Moja starsza córka poprosiła mnie o pomoc z dziećmi. Wtedy podjęłam decyzję o przeprowadzce do niej, odprowadzałam młodszego wnuka do przedszkola, a starszego do szkoły. W weekendy jeździłam do drugiej córki, również pomagając z dzieckiem. Ale niedawno córka wyrzuciła mnie za drzwi i powiedziała, że moja pomoc nie jest już jej potrzebna

Jestem zamężna od dawna, mam dwie dorosłe córki, czworo wnuków. Całe życie im pomagałam, a teraz okazałam się niepotrzebna.

Dorastałam w biednej rodzinie, ojciec nas opuścił i nie zajmował się nami, cały ciężar spadł na ramiona matki, która radziła sobie, jak mogła. Czy trzeba mówić, że nasze życie było trudne, często brakowało nam jedzenia. Wtedy obiecałam sobie, że kiedy będę miała własne dzieci, zrobię wszystko, aby im pomagać, chronić je, aby nigdy nie doświadczyły tego, co ja.

Kiedy miałam dzieci, robiłam i nadal robię wszystko, aby pomagać swoim córkom. Kiedyś nawet pisałam za nie notatki, kiedy studiowały na uniwersytecie, w pełni je utrzymywałam i zajmowałam się domem.

Całe życie pracowałam w szpitalu, a mąż wyjeżdżał za granicę do pracy. Miałam niską pensję, więc całkowicie finansami zajmował się mąż, bo pensji pielęgniarki nie starcza na rozrywki, a ja całkowicie poświęciłam się córkom.

Teraz córki dorosły. Kiedy wychodziły za mąż, zorganizowaliśmy im wspaniałe wesela, każdej z nich daliśmy odpowiednią sumę na zakup mieszkania. Teraz mają swoje mieszkania. Mąż zbudował dla nas mały, ale bardzo wygodny dom. Ostatnio przestał jeździć do pracy za granicę i cały czas coś majstruje przy domu.

Ja cały swój czas nadal poświęcałam naszym dzieciom. Kiedy u starszej córki pojawiły się dzieci – dwóch chłopców, potrzebowała pomocy. Córka wróciła z urlopu macierzyńskiego do pracy. Wtedy podjęłam decyzję o przeprowadzce do starszej córki, odprowadzałam młodszego wnuka do przedszkola, a starszego do szkoły. W weekendy jeździłam do innej córki, też pomagałam z dzieckiem.

Teraz starsza córka spodziewa się trzeciego dziecka i wyszła na urlop macierzyński. Myślałam, że teraz będę miała jeszcze więcej pracy, ale córka zaskoczyła mnie, mówiąc, że moja pomoc już jej nie jest potrzebna.

„Mamo, jesteś wolna, teraz poradzimy sobie sami, możesz wrócić do siebie do domu” – powiedziała mi córka.

Kiedy to usłyszałam, chciało mi się płakać, bo nie spodziewałam się, że stanę się niepotrzebna dla własnej córki, która wskazała mi drzwi. Nie doceniła mnie, nawet nie podziękowała.

Myślałam, że mąż mnie pocieszy, ale on tylko ze mnie się śmiał.

„Przecież cię ostrzegałem” – mówi mąż – „zamiast sadzić kwiaty przy dom, wtrąciłaś się do rodziny dzieci. Czy naprawdę myślałaś, że będziesz z nimi mieszkać na zawsze? Córka z mężem już wcześniej dawali ci do zrozumienia, że nie potrzebują specjalnie pomocy, radzą sobie sami”.

A ja sobie obiecałam, że zawsze będę pomagać dzieciom, a teraz okazuje się, że moja pomoc nikomu nie jest potrzebna.