Mam dość codziennego wracania do pustego mieszkania, w końcu mam tylko 55 lat. Dlatego postanowiłam wyjść za mąż po raz drugi, ale martwię się, bo nie wiem, co na to powiedzą moje dorosłe dzieci.

Mam 55 lat i od pięciu lat jestem wdową. Ostatnio stało się dla mnie nieznośne wracać do pustego mieszkania i zaczęłam bardzo tęsknić za mężem.

Wszyscy mówili, że nasze małżeństwo zostało zawarte w niebie, tak dobrze do siebie pasowaliśmy. Zaczęliśmy się spotykać na drugim roku uniwersytetu, a na ostatnim, nie czekając na zakończenie studiów, wzięliśmy ślub. Przez wiele lat naszego małżeństwa ani razu nie żałowałam, że zostałam jego żoną.

Razem przetrwaliśmy wszelkie trudności, które napotkaliśmy na naszej drodze. Gdy dowiedział się, że spodziewam się dziecka, zaciągnął ogromne długi, ale i tak kupił nasze pierwsze mieszkanie, nie chcąc, byśmy z małym dzieckiem błąkali się po akademikach. Jakby los chciał nas przetestować, przysłał nam bliźniaki.

Oto gdzie musieliśmy naprawdę ciężko pracować: o pieluchach i pralkach wtedy nawet nie mogliśmy marzyć. Ale mąż oprócz ciężkiej pracy, abyśmy nie potrzebowali niczego, bardzo mi pomagał. Wstawał w nocy do dzieci, pomagał w kuchni i w domu po pracy. Będąc żoną tego mężczyzny, czułam się jak za murem.

Cztery lata po dziewczynach urodził się nasz syn. I staliśmy się bardzo dużą i szczęśliwą rodziną, trudno wyobrazić sobie lepszego ojca i męża niż mój.

Dlatego gdy go zabrakło, my z dziećmi bardzo ciężko przeżywaliśmy jego stratę. I chociaż minęło już pięć lat, dzieci wciąż nie mogą pogodzić się z tym, że ojca już nie ma.

Ja również bardzo opłakiwałam i bardzo to wpłynęło na moje zdrowie w pierwszych latach po stracie męża. Zrozumiawszy, że przedłużająca się żałoba nie prowadzi do niczego dobrego, a ja wciąż jestem potrzebna swoim dzieciom, zaczęłam spędzać więcej czasu w miejskim parku. Podczas jednego z spacerów poznałam mężczyznę, okazało się, że też jest wdowcem.

Początkowo rozmawialiśmy jako przyjaciele, dając sobie nawzajem moralne wsparcie po stracie swoich drugich połówek. Ale nawet nie zauważyłam, kiedy Adam, tak miał na imię mój nowy znajomy, zaczął okazywać mi znaki uwagi, i zaczęliśmy się spotykać.

Długo walczyłam z wyrzutami sumienia, nie opuszczało mnie uczucie, że zdradzam swojego męża, ale potem się uspokoiłam, ponieważ życie toczy się dalej. Tylko jeszcze nie wyznałam dzieciom, że mam mężczyznę. Jestem pewna, że zarówno córki, jak i syn, będą przeciw, chociaż wszyscy mają już własne rodziny.

I oto trzy dni temu złożył mi propozycję zamieszkania razem. Początkowo bardzo się ucieszyłam, ale potem przypomniałam sobie o dzieciach i o tym, co mogą powiedzieć, dowiedziawszy się o tym. Zarówno córki, jak i syn, jak już mówiłam, bardzo kochali swojego ojca, i po prostu nie wybaczą mi, jeśli zdecyduję się wyjść za mąż po raz drugi. Jestem tego pewna.

Adam prosi mnie, bym w końcu podjęła decyzję i porozmawiała z dziećmi, ale boję się nawet myśleć o tej rozmowie, nie mogę się zdecydować. Co powinnam zrobić? Co powiedzieć dzieciom, żeby mnie zrozumiały i zaakceptowały mój wybór?