Mąż słucha swojej mamy jak małe dziecko, a ona jest przeciwna przeprowadzce

Zawsze uważałam, że wtrącanie rodziców do naszego życia osobistego to zły pomysł. I tak właśnie się stało w moim życiu. Życie z mężem układało się dobrze, a teraz jesteśmy na granicy rozwodu, wszystko przez jego matkę. Oto jak to się stało.

Wzięliśmy ślub zaraz po studiach. Na początku zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu i zastanawialiśmy się, jak zdobyć własną nieruchomość? Nie miałam na co liczyć. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam siedem lat. Mama i ja przeprowadziliśmy się do babci. Ojciec ożenił się ponownie i przeprowadził do innego miasta. Potem miał syna i praktycznie nie brał udziału w moim życiu. Płacił alimenty, na które miałam prawo, to wszystko.

Mąż był w podobnej sytuacji. Mieszkał z matką, a po studiach pobraliśmy się i zaczęliśmy wynajmować małe mieszkanie. Po kilku latach matka męża powiedziała: “Po co wynajmujecie mieszkanie? Oszczędzajcie na kredyt hipoteczny, a ja przeprowadzę się do swojej matki, mieszkajcie w moim jednopokojowym, dopóki nie uzbieracie na własne mieszkanie”.

Pomysł bardzo nam się spodobał, przeprowadziliśmy się do mieszkania teściowej i żyliśmy życiem rodzinnym, chodziliśmy do pracy, oszczędzaliśmy na kredyt hipoteczny, wszystko jak trzeba. Ale życie zafundowało mi dużą niespodziankę. Niespodziewanie pojawiła się moja babcia od strony ojca. Dotąd prawie nigdy o mnie nie pytała, była zajęta wnukiem, który urodził się mojemu ojcu w drugim małżeństwie. Mieszkała blisko nich, a my po drugiej stronie kraju.

Babcia przekazała smutną wiadomość: mój brat od ojca zginął w wypadku, a mój ojciec zaczął powoli popadać w alkoholizm. Przeprowadziła się do niego, żeby za nim nadzorować. A jej dwupokojowe mieszkanie teraz stoi puste. Babcia powiedziała, że bardzo żałuje, że nigdy mi nie pomogła i teraz bardzo tego żałuje. Podjęła decyzję o przepisaniu na mnie swojego dwupokojowego mieszkania, a sama zamieszka z ojcem. Zaprosiła mnie z mężem do przeprowadzki do jej miasta, będziemy bliżej nich, a ja będę miała swój kąt dla przyszłych dziedziców. Do tego babcia jest już w podeszłym wieku, a od ojca w takim stanie pomocy nie ma co oczekiwać.

Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. W jednej sekundzie stałam się właścicielką dwupokojowego mieszkania w dużym mieście, znacznie większym niż miasteczko, w którym teraz mieszkaliśmy. Ale matka męża wcale nie była zadowolona. Nie rozumiała, dlaczego chcemy wszystko rzucić i wyjechać na drugi koniec kraju, skoro na razie mamy gdzie mieszkać i oszczędzamy na kredyt hipoteczny, a tam jej syn będzie żył na terenie żony. Teściowa była przekonana, że to zły pomysł.

Starałam się przekonać męża na wszelkie sposoby. Jeste

śmy młodzi, jeszcze bez dzieci, nie jesteśmy związani z przedszkolami i szkołami. A pracę zawsze można zmienić. Poza tym w dużym mieście perspektyw jest znacznie więcej. Przeprowadzimy się na większą powierzchnię, nie trzeba oszczędzać na kredyt hipoteczny, można kupić samochód i pomyśleć o dziecku, które będzie miało własny pokój.

Mąż na początku był za, ale potem, po słowach matki, zaczął szukać wymówek. To nie chciał rzucać pracy, to żałował wszystkich przyjaciół, którzy zostaną tutaj. Potem zaczął mówić słowami matki: “Nie będę czuł się panem na twoim terytorium”. Potem zaczął proponować, abym wynajęła to mieszkanie, a na te pieniądze wzięliśmy mieszkanie na kredyt w naszym miasteczku. Nie mogłam zrozumieć, po co mam wynajmować mieszkanie w dużym mieście, a tu płacić raty. Poza tym moja dwójka jest w dobrym stanie, a lokatorzy ją zniszczą. I daleko od nas – nie będę mogła kontrolować ludzi, którzy tam będą mieszkać.

Sprzedawać mieszkanie tam, aby kupić tutaj, też nie chcę, jaki w tym sens? Tam są perspektywy, a tutaj co? Tylko matka męża, która będzie dalej narzekać? W końcu postawiłam ultimatum: przeprowadzam się do innego miasta, z mężem albo bez niego. Mąż musi zdecydować – słuchać matki do końca życia czy w końcu stać się samodzielnym. W rezultacie bardzo się pokłóciliśmy, on stwierdził, że w takim razie nie kocham go, skoro jestem gotowa porzucić go dla jakiegoś mieszkania.

A co wy o tym sądzicie? Czy naprawdę nie mam racji, że decyzje powinno się podejmować samodzielnie, bez pomocy rodziców?