— Musisz chodzić na siłownię! Spójrz na swój brzuch! — powiedziałam mężowi

Gdy tylko nadarzyła się okazja, od razu wyszłam za mąż. Sprawa w tym, że moja mama to prawdziwy despota. Bardzo chciałam uciec z rodzinnego domu.

Wiecie, jak mi tłumaczyła odejście taty? Otóż tak:

— Odszedł od nas, bo jesteś taka głupia i brzydka!

Dlatego zawsze czułam się niepotrzebna. Nie znałam matczynej miłości. Miałam niską samoocenę, dlatego w szkole wiele osób mnie dręczyło. Nie umawiałam się z chłopakami, bo uważałam się za brzydką.

Gdy Andrzej powiedział, że chce ze mną budować związek, początkowo mu nie uwierzyłam. Nie mogłam uwierzyć, że nie jestem taka, jak mówiła mama. Właśnie dlatego wyszłam za niego za mąż, jak tylko się oświadczył.

Mama była zaskoczona takim obrotem spraw. Była pewna, że narzeczony mnie porzuci po tygodniu. Ale na szczęście tak się nie stało. Życie rodzinne było o wiele lepsze niż mieszkanie z mamą.

Jednak w życiu codziennym pojawiły się pewne trudności. Mąż wrócił z pracy i zaczął domagać się jedzenia:

— Zaraz, kochanie. Dopiero wróciłam z pracy.

— Dlaczego mam czekać? Cały dzień jestem głodny!

— Przecież mnie nie było w domu!

— To mnie nie obchodzi. Choćbyś miała gotować w nocy, ale kiedy wracam — ma być gotowe jedzenie. Jasne?

Robiłam wszystko, jak on mówił, bo myślałam, że tak jest w wielu rodzinach. Bałam się też, że jeśli będę mu się sprzeciwiać, to mnie porzuci. Tak jak mówiła mama.

W przerwie obiadowej chodziłam po zakupy i prosiłam dyrektora o wcześniejsze wyjście, aby zdążyć przygotować wszystko na powrót męża. Jednak wkrótce kierownictwo zasugerowało, że taki układ im nie odpowiada. Musiałam gotować przed pracą.

Jednak zadowolić męża i tak się nie udało. Bez względu na to, jak się starałam, on i tak się denerwował.

— Za dziesięć minut masz być w sypialni! — rozkazał Andrzej.

— Ale chcę jeszcze przygotować obiad na jutro!

— To mnie nie obchodzi. Masz spełniać obowiązki małżeńskie.

— Jutro przyjdziesz i będziesz narzekał, że nic nie jest gotowe…

— Za godzinę wróć do kuchni i kontynuuj.

Znów milczałam, bo myślałam, że to jedna z moich obowiązków. Mężczyzna nie powinien czekać w łóżku — po to się ze mną ożenił. Ogólnie tak żyliśmy. Wydawało mi się, że inaczej życie małżeńskie się nie układa.

— Tania, musisz pójść na siłownię, zacząć uprawiać sport. Spójrz na swoje boczki! — pewnego razu powiedział mąż.

Problem pogłębiał się tym, że wcale nie miałam nadwagi. Na szczęście natura obdarzyła mnie szczupłą sylwetką, a ja też dbam o dietę. Oczywiście czasem pojawia się oponka, ale i bez siłowni wszystko wraca do normy.

Ale posłuchałam męża i zaczęłam ch

odzić na treningi. Jak wszystko zdążałam? Lepiej nie pytajcie! Spałam kilka godzin dziennie, bo trzeba było odwiedzić siłownię, przygotować mnóstwo rzeczy i nie zapomnieć o codziennym intymie, który był dla mojego męża priorytetem.

Na siłowni poznałam przyjaciółkę. Spojrzała na mnie i mówi:

— Masz takie puste oczy. Żadnego szczęścia. A figura świetna. Dla kogo się tak starasz?

Wtedy łzy popłynęły mi z oczu. Postanowiłam się jej wyżalić.

Opowiedziałam jej nie tylko o mężu, ale też o mamie. O tym, że ojciec odszedł z rodziny z mojej winy.

— Boże, jak można być tak nierozsądną! Ile jeszcze pozwolisz sobą pomiatać? — nie wytrzymała ona.

— Tak, sama rozumiem, że nie żyję swoim życiem. Ale jak to zmienić, nie wiem.

— Ja ci w tym pomogę. Dziś pójdziemy razem do salonu i na zakupy — poprawimy sobie humor.

Zrobili mi stylową i piękną fryzurę. A jeszcze wybrałam efektowną sukienkę, która podkreślała moje starania na siłowni. Ale bardzo bałam się reakcji męża. Nie bez powodu.

— Gdzie się szwendałaś? — krzyknął, gdy przekroczyłam próg.

— Byłam w salonie. Podoba ci się moja nowa fryzura?

— Mam gdzieś twoją fryzurę. Chcę jeść!

— To sobie podgrzej. W lodówce jest wszystko gotowe. Czy w wieku 30 lat nie umiesz używać mikrofalówki?

Mąż zamilkł. Poszedł do kuchni, podgrzał kolację i udał się do sypialni. Nie wołał mnie, co mnie ucieszyło. Następnego dnia kontynuowałam swoją przemianę. Na pracę założyłam tę samą sukienkę.

— Co to masz na sobie? — oburzył się mąż.

— Sukienkę, i podoba mi się. Nie bez powodu chodzę na siłownię.

Mąż był zaskoczony. Nie przywykł do tego, że mogę mu odpowiedzieć. Skorzystałam z pauzy i powiedziałam:

— Właściwie to nie ja, a ty powinieneś chodzić na siłownię. Brzuch masz jak ciężarna!

Od tego czasu nasze relacje znacznie się poprawiły. Mąż przestał mnie poniżać i krytykować, więc problem rozwiązał się sam.

Nie wiem, czy nasze małżeństwo ma przyszłość, ale coraz częściej myślę o rozwodzie.

Jednak jestem wdzięczna mężowi, że zmotywował mnie do zmian. I dziękuję za siłownię — to właśnie tam spotkałam prawdziwego mężczyznę, który mnie docenia i szanuje. Można powiedzieć, że zaczynam nowe życie.