wspaniale. Lena była szczęśliwa. W rozmowie z przyjaciółką podzieliła się problemem z natrętną teściową.

– I obrażać jej nie chcę, Damian bardzo kocha mamę. Ale jej tak dużo stało się w naszej rodzinie, rzadko już zostajemy sami. Teściowa niby stara się nam pomóc, ale ta jej pomoc już nam zalega w gardle.

– Słuchaj, przyjaciółko! Chcesz dobry pomysł!?

Swietłana była pełna pomysłów i propozycji, nie zawsze udanych, właśnie dlatego w młodości dziewczyny czasami wpadały w zabawne historie.

– Trzeba ją wydać za mąż, znajdziemy jej kawalera, i nie będzie miała czasu za wami podglądać. U mnie w pracy nawet jest mężczyzna na oku.

– No widzisz! Ja mówię poważnie, mi nie do żartów. Nie ma nawet przyjaciółek, co dopiero kawalera. Przecież ona kocha synka.

– Trzeba wam dziecko urodzić, będzie zajmować się wnukami.

– Co ty, nie mogę sobie nawet wyobrazić. Wtedy przecież wprowadzi się do nas.

Wrócili do domu odpoczęci i szczęśliwi. Przytępione pracą i codziennością uczucia, zapłonęły na nowo. Lena znowu widziała długi, zachwycony, świecący wzrok męża. Obiecując sobie częściej odpoczywać razem, bywać na łonie natury, planowali już na następne weekendy.

A w domu czekała niezadowolona teściowa.

– Co wam, w domu nie można odpocząć,

wyjechaliście, nawet nie uprzedziliście.

– Mama, no co ty mówisz. Ja ci jeszcze w piątek w południe zadzwoniłem i powiedziałem, że wyjedziemy na cały weekend. I w ogóle, dosyć już nas kontrolować.

– Przyjechałam, czekałam na was. – Na twarzy Ireny Siergiejewnej były łzy. I Damian po raz pierwszy podniósł głos na matkę.

– I przestań do nas przyjeżdżać bez uprzedzenia, i klucze u ciebie nie po to, żebyś w każdej chwili przychodziła do naszego mieszkania. Bądź uprzejma, przynajmniej dzwonić przed przyjściem.

Matka zło spojrzała na synową, choć Lena milczała i nie wypowiedziała ani słowa, ale teściowa uznała, że wszystko to z jej inicjatywy. Zaczęła się zbierać i w przedpokoju rzuciła klucz na półkę.

Kilka chwil ciszy po stłumionym trzasku drzwi. Lena patrzyła w oczy męża z niepokojem. Ale jego oczy błysnęły w słabym świetle, a usta rozciągnęły się w czarującym uśmiechu. Delikatnie objął żonę, przycisnął do siebie, czule spojrzał w oczy i z uśmiechem powiedział.

– Jesteś moim szczęściem. I nigdy się o nic nie martw. Jestem z tobą. I z mamą wszystko się ułoży, sama ją rozpieszczałaś swoim dobrym stosunkiem. Ona u mnie dobra, ale też trzeba jej wszystko właściwie tłumaczyć.

Po dwóch dniach zadzwoniła Swietłana.

– Masz wolny wieczór? Wpadnij w odwiedziny, mam propozycję.

– Daleko potem jechać. Spotkajmy się w centrum w kawiarni na kolację, pogadamy. Mamy konflikt z teściową.

Lekka muzyka i aromat kawy relaksowały. Lena słuchała przyjaciółki i dziwiła się jej inicjatywie.

– Znajomi sprzedają działkę. Moi rodzice też mają tam działkę niedaleko. Miejsce świetne. Przytulny domek, działka sześć arów. Dwa lata bez właściciela, budował dla siebie, na sumieniu. Jedziemy w weekendy zobaczyć.

– Ale nam nie potrzebna działka, tak, jeśli kupimy, to nową, albo będziemy budować według własnego projektu.

– Nie wam, teściowej. Zawieziecie na działkę, i niech się tam bawi całe lato. Działki stare, tam więcej ludzi w jej wieku. Ogólnie, jedziemy oglądać w weekendy, sprzeciwy nie są przyjmowane. A dalej będziecie decydować.

– Teściowa nigdy nie marzyła o działce.

– Skąd wiesz, o czym ona marzyła. Latem na łonie natury w jej wieku. Niekoniecznie tam harować. Trawnik, kwiatki. I nam będzie gdzie spędzać razem weekendy.

W weekendy pojechali. Damian przyjął ten pomysł wspaniale.

– W marcu mama ma jubileusz, oto będzie jej prezent. Z góry nic nie będziemy mówić. I jeśli wszystko się spodoba, przystępujemy do formalności.

Jubileusz teściowej obchodzili w domu, miała niewielu przyjaciół, sąsiadka i dawna przyjaciółka z mężem. I syn uroczyście wręczył jej dokumenty na działkę, czym zaskoczył zarówno teściową, jak i gości. Wzniesiono toast za zdrowie, dług

owieczność i początek życia na działce.

– Większą radością byłoby dla mnie, gdybyście sprawili mi radość wnukami – nie do końca wesoło podziękowała teściowa za prezent. – Zdecydowaliście wysłać matkę dalej, znudziła się.

Następnego dnia pojechali pokazać matce działkę. I wtedy oczy matki rozweseliły się. Świeciło słońce, w tym roku wiosna przyszła wcześnie, śnieg prawie stopniał, z ziemi wyłoniły się pierwsze kwiatki.

Domek dobry, zadbany. Synowa postarała się, posprzątała, kupili nową zastawę i powiesili nowe, świeże zasłony. Zabrali mięso, upiekli szaszłyki. Na zapach szaszłyków wpadli sąsiedzi.

– A my patrzymy, pojawili się nowi właściciele. Miło poznać. Poprzedni właściciele byli ludźmi dobrymi i towarzyskimi, mamy nadzieję, że i wy podtrzymacie ich tradycje.

A dalej za poznanie, za początek sezonu działkowego, za nowych sąsiadów. W domu znaleźli stary gramofon, włączyli muzykę. I bardzo wesoła impreza się zrobiła. Irena Siergiejewna już czekała na następne weekendy, i wszyscy razem znów jechali na działkę. Swietłana z Michałem też jechali z nimi.

– No widzisz, wcześniej wszystkie weekendy teściowa u nas była, a teraz będziemy ją wozić na działkę. – Damian uśmiechnął się do żony. Nie pomyliliśmy się z prezentem.

—————————————————————————–

Minęły trzy lata. Kolejne urodziny Ireny Siergiejewnej świętowano na działce.

Przy dużym stole zasiedli najbliżsi i przyjaciele. Obok Ireny Siergiejewnej miejsce przy stole zajął sąsiad z działki Jan Pietrowicz, wdowiec z samochodem, który w zamian za smaczne obiady świadczył sąsiadce usługi transportowe.

Po prawej stronie teściowej Lena z mężem i dwuletni syn Andrzej – urok babci. Przyjechała również przyjaciółka z mężem i sąsiadka z mieszkania – często przyjeżdżały do przyjaciółki latem. Swietłana z Michałem i córeczką Ksienią też przyszli pogratulować teściowej przyjaciółki. Dwie przyjaciółki sąsiadki przyszły nieco później, każda przyniosła swoje domowe przetwory.

Świeciło ciepłe wiosenne słońce, przy stole było głośno i wesoło. Nadeszła wiosna.