Kiedy Anna wychodziła za mnie za mąż, wiedziała, że mam syna z pierwszego małżeństwa. Przed ślubem nie sprzeciwiała się naszym kontaktom, ale teraz żona jakby się zmieniła. Nie wiem, jak być. Jak wytłumaczyć, że była żona i syn zawsze będą w moim życiu. Że nie mogę ich tak po prostu zapomnieć. I rozwód też nie jest rozwiązaniem

Moje pierwsze małżeństwo okazało się nieudane, rozwiodłem się, gdy mój syn miał zaledwie trzy lata. Nie udało się rozstać się z pierwszą żoną pokojowo. Bardzo długo nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka po tym. Zbyt mocno opiekowała się synem, nie oddalając go od siebie nawet na krok, nie ufając mi nawet na godzinę.

Ta sytuacja była trudna nie tylko dla nas, ale i dla dziecka. Syn dorastał przestraszony i bardzo nerwowy. W walce o niego w sądzie przegrałem, mimo że walczyłem przez cały rok. W efekcie mogłem mieć tylko spotkania kilka razy w tygodniu w jej obecności.

Było nam obojgu ciężko. Nie mogła po prostu być obok. Wtrącała się w nasze gry, rozmowy, nie podobało jej się nawet jak ubierałem go w sweter. Wkrótce w ogóle przestała pozwalać mi widywać syna.

Ostatecznie odwiedzałem go w przedszkolu od czasu do czasu, to była nasza jedyna szansa spędzić razem czas, chociaż i temu próbowała przeszkodzić moja była żona. Obmawiała mnie wychowawcom, starała się zakazać spotkań. Ale jej się to nie udało, ponieważ w tym przedszkolu mnie dobrze znali, często pomagałem im malować, naprawiać, nigdy nie odmawiałem pomocy. Wiedzieli, że nie jestem taki, jakim próbuje mnie przedstawić.

Po roku spotkałem Annę. Wkrótce się pobraliśmy. Wiedziała, że mam syna, że płacę alimenty, ale jej to odpowiadało. Ponieważ nie poświęcałem mu zbyt wiele czasu i myślała, że tak będzie zawsze. Ale moja była żona również do tego czasu ułożyła sobie życie. Poznała mężczyznę, wyszła za mąż i trochę się uspokoiła.

Udało nam się dojść do porozumienia. Było jej nawet wygodniej, żebym sam spotykał się z synem, spacerował z nim sam, zwalniając jej czas. Zaczęły się dodatkowe wydatki. Prezenty, zabawki, atrakcje. Wydatki niewielkie, ale prowadzimy budżet wspólnie z żoną, więc od razu je zauważyła.

Zaczęły się nieporozumienia. Na początku zaczęła mi przypominać, jak zła była moja była żona, jak mnie obrażała wśród naszych wspólnych znajomych i nadal to robi. Nazywając mnie złym ojcem i opowiadając, że porzuciłem syna. Mówiła, że manipuluje mną i wciąga mnie w swoje warunki. Mówiła, że potem znowu ograniczy moje spotkania z synem, znowu będzie przeszkadzać nam się widzieć, gdy znajdzie trochę wolnego czasu. Prosiła, żebym nie wydawał pieniędzy na niego poza oficjalnie przyznawanymi alimentami.

Nie żyjemy bogato i nie szastamy pieniędzmi. Słuchałem jej i nie rozumiałem, co ma do tego mój syn. Nasze relacje z żoną nie mają na niego wpływu i nie powinny sprawiać, że straci cokolwiek. Bardzo jest podobny do mnie zarówno zewnętrznie, jak i charakterem. Dobry, ciekawski.

Ale żona jest przeciwna. Bardzo nie chce, żebym wprowadzał go do naszego życia, uważa czas spędzony z nim za skradziony jej. Mówi, że jeśli nic się nie zmieni, złoży pozew o rozwód. Sprawa w tym, że Anna jest teraz w ciąży i takie jej wypowiedzi na razie przypisuję jej stanowi, ale bardzo mi się to nie podoba.

Bardzo ją cenię i kocham, we wszystkich innych relacjach jest wspaniała. Gotuje pysznie, wspiera mnie, dba o mnie. Ale jej zazdrość czasami przekracza granice.

Nie wiem, co robić. Jak wytłumaczyć, że dziecko to nie zabawka? Że była żona i syn zawsze będą w moim życiu. Że nie mogę ich tak po prostu zapomnieć. I rozwód też nie jest rozwiązaniem, zwłaszcza że wkrótce będziemy mieli dziecko.