— Jesteś ofiarą marketingu! — zarzucił mi mąż

Jesteśmy z Tomaszem w związku małżeńskim już od 15 lat. Okres adaptacji dawno minął. Uważam, że na swój wiek wyglądam bardzo dobrze, bo ciągle łapię na sobie spojrzenia mężczyzn. Oczywiście, trzeba inwestować pieniądze, aby zatrzymać starzenie.

Myślałam, że po tylu latach małżeństwa mąż już przywykł do takich wydatków. Tak, wydaję dużo na siebie, ale nie żałuję tego.

— Po co ci kolejne buty? Ja drugi rok noszę te same — oburzył się mąż.

Wydaje mi się, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego mężczyźnie wystarczy jedna para butów, a kobieta potrzebuje więcej. Zwłaszcza że mąż pracuje na fabryce i zawsze przebiera się w robocze ubranie. Ja pracuję w biurze i muszę wyglądać perfekcyjnie. Dlatego kupuję sobie dużo ubrań i butów.

— Po co chodzisz do kosmetyczki? I tak jesteś piękna — mówi on.

Pewnie jestem piękna, bo regularnie wykonuję różne zabiegi. Czy on myśli, że tani krem czyni ze mnie piękność? Bez botoksu i innych zabiegów nie wyglądałabym tak młodo, to fakt. Oczywiście, pielęgnacja wymaga sporych wydatków.

Zresztą, o kosmetykach też często się kłócimy. Pewnego razu mąż zobaczył cenę mojego kremu i prawie zemdleł. Choć to nie najdroższa marka, tylko produkt codziennego użytku. Mąż przez trzy godziny narzekał, że w naszym sklepie obok można by za te pieniądze kupić cały koszyk kremów.

— Pomadka za dwa tysiące? — następnym razem oburzył się.

— Tak, jest na przecenie.

— Na przecenie? Ja ci mogę taką samą kupić dziesięć razy taniej.

Jasne, mówił o taniej kosmetyce, której już dawno nie używam. Wiem, że wszystko musi być dobrej jakości, żeby później nie było problemów.

— Kochanie, nie będę oszczędzać na kosmetykach. Tanie środki kupują uczennice i studentki, które same nie zarabiają pieniędzy, a rodzice nie dają im dużo. Potrzebuję pomadki, która pielęgnuje skórę i nie rozmazuje się przez cały dzień.

W domu słuchałam przemówienia o tym, że wszystkie kobiety są głupie i ofiary marketingu, bo kupują drogie kosmetyki, a one niczym się nie różnią od tanich. Podobno tylko na ładne opakowania się nabieramy.

Ta rozmowa mnie rozzłościła. Po pierwsze, mąż się myli, a po drugie — wszystko kupuję za swoje pieniądze.

Do budżetu domowego dokładam nie mniej niż mąż. Więc jakie mogą być pretensje? Sama zdecyduję, na co i jak wydawać zarobione pieniądze. Wolę kupić jedną drogą pomadkę niż dziesięć zwykłych o okropnej jakości.

Postanowiłam przypomnieć mężowi, jakie on robi zakupy:

— Mówisz, że ja trwonię? A po co kupiłeś ten gwiaździsty sufit za 6 tysięcy?

To zwykłe oświetlenie, które niby imituje gwiaździste niebo. Szczerze mówiąc, wygląda głupio i tanio.

Nie rozumiem, po

co wydawać pieniądze na taką bzdurę, skoro mąż nawet nie rozpakował tego. Po prostu zobaczył u znajomego i sobie zamówił. Tak to stoi do tej pory.

Nigdy wcześniej nie komentowałam zakupów męża. Ale skoro on zaczął, dlaczego ja miałabym milczeć?

— A w zeszłym miesiącu kupiłeś gogle VR. Używasz ich? — zapytałam.

Mąż zaczął się tłumaczyć, że po prostu nie ma wolnego czasu. A jeszcze stwierdził, że nie są drogie, bo to nie oryginał.

— I jaki z nich pożytek, poza tym, że kurzą się na szafie? Dla kogo je kupiłeś? — zapytałam.

Kłóciliśmy się do nocy. Nie wiem, jak to się skończy, ale na pewno nie zamierzam oszczędzać na sobie. Nie uważam, że dbanie o swoją młodość i piękno to marnotrawstwo. Czyż nie mam racji? A w końcu, wydaję swoją własną pensję tam, gdzie chcę.