Mam 65 lat i żyję sam. Moja starsza córka często przyjeżdża do mnie, pomaga w gotowaniu, sprzątaniu i za każdym razem przypomina mi o byłej żonie, jakby popychała mnie do podjęcia decyzji. Moje dorosłe dzieci z pierwszego małżeństwa na wszelkie sposoby próbują przekonać mnie do pojednania się i zamieszkania z byłą żoną. Twierdzą, że razem na starość jest lepiej. A ja nie chcę

Mam 65 lat, 25 lat temu rozwiodłem się z pierwszą żoną, z którą żyłem prawie 20 lat. Wyszliśmy za mąż młodo, mieliśmy zaledwie 20 lat. W małżeństwie mieliśmy dwie córki. Żyliśmy normalnie, ale gdy obydwoje mieliśmy po 40 lat, zdecydowaliśmy się rozstać. Powodem była zdrada mojej żony.

Rozchodziliśmy się trudno, ale wszystko skończyło się pokojowo. Wtedy dobrze zarabiałem, mieliśmy duży dom na przedmieściach, który po rozwodzie zdecydowałem zostawić byłej żonie i dzieciom. Jedna córka miała wtedy 18 lat, druga – 16.

Pomimo napiętych trudnych relacji z byłą żoną, utrzymałem relacje z dziećmi, brałem udział w ich życiu i pozostałem dla nich dobrym ojcem. Gdy córki wychodziły za mąż, pomogłem im zorganizować wesele, dołożyłem pieniędzy do zakupu mieszkania. Każda córka ma dwupokojowe mieszkanie. Mimo rozwodu, z córkami utrzymałem ciepłe rodzinne relacje.

Prawie natychmiast po rozwodzie spotkałem swoją drugą żonę, którą bardzo pokochałem, i z którą żyliśmy razem ponad dwadzieścia lat. Jej córka dla mnie jak własna i mamy z nią wspaniałe relacje. Nawet jestem wdzięczny pierwszej żonie za zdradę, inaczej bym nie spotkał Marii, tej wspaniałej kobiety, z którą przeżyłem wspaniałe życie.

Niestety, rok temu odeszła. Moja druga żona niespodziewanie dla wszystkich opuściła ten świat. Dla mnie była to nieodwracalna strata. Podczas naszego wspólnego życia kupiliśmy duże trzypokojowe mieszkanie, ale teraz zostałem w nim sam. Córka Marii też dawno wyszła za mąż i wyjechała z mężem za granicę. Nadal pracuję, dobrze zarabiam i czuję się dobrze.

A teraz moi dorośli dzieci z pierwszego małżeństwa na wszelkie sposoby starają się przekonać mnie do pojednania się i zamieszkania z byłą żoną. Twierdzą, że razem na starość jest lepiej. A ja nie chcę. Dla mnie to zupełnie obca osoba. Osoba negatywna pod każdym względem. A ja po mojej drugiej żonie w ogóle nie mogę patrzeć na pierwszą.

Moja pierwsza żona po naszym rozwodzie więcej nie wyszła za mąż. Z szefem, z którym mnie zdradziła, od razu się rozstała. Ale mnie to już było obojętne, bo miałem szczęście spotkać Marię i to był największy dar losu.

Nie wiem co robić. Z jednej strony córki mają rację, samotność na starość jest trudna, ale z byłą żoną też nie mogę i nie chcę żyć.

Starsza córka często przyjeżdża do mnie, pomaga w gotowaniu, sprzątaniu i za każdym razem przypomina mi o byłej żonie, jakby popychała mnie do podjęcia decyzji. Ale czuję, że nie jestem gotowy. I prawdopodobnie nigdy nie będę.